Kultura 2.0 w natarciu

Kilka lat temu Polska była skansenem kulturalnym Europy. Teraz na dobre imprezy i wystawy nie musimy nie musimy jeździć za granicę - coraz więcej ważnych festiwali organizowanych jest u nas. Głównie dzięki nim: menadżerom i animatorom kultury.
Misteria Paschalia, festiwal z muzyką renesansu i baroku, od siedmiu lat przyciąga do Krakowa tłumy. Podobnie Sacrum Profanum, prezentujące nowszą muzykę. Obu szefuje Filip Berkowicz. Ceniony młody muzykolog (rocznik 1977) z doktoratem na Uniwersytecie Jagiellońskim, kilka lat temu pracował w biurze Kraków 2000. Dziś urząd podtrzymuje splendor roku, w którym Kraków był kulturalną stolicą Europy – ale Berkowicz unosi się już na innej fali.

Festiwal Misteria Paschalia, Kraków. Z lewej: 2010 r., Cappella della Pieta de Turchini, z prawej na dole: 2007 r., Misterium Męki Pańskiej. Filip Berkowicz (po prawej, na górze). Ceniony młody muzykolog (rocznik 1977). Ma za sobą zarówno sukcesy naukowe, jak i związane z organizacją renomowanych imprez kulturalnych
Wyrasta na jednego z najskuteczniejszych menedżerów kultury w Polsce.
I choć w Krakowie oponenci zarzucają mu butę, on z uporem realizuje swoje projekty. – Środowisko poetów i bardów jest, i wygląda na to, że wciąż ma się dobrze – odpowiada przeciwnikom. – Jednak nie można tkwić w przeszłości. Kraków ma ambicje stać się czołowym ośrodkiem nowoczesnej kultury, i to nie tylko w Polsce. To międzynarodowy tygiel nowych trendów i idei. Ktoś, kto tego nie zauważa, ten niczego nie wie o dzisiejszym Krakowie – dodaje Berkowicz.
Paweł Potoroczyn, szef Instytutu Adama Mickiewicza, zna dobrze Berkowicza. – Trudno nazywać go „menedżerem kultury”. Lepszym słowem jest „kreator” – mówi. Według Potoroczyna, nie było kogoś takiego wcześniej w polskiej kulturze. – Idee, które wcielił w czyn Berkowicz, może i unosiły się gdzieś w powietrzu, czekały, aż ktoś je odkryje. Ale to Filip ściągnął je na ziemię i sprawił, że stały się faktem.
Robert Piaskowski z Krakowskiego Biura Festiwalowego zna go od czasów studenckich, gdy razem śpiewali w chórze UJ. – Marzyliśmy o tym, że zapraszamy do Polski zespół Europa Galante, i teraz nam się to udaje – wspomina. – Przyjeżdżają do Krakowa co rok. Mogę powiedzieć, że to zasługa Filipa, choć realizowaliśmy te marzenia wspólnie.

