Kopie kopii

Kiedy patrzę na współczesną polską architekturę, często odczuwam déjà vu. Już gdzieś to widziałem. najgorsze, że nie we śnie, a za granicą. Architekci bezwstydnie wciskają nam zapożyczone projekty. Mamy istny architektoniczny second hand.

Powielanie w architekturze jest nagminne. Nie pisałbym tego tekstu, gdyby nie ostatni głośny i chyba jak dotąd najważniejszy konkurs „Życie w architekturze", który nagradzał najlepsze budynki powstałe w Polsce w XXI w. Zorganizowany przez miesięcznik „Architektura Murator" pod honorowym patronatem prezydenta RP obejmował obiekty z lat 2000–2012. Wyniki mnie rozsierdziły! Jury przyznało kilka nagród obiektom, które są bezwstydną kalką projektów wybudowanych za granicą lata wcześniej. To pokazuje nasze cywilizacyjne zapóźnienie. Jurorzy oceniali budynki, jakby nie mieli pojęcia o architekturze ze świata, jakbyśmy dalej żyli za żelazną kurtyną.

Betonowa lewitacja

W kategorii Najlepsza Przestrzeń Publiczna „Życia w Architekturze" nagrodę otrzymał Zintegrowany Węzeł Przesiadkowy we Wrocławiu projektu Maćków Pracownia Projektowa. Bardzo sobie cenię lidera tego biura. W rankingu polskich architektów „Sukcesu" postawiłem go na pierwszej pozycji. Ale nie za ten obiekt go szanuję, lecz za inne budynki, bardziej powściągliwe – jak rozbudowę wrocławskiej Renomy 
czy halę sportową w Bytomiu. Nie ukrywam, że sam uległem czarowi betonowej struktury węzła będącego rzeźbiarskim zadaszeniem przystanku tramwajowego. Ale dopiero niedawno mnie oświeciło. Déjà vu! Przecież w Strasburgu widziałem coś podobnego. Albo wręcz identycznego. Tam wybudowano terminal dla tramwajów i samochodów projektu słynnej Zahy Hadid. Otwarty w 2001 r., podczas gdy wrocławski węzeł ukończono dekadę później. Zaha pierwsza wykonała betonowy lewitujący dach oparty na pochylonych słupach, gdzie zadaszenie opada efektownie z jednej strony i tworzy pochyloną ścianę. Niezwykle podobnie jest we Wrocławiu. Kopia? Zadanie projektowe było podobne, więc pewne rozwiązania nasuwały się same. Jakkolwiek by oceniać to podobieństwo – przynajmniej Maćków wzoruje się na wczesnym i jednym z bardziej twórczych projektów Zahy, która ostatnio choruje na kopiowanie siebie samej.

Ciekawie prezentowały się w „Życiu w architekturze" domy jednorodzinne. W finale znalazły się trzy, których wybór był dość dyskusyjny. W tym dom z Żernicy medusa group. Nazwany lajstą, bo śląscy architekci stworzyli bardzo długi dom (lajsta to w gwarze śląskiej listwa). Powstał na odrolnionej działce z wąskim pasem gruntu. Ukończony w 2004 r. budynek był nominowany do nagrody Mies van der Rohe – najważniejszej nagrody architektonicznej w Europie. Ale czy to nie dziwne, 
że dekadę wcześniej bardzo podobny budynek był nominowany w tym samym konkursie (jak widać krótkowzroczność nie jest domeną tylko polskich konkursów)? Dokładnie w edycji z 1992 r. 
o nagrodę walczyła Villa M z Zedelgem w Belgii projektu Stéphane Beel Architecten. To dom identyczny w bryle i materiale licowym. Długi i wąski prostopadłościan obłożono z zewnątrz deskami. Natomiast w środku jest biały i betonowy. Jego bryłę przecinają nacięcia – patia z tarasami. U medusy jest powtórka z rozrywki, ale w tańszym wydaniu. Kopia? Może po prostu implementacja na polski grunt ciekawej formy, która idealnie wpisała się w trudną, horrendalnie wydłużoną działkę. Ale nie jest to żaden oryginał. A przecież takim domem jednorodzinnym, który spokojnie mógłby kandydować do miana domu dekady, jest chociażby Bolko Loft, czyli prywatny dom Przemo Łukasika.

