Lotniskowa kopalnia trendów

Boję się latać samolotem. Wystarczy mała turbulencja, a już czuję potrzebę wysyłania pożegnalnych SMS-ów. Z drugiej strony lubię spędzać czas na lotniskach. To mój sposób na szukanie trendów.

Powiem wprost: bardzo się boję latać samolotem. Wystarczy jedna mała turbulencja, a ja czuję nieodpartą potrzebę włączenia telefonu i wysłania pożegnalnych SMS-ów do rodziny. Z drugiej jednak strony bardzo lubię spędzać czas na lotniskach. I to paradoksalnie – im dłużej, tym lepiej. Lotniska to bowiem jeden z moich sposobów na poszukiwanie trendów, które będą istotne w najbliższej przyszłości.

ie wiem, z czego to wynika. Czy z tego, że na lotniskach przebywa specyficzna grupa celowa (w tym tzw. współcześni nomadzi, innowatorzy i wcześni naśladowcy, którzy wcześniej i szybciej konsumują to, co za moment wejdzie do powszechnego użycia). Czy raczej z tego, że na lotniskach ludzie generalnie się nudzą i potrzebują dodatkowych atrakcji. Niezależnie od przyczyny faktem jest, że lotniska to wprost kopalnia nowych trendów. Przykłady? Proszę bardzo.

W ubiegłym roku dosyć często wspominałam o tym, że już wkrótce będziemy mieć (powszechnie) do czynienia z reklamami, które nas śledzą. To narastający trend związany z dostępnymi technologiami oraz ilością informacji, jakie zostawiamy o sobie w sieci. Liczba przykładów z tej kategorii stale rośnie, ale jeden z ciekawszych został zrealizowany właśnie na lotnisku. W czerwcu 2012 r. linie KLM prześwietlały w serwisach społecznościowych profil osoby, która zacheckinowała się za pomocą Foursquare w porcie lotniczym w Amsterdamie, po to, by wręczyć jej spersonalizowany prezent (chodziło o podkreślenie tzw. brand promise KLM – „journey of inspiration").

Wspominałam też o rosnącym zjawisku tzw. ekonomii dzielonej. W skrócie chodzi tu o to, że w epoce kryzysu gospodarczego dla wielu konsumentów ważniejszy jest dziś dostęp do czegoś niż posiadanie konkretnej rzeczy na własność (tzw. access over ownership). Przykład realizacji tego trendu widać na naszym warszawskim Lotnisku Chopina – Play umożliwia pasażerom wypożyczenie tabletu na czas trwania podróży.

Tam też natknęłam się ostatnio na realizację innego trendu, tzw. charging everywhere. Aktywne korzystanie z Internetu mobilnego, a jednocześnie strach przed rozładowaniem się baterii w telefonie (powszechne zjawisko nomofobii, z ang. no mobile phone phobia) spowodowały, że w przestrzeni publicznej pojawiają się rzeczy, które umożliwiają naładowanie telefonu. Mogą to być tradycyjne meble (np. stoły), mogą to być akcesoria (np. torebki) i wreszcie mogą to być specjalne terminale, jak chociażby Chargee, które stoją na lotniskach w Warszawie i w Krakowie.

To tylko kilka przykładów. Jeśli dobrze spojrzeć, realizacji nowych trendów na lotniskach można znaleźć znacznie więcej. Dlatego zwłaszcza teraz, pod koniec grudnia i w styczniu, kiedy pracujemy nad strategiami, nowymi produktami, analizujemy, co robią najbliższa konkurencja i cały rynek, zachęcam do częstych podróży. Kto wie, może właśnie na jednym z lotnisk uda się państwu dostrzec trend, który zaważy na sukcesie waszej firmy w nowym roku? Gorąco tego państwu życzę.

Natalia Hatalska współpracuje z domem mediowym Universal McCann jako chief inspirator przy projektach z zakresu niestandardowych form komunikacji marketingowej. Prowadzi blog o reklamie Hatalska.com.