Strategia gracza

Berkowicz ma jednak tyle samo przyjaciół co wrogów. – Jego determinacja przez ludzi bywa odbierana jako arogancja – opowiada Piaskowski. – Tymczasem on nie znosi rozmemłania, gadania, braku precyzji i braku konkretów.
Robert Piaskowski o Berkowiczu: – Nie znosi rozmemłania, gadania, braku precyzji i braku konkretów
Można mu położyć na stole kartkę, długopis, a on wytycza kierunek i cel działania w ciągu 10 minut. Jest równie wymagający, jeśli chodzi o przyjaźnie. Niektórzy nie wytrzymują wymagań Filipa. To silna osobowość, wymaga podporządkowania w kwestiach, w których jest ekspertem. A jest autorytetem w sprawach muzyki. Talent potrafi ocenić po kilku taktach. I błyskawicznie kalkuluje sukces oraz porażkę – dodaje. Berkowicz może być niemiłym graczem dla rywali, ale za to w mgnieniu oka podaje konkretny przepis na profesjonalne przygotowanie festiwalu: – Dobra impreza to z jednej strony taka, która oferuje porządny program i dużo kosztuje, bo wtedy najlepiej docenia się wartość wydanych pieniędzy. Z drugiej strony musi powstać wokół niej ferment środowiskowy. W obydwu przypadkach zyskuje na tym miasto: ma najwyższej jakości „produkt”, o którym się mówi w Polsce i w świecie. Do takiego miasta chce się przyjeżdżać i zostawiać w nim pieniądze – przekonuje szef festiwali: Misteria Paschalia i Sacrum Profanum.
Bo kasa to istotny element gry w zarządzaniu kulturą, o czym często zapominają i politycy, i animatorzy kultury. Według Berkowicza, zarządzanie kulturą niczym nie różni się od zarządzania firmą. – Można pracować tak, jakby się prowadziło jednoosobową działalność gospodarczą i być odpowiedzialnym za wszystko. Można też budować struktury z działami programowymi, produkcji, PR i departamentami prawnymi. Można sprzedawać gotowe „produkty” przynoszące natychmiastowy zysk lub mozolnie, ale konsekwentnie budować rynek nowych potrzeb i „uzależniać” odbiorców od swoich „towarów” – wylicza. – W każdym przypadku trzeba jednak świetnie orientować się w rynku i optymalizować koszty. Należy też pamiętać, że inwestowanie w kulturę wysoką przynosi wysokie profity. I mimo że nie są widoczne w arkuszu Excela przy rozliczaniu imprezy, to jednak wpływają zarówno na wizerunek, potencjał promocyjny, jak i na portfele przedsiębiorców: hotelarzy, restauratorów, taksówkarzy. Koło się zamyka, gdy podatki od nich wpływają z powrotem na konto miasta.

