Krótka historia o namiętnościach

Dwie osoby stoją na scenie opuszczonego teatru i rozmawiają. Może być pasjonująco? Może – jeśli film 
kręci Roman Polański.

"Wenus w futrze" to kolejna po „Rzezi" mała produkcja Romana Polańskiego. Reżyser „Piratów" od czasu pamiętnej ucieczki z USA nie może liczyć na hollywoodzkie budżety. I być może wychodzi mu to na dobre, bo już „Nóż w wodzie" pokazał, że nikt tak jak on nie potrafi opowiadać o intymności.

„Wenus..." to historia spotkania reżysera z aktorką, która próbuje zdobyć rolę w jego filmie. Niby przez cały czas widzimy te same dwie osoby, w tej samej scenografii, ale miałem wrażenie, że to była historia ludzkich namiętności i ambicji od początku świata do dziś.

Taką historią ludzkich namiętności i ambicji, choć w dużo mniej ambitnym wymiarze, jest „Adwokat", najnowszy film Ridleya Scotta.

Nie mam pojęcia, dlaczego krytycy tak ostro zjechali ten film. Fakt, nie jest najlepiej pocięty, wymaga od widza koncentracji, by podążać za akcją. Tak, to dziś rzadkość w kinie komercyjnym – film akcji, w trakcie którego nie można wyjść na papierosa, bo straci się wątek.

Scenariusz „Adwokata" napisał mój ulubiony pisarz Cormac McCarthy. Krótkie, ostre dialogi i wrażenie nieuniknionego kroczenia prosto w przepaść, które towarzyszy czytaniu, a teraz i oglądaniu filmu na podstawie jego scenariusza. Do tego Cameron Diaz jako zło wcielone i Penelope Cruz jako jej odwrotność w otoczeniu Javiera Bardema, Michaela Fassbendera i Brada Pitta... Czego chcieć więcej od kina?

Oczywiście nie mogę nie przypomnieć o premierach serialowych. Pierwszy sezon „Impersonalnych"... Nie mam bladego pojęcia, co oznacza ten tytuł, ale serial jest wart spędzenia przy nim paru godzin.

Założenie jest proste – jesteśmy śledzeni zawsze i wszędzie. To wiemy, ale nie wiemy, że prywatny biznesmen zbudował i sprzedał rządowi USA system komputerowy, który wie tak wiele o ludziach na podstawie ich rozmów, ruchu, zachowań i dokumentów, że jest w stanie przewidzieć, kto padnie ofiarą przestępstwa. Rząd dzięki systemowi śledzi terrorystów, ale na zwykłe ofiary przestępstw nikt nie ma czasu.

Nikt poza biznesmenem, który wynajmuje byłego zabójcę CIA i postanawia im pomagać. Wiem, 
że cały ten zarys akcji brzmi nieco... 
no, dziecinnie, ale Michael Emerson (z „Lost") i Jim Caviezel dzięki produkcji J.J. Abramsa („Star Trek") unoszą ten serial bardzo wysoko.