Kontrakt czyli dylematy menedżera

W Stanach Zjednoczonych jest symbolem sukcesu i awansu zawodowego. W Polsce wciąż jeszcze wywołuje mieszane uczucia. Kontrakt menedżerski powstał, aby… zmotywować do pracy. Ale nie zawsze jest korzystny w jednakowym stopniu dla menedżera i firmy. Kiedy jest darem od losu, a kiedy lepiej postawić na umowę o pracę?

Kariera. Przez lata ciężko pracujesz, mozolnie wspinając się po jej szczeblach. Wreszcie otrzymujesz upragniony awans. A wraz z nim podwyżkę, wspaniały gabinet i... kontrakt, zamiast dobrze znanej umowy o pracę.

– Zaproponowanie takiej formy współpracy na zachodzie oznacza, że firma bardzo wysoko ceni pracownika. W ten sposób zatrudnia się tylko najlepszych, doświadczonych specjalistów, a elastyczne warunki współpracy są dla nich przywilejem – przekonuje Konrad Pluciński, trener biznesu i rozwoju osobistego. I dodaje, że na Zachodzie menedżerowie przechodzący ze spółki do spółki są bardzo cenieni na rynku pracy, a firmy potrafią bardzo dużo zapłacić za ich wiedzę. To wyższa liga. W oparciu o tradycyjne umowy pracują tam kierownicy średniego szczebla.

– Jeśli porównujemy kontrakt menedżerski w formie umowy cywilnoprawnej i umowę o pracę, to najważniejszą różnicą między nimi jest brak podporządkowania. Oznacza to, że pracownik zatrudniony w oparciu o tradycyjną umowę pracuje pod nadzorem przełożonego. Menedżer na kontrakcie działa samodzielnie, nie ma nad sobą kierownictwa wydającego mu polecenia. Kontrakt taki nazywany jest też „umową o zarządzanie przedsiębiorstwem", bądź „umową zarządu" – tłumaczy mecenas Małgorzata Dzwonecka. Na tej podstawie menedżer zobowiązuje się do prowadzenia przedsiębiorstwa w zamian za odpowiednie wynagrodzenie. Poza wykonywaniem powierzonych mu obowiązków wnosi do firmy także wartości niematerialne – na przykład wiedzę branżową, znajomość kontrahentów i kontakty biznesowe, doświadczenie handlowe i organizacyjne, autorytet...

Złota klatka

Warto pamiętać, że jest to umowa cywilnoprawna i nie podlega przepisom Kodeksu Pracy, ale jedynie uregulowaniom Kodeksu Cywilnego. Daje to znacznie większą swobodę w formułowaniu zawartych w niej warunków współpracy, ale może być też pułapką dla mniej doświadczonych pracowników.

Jan swój pierwszy kontrakt podpisał z brytyjską firmą. Kiedy pracował w ich oddziale w Londynie, wszystko działało bez zarzutu. Gdy podjęli decyzję o uruchomieniu filii w Polsce, był jednym z pierwszych, którzy chcieli pracować nad Wisłą. – Kontrakt wyznaczał jedynie ogólne ramy współpracy. W centrali zwyczajowo mieliśmy płatne urlopy w czasie wakacji plus tzw. Bank Holidays. Uruchomienie firmy oznacza, że pracy jest bardzo dużo, a na początku zazwyczaj brakuje ludzi. W 2006 r. nie byłem więc na wakacjach. W 2007 r. też nie. Rok później po ogłoszeniu bankructwa przez bank inwestycyjny Lehman Brothers nastąpiły cięcia kosztów. Kiedy na początku 2009 r. chciałem odebrać zaległe wolne dni lub ekwiwalent finansowy za nie, usłyszałem, że przecież moja umowa nie gwarantuje mi żadnego urlopu! I jeśli mam być szczery, dopiero wtedy zdałem sobie z tego sprawę. Za gapowe się płaci. Podpisując kontrakt z kolejnym pracodawcą, już o to zadbałem – przyznaje.

Umowa o pracę gwarantuje pracownikowi płatny urlop, a w jego ramach 14 dni nieprzerwanego wypoczynku w danym roku. W przypadku menedżera kontraktowego takiej gwarancji nie mamy, ale równocześnie można uregulować prawo do wypoczynku w całkowitym oderwaniu od przepisów Kodeksu Pracy. – To daje stronom większą swobodę – w szczególności co do sposobu udzielania takiego „urlopu", możliwości jego podziału i np. kumulacji, a nawet wykorzystania po kilku latach w dłuższym okresie, choćby łącznie kilku miesięcy – wymienia Małgorzata Dzwonecka. – Jest tylko jeden warunek: obie strony muszą zgodzić się na zaproponowane warunki.

Sukces, aż głowa boli

Kontrakt menedżerski gwarantuje więc dużo większą swobodę w wykonywaniu zawodu niż w przypadku umowy o pracę. Taka forma współpracy zarezerwowana jest dla kadry zarządzającej najwyższego szczebla. Menedżer może wybrać dowolny sposób zarządzania przedsiębiorstwem. To doskonałe rozwiązanie dla dynamicznych i kreatywnych osób, które mają duże doświadczenie, nie boją się podejmowania decyzji i nieszablonowych działań, posiadają także własne know–how i pomysł, jak osiągnąć założone przez właściciela firmy wskaźniki. W tym wypadku wyniki finansowe przekładają się na wynagrodzenie. Najczęściej kontrakt uwzględnia też tzw. success fee. A to oznacza, że czasem w ciągu zaledwie paru miesięcy dobry menedżer jest w stanie zarobić równowartość nawet kilkuletnich dochodów.