Forma na warsztat

Jednak tytuł Najlepszego Domu Jednorodzinnego przypadł domowi artystki Moniki Sosnowskiej wraz z pracownią na Bródnie, projektu Piotra Brzozy i Marcina Kwietowicza. I znów – w prasie fachowej czytam same peany. Ale kiedy oglądam jego poszatkowaną strukturę – dom rozbito bowiem na szereg oddzielnych brył (jedna to garaż, inna pracownia, trzecia stanowi właściwy dom, czwarta to domek gościnny) – znów mam wrażenie: „Gdzieś to już widziałem". Czy takiego domu, rozdzielonego na mniejsze domki, nie zaprojektował japoński architekt Ryue Nishizawa z pracowni SANAA? To szeroko publikowany w prasie branżowej Moriyama House (młodszy od warszawskiego o pięć lat). I tam, i tu dom tworzy minimiasteczko. Z własnymi uliczkami, placami, zaułkami. Nie mówię, że duet Brzoza – Kwietowicz zerżnął od Nishizawy, bo byłbym ignorantem.

Gdy Monika Sosnowska oprowadzała mnie po swoim budynku, doceniłem oryginalną bryłę, uszanowanie lokalnego kontekstu, świetny detal i rozwiązania konstrukcyjne. Dom mi się naprawdę podoba, jednak architekci nie stworzyli nic epokowego, najlepszego w XXI w. w całej Polsce. Ot – wykorzystali całkiem zgrabnie cudzy patent.

Mistrzami we wzorowaniu się są młode pracownie. Można tu sypać przykładami jak z rękawa, ale wystarczy jeden, za to podwójny. Młode krakowsko-warszawskie biuro Mobius Architekci specjalizuje się w efektownych domach jednorodzinnych. Ich projekt willi Edge w Krakowie z 2011 r. wygląda, jakby ze skarpy zjechał prostopadłościan, przez co 
cała bryła jest przekrzywiona. Z kolei inny ich dom (willa Hang z 2012 r.) – znowu na skarpie – wygląda jak prostopadłościan, który ma się dopiero zsunąć ze stoku. Jego kubiczna forma zawisła na krawędzi i silnie wystaje ponad przepaść. Oba domy są niezwykle podobne do dwóch sąsiadujących ze sobą domów jednorodzinnych w Ponte de Lima w Portugalii, projektu słynnego architekta Eduardo Souto de Moura, laureata Nagrody Pritzkera (zwanej architektonicznym Noblem).

Ale co tam małe domki. Stadion Narodowy już na etapie projektu wzbudzał kontrowersje. Projektującemu go konsorcjum pracowni (GMP Architekten i JSK Architekci) zarzucono, że identyczny zbudowała już w Kapsztadzie. W naszym pojawiło się jednak „udoskonalenie" – biało-czerwona plecionka na elewacjach, de facto najsłabszy element obiektu. Pracownia JSK ma na koncie też inną arenę na Euro 2012 – wrocławski Stadion Miejski. Jego forma przypominająca gigantyczny lampion kojarzy się z kolei z Zénith de Strasbourg, halą widowiskowo-sportową we Francji projektu Massimiliano Fuksasa.

W poszukiwaniu oryginałów

Litanię kopii w polskiej architekturze można by ciągnąć w nieskończoność. Ktoś powie – i co z tego. To prawda, powyższe budowle reprezentują wysoką jakość architektoniczną, większość z nich dobrze leży w przestrzeni. Ale w żadnym razie nie są to oryginały! I nie zasługują na najwyższe laury. Te powinniśmy mieć zarezerwowane dla świeżych, odkrywczych, a przede wszystkim oryginalnych dzieł.

Marcin Szczelina jest krytykiem architektury i kuratorem licznych wystaw architektonicznych.