Lans na cycku

To nie było mądre. Ani kulturalne. Ani nawet fajne. Ale to, co się wydarzyło po tym, kiedy jeden z jurorów „Top Model” sprawdził autentyczność biustu jednej z kandydatek, jest dowodem na to, że każda okazja jest dobra, by zaistnieć.
Byłam na tym nagraniu, nie podobało mi się ono, choć wiedziałam, że pewnie pojawi się w odcinku. Bo było zabawne, dziewczyna pełnoletnia i sama do tego zachęcała z wdziękiem, a i biust robił wrażenie… Przy prawdziwej epidemii operacji plastycznych u coraz młodszych dziewczyn, także modelek, prawdziwy biust to okaz.

Zdjęcie: Michał Dembiński
Kiedy ta scena pojawiła się w odcinku, pomyślałam, że będzie dym. Nie tak dawno cała Polska rzuciła się na pseudo­satanistę Nergala. Zrobiono mu przy okazji megapromocję, aż wyskakiwał z każdej lodówki, powoli powszedniejąc. Potrzebowaliśmy kolejnej ofiary. Ta pojawiła się pod postacią „Top Model”.
O Nergalu wypowiadali się chociaż publicyści. Że niektórzy głupio, porównując go do szatana, Hitlera czy Galliano, to inna sprawa. To ich prywatna granica obciachu. W przypadku „Top Model” było mocniej. Każdy poczuł się w obowiązku wypowiedzieć, zaatakować, zrobić konferencję. Nieznany szerzej do tej pory projektant nagle uznał, że to było molestowanie, i zaczął grozić sądami. Przy okazji wyrósł na kilkudniową gwiazdę mediów. Parę niedoszłych modelek przy okazji oświadczyło, że bardzo się cieszą, że nie były w programie. Parę pseudokomentatorów mody uznało za stosowne odsądzić jurora, cały program i telewizję, która to ohydztwo wyemitowała, od czci i wiary. A tajemnicą poliszynela jest, że te same osoby bardzo starały się o to, aby w tym programie wystąpić.
Najbardziej kuriozalna była jednak minister Radziszewska, która tak bardzo przejęła się programem w telewizji, że postanowiła zrobić na ten temat konferencję. Ta sama minister niemal rok wcześniej zasłynęła w mediach sporym skandalem, kiedy to wypomniała publicznie komuś jego homoseksualizm. Co, delikatnie mówiąc, było w sprzeczności z ideą urzędu, który sprawuje. Wtedy też było gorąco. Teraz pani minister zaprosiła na konferencję wiele osób, media, zrobiło się głośno, straszono skargami. Urząd, o którym niewielu zapewne słyszało, a usłyszało teraz – traf chciał, na niedługo przed wyborami – dostał swoje wymarzone pięć minut. Załapał się na nie nawet rzecznik praw dziecka, który nie sprawdził, że dziewczyny w programie podpisują specjalne zgody przed wejściem do niego i są pełnoletnie. Była też właścicielka nieznanej agencji modelek oraz niedoszła uczestniczka „Top Model”, która niby go nienawidzi, co nie przeszkadzało jej jednak regularnie na Facebooku tego programu umieszczać swoich danych kontaktowych. Udzieliła nawet wywiadu, w którym mówiła, że będzie próbować za rok. A my staramy się w programie pokazać, że modelki, wbrew stereotypom, myślą… Cóż. Był też publicysta, który specjalizuje się w tropieniu molestowania kobiet w programach TVN. Wszyscy zaistnieli. Byli cytowani przez media. Brawo. Szkoda, że nie było na tej konferencji żadnego konkretnego medioznawcy, jak profesor Wiesław Godzic, który przyznał, że juror się zagalopował, ale nie był to powód to darcia szat. Ale tu chodziło wyłącznie o lans na cycku i wyborców, a nie o merytorykę. Pani minister dziękujemy. Nie każdy ma charyzmę Magdaleny Środy.
Szkoda, że nie zaistniała, póki co, Andżelika, której to wymacany przez jurora biust stał się najsławniejszym biustem w Polsce. A ona jak nikt na to zasłużyła. Gdybym była specem od marketingu w firmie bieliźnianej, natychmiast zatrudniłabym ją do reklamy. Te piersi sprzedadzą teraz wszystko. Na razie sprzedały ten program. I pomogły w medialnym zaistnieniu paru osobom.