Menedżer z komety

Podobnie o przygotowaniach do wielkich imprez mówi Michał Merczyński, szef poznańskiego festiwalu Malta, dyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego, były szef Teatru Rozmaitości. – Jestem człowiekiem, który tworzy struktury do funkcjonowania różnych form kultury.
Malta Festival Poznań 2010 r. Spektakl Teatru Compania de Paso i występ aktorów Teatro due Mondi. Michał Merczyński, Szef NInA. Poznaniak, który ma za sobą lata doświadczeń w organizacji prestiżowych imprez w Polsce i za granicą – w tym festiwalu Malta.
Resztę zapełnia wizja, ale bez nowoczesnych struktur kultura nie ma prawa dobrze działać. Ona wręcz potrzebuje mechanizmów finansowo-prawnych, które ułatwią działanie twórcom, co na przykład obserwujemy w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej. Duże imprezy i instytucje muszą być zorganizowane w oparciu o regulacje prawne oraz jasne zasady – dodaje Merczyński, który jest też jednym z entuzjastów i promotorów idei cyfryzacji polskiej kultury.
Merczyński: – Narzekania na brak pieniędzy są przesadzone. Kulturę zabijają brak reguł i archaiczne myślenie
Z drugiej strony nie przestaje mówić o „usieciowieniu” kultury, czyli organizowaniu wydarzeń, w których różne jej dziedziny mówią równoprawnym głosem i przenikają się wzajemnie. Ale też takich, które pokazują, w jaki sposób sztuka ma wpływ na przemiany społeczne. Wydarzeniem tego typu ma być nadzorowany przez NInA wrześniowy Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu – najpoważniejsza impreza z okazji polskiej prezydencji.
Merczyński zaczynał działać w latach 80. – W 1985 r. pojawił się w moim akademiku Jan A.P. Kaczmarek. Szukał menedżera dla nowo powstającej Orkiestry Ósmego Dnia. Tak zaczęła się ostra szkoła zawodu i życia – wspomina początki.
Został wrzucony na głęboką wodę. Znał tylko język francuski, w ciągu pół roku musiał się nauczyć angielskiego, i to bardzo dobrze. Orkiestra grała koncerty w Queen Elizabeth Hall w Londynie i w Paradiso w Amsterdamie, gdzie ze sceny schodził David Bowie, a wchodził na nią polski zespół. – Jednocześnie przygotowywałem w Poznaniu „Czekając na kometę Halleya”, pierwszy w Polsce multimedialny show. I mój największy sukces promocyjny. Pojechałem wówczas (1986 r.) do Gdańska, do Unimoru. Potrzebowaliśmy 150 monitorów. Dyrektor stukał się w głowę: „Ludzie czekają w kolejkach po pół roku na telewizory, a pan chce hurtem zabrać 150?!”. Koniec końców udało mi się go przekonać i przewieźli nam je do Poznania – opowiada Merczyński.
Jan A.P. Kaczmarek wysoko postawił mu poprzeczkę. Potem Merczyński miał własną firmę, działał w instytucji samorządowej, w fundacji, a przede wszystkim powołał festiwal Malta, dziś jeden z najważniejszych na kulturalnej mapie Polski. Malta powstała, bo Merczyński miał niedosyt spektakli teatrów offowych i eksperymentalnych. Stopniowo formuła się rozszerzała – dziś Malta obejmuje wszystkie dziedziny sztuki, także te, których trudno szukać w oficjalnych instytucjach miasta. To tu po raz pierwszy w Polsce wystąpili Antony And The Johnsons czy Charlotte Gainsbourg.
– Jestem szczęśliwy, bo zajmowałem się zawsze tym, co lubiłem i co potrafiłem robić najlepiej, czyli kulturą – mówi Merczyński. – I miałem okazję pracować z ludźmi, których cenię.
Krzysztof Materna, który zna go od dawna, mówi: – Michał stoi za wieloma wydarzeniami, ale nie usiłuje pokazać za wszelką cenę, kto tu rozdaje karty. Jest inspiratorem rzeczy fantastycznych, lecz cały czas sprawia wrażenie, jakby był na drugim planie. Nie wpycha się na salony. Ma w sobie wielką pokorę.
Materna obserwował Merczyńskiego podczas Malty. – Tam dały znać o sobie jego rozeznanie w świecie teatralnym i świetne kontakty. Poza tym jego pomysły splatają losy różnych artystów, którzy nigdy by się nie spotkali. Michał ma kolosalne doświadczenie i sam jest erudytą, a przy tym szanuje mistrza. Dlatego możliwa była chociażby jego współpraca z wielkimi twórcami w Teatrze Rozmaitości – mówi.
W rozmowie z Merczyńskim najbardziej uderzają chłód kalkulacji i gruntowna znajomość tematu. Tak, jakby był urzędnikiem, sprawnie układającym budżety i priorytety. Choć, jak sam zastrzega, urzędnikiem ani politykiem nigdy nie będzie. – Dla wielu to, co powiem, będzie herezją, ale uważam, że narzekania na brak środków w kulturze są przesadzone. Ją zabijają brak jasnych reguł i archaiczne myślenie. W zeszłej dekadzie zmiany w kulturze były po prostu tak szybkie, że niektóre instytucje wyprzedziły ustawodawstwo w Polsce. Teraz trzeba więc sprawnie załatać tę dziurę – mówi Merczyński.

Mistrz drugiego planu

Bogna Świątkowska, dziennikarka, wydawca, twórczyni fundacji Bęc! Zmiana, też uważa, że polska kultura potrzebuje przewietrzenia myśli. Od Berkowicza i Merczyńskiego odróżnia ją to, że tworzy kulturę siłami lokalnych struktur.
Na górze: DOTLENIACZ 2007 r. Instalacja Joanny Rajkowskiej przy pl. Grzybowskim i "POMYSŁOWE POMYSŁY" 2009 r., przedmioty z wystawy, której organizatorem była Bęc! Zmiana. Na dole Różowe jelenie Bęc! Zmiany stały na warszawskim Powiślu w latach 2004-2007; NAPIS na siedzibie Bęc! Zmiana w Warszawie i Bogna Świątkowska, założycielka fundacji Bęc! Zmiana. Symbolem stolicy są dla aktywistki wszyscy mieszkańcy Warszawy – oni ją zmieniają.
– Fundacje takie jak nasza często zajmują się tematami, które wcześniej nie zaistniały w sferze publicznej ani nie zostały poruszone w mediach czy w oficjalnym obiegu kultury – mówi. – Tak było z Różowymi Świecącymi Jeleniami przy BUW-ie na warszawskim Powiślu, ustawionymi tam w 2004 r. Było to działanie na rzecz przywrócenia przestrzeni publicznej mieszkańcom miasta.
Jelenie (projekt Hann