– Nawiązanie współpracy może przyprawić obie strony o niemały ból głowy, gdy przyjdzie do ustalenia, jakim ubezpieczeniom społecznym podlega menedżer – przyznaje mecenas Małgorzata Dzwonecka. – O ile w przypadku umowy o pracę stosuje się standardowe oskładkowanie pracownicze, o tyle współpraca na podstawie umowy cywilnoprawnej rodzi wiele problemów interpretacyjnych i praktycznych.

Wariantów jest kilka – menedżer może być oskładkowany jako zleceniobiorca, może też wykonywać kontrakt w ramach własnej działalności gospodarczej. Znaczenie dla wyboru tytułu ubezpieczenia może mieć zarówno treść umowy, jak i zakres prowadzonej przez menedżera działalności gospodarczej. Wymaga też ustalenia, w jakim zakresie obowiązkiem odprowadzania składek obciążony będzie zleceniodawca – wówczas to firma będzie musiała za menedżera obliczać i odprowadzać składki jako płatnik.

Krzysztof jest dyrektorem w jednym z urzędów w centralnej Polsce. Otrzymał niedawno propozycję zmiany pracy, ale nie zdecydował się właśnie z obawy przed podpisaniem kontraktu. – Z moim doświadczeniem pewnie mógłbym zarobić więcej, ale ja wolę umowę o pracę. Całe życie na niej przepracowałem. Wiem, że jak się rozchoruję, to po prostu pójdę na zwolnienie. Czytałem też, że na kontrakcie pracodawca może mnie praktycznie z dnia na dzień zwolnić. I co wtedy? Mój rówieśnik i serdeczny przyjaciel od kilku lat pracuje na kontraktach i finansowo lepiej mu się powodzi. Pewnie to kwestia charakteru, ale ja wolę taką małą stabilizację.

Złoty parasol

Doskonale rozumie to Jacek, kierownik budowy, który pracował na kontrakcie przez 4 lata. Podczas zimowych ferii w Alpach na stoku narciarskim złamał nogę i zerwał ścięgna. – Na moich barkach spoczywa utrzymanie całej nasze rodziny, czyli żony, dwójki dzieci. Do tego dochodzi opieka nad moją schorowaną mamą. Nie jest łatwo, bo moja żona ma, powiedzmy, dużą łatwość wydawania pieniędzy. To ja jestem w domu głosem rozsądku. Dlatego bardzo odpowiedzialnie zarządzam naszymi finansami. Kontrakt miał dla mnie bardzo wiele zalet, ale w chwili, gdy nie byłem zdolny chodzić do pracy, pojawiły się problemy. Tutaj nie można wciąż brać zwolnienia, ZUS nie wypłaci ani zasiłku chorobowego, ani renty. Na szczęście miałem zabezpieczenie finansowe na koncie. Po zakończeniu leczenia uzyskałem też odszkodowanie od ubezpieczyciela, ale najpierw przez kilka miesięcy zostaliśmy bez dochodów. Kontrakt można było łatwo rozwiązać. Mój ówczesny pracodawca, gdy powiedziałem mu, że mogę być nieobecny przez kilkanaście tygodni, błyskawicznie znalazł kogoś na moje miejsce. Nie dziwię mu się, mieliśmy deadline na projekt, ale ja zostałem na lodzie – wspomina. Wrócił już do pracy i znów pracuje na kontrakcie. Ale dodał do niego odpowiednie zapisy na wypadek chorobowego, chociaż wynegocjowanie ich nie było łatwe.

– W Polsce wciąż jeszcze pokutuje przekonanie, że umowa o pracę jest pewniejszą formą zatrudnienia. Tymczasem w praktyce dobrze skonstruowane kontrakty zapewniają menedżerom znacznie lepszą ochronę niż pracownikom na umowach. Na pewno każdy słyszał o „złotych parasolach" w spółkach Skarbu Państwa. Podobne rozwiązania są praktykowane też w prywatnych firmach. Trzeba jednak pamiętać, aby uzgodnić z pracodawcą zawczasu korzystne dla siebie warunki – mówi Konrad Pluciński.

Zasada (nie)ograniczonej odpowiedzialności

Pracownik odpowiada za wyrządzone przez siebie szkody maksymalnie do wysokości trzykrotności swojego wynagrodzenia. W przypadku kontraktu, jeśli szczegółowe zapisy nie zdefiniują tego inaczej, odpowiedzialność jest niemal nieograniczona. – Menedżer odpowiada nie tylko za szkodę rzeczywistą, ale również za tzw. utracone korzyści. Jeżeli np. nieuczciwy menedżer przekazałby konkurencyjnemu podmiotowi projekty stanowiące własność zarządzanego przedsiębiorstwa odpowie nie tylko za wartość ich sporządzenia, ale również za korzyści utracone wskutek tego, że materiały trafiły do konkurenta i np. zmniejszyły wyniki ze sprzedaży albo uniemożliwiły zachowanie monopolu na rynku. Dlatego tak ważne jest zabezpieczenie swoich interesów poprzez odpowiednie klauzule w kontrakcie, ale też wykupienie polisy ubezpieczeniowej od odpowiedzialności cywilnej – radzi Małgorzata Dzwonecka.

W polskich statystykach kontrakty menedżerskie najczęściej nie są osobno uwzględniane i bywają traktowane na równi z umowami–zlecenie. Najczęściej taką formę zatrudnienia wybierają wysoce wykwalifikowani mężczyźni w wieku od 35 do 45 lat. Według prognoz dla amerykańskiego rynku pracy w najbliższych latach blisko połowa zawieranych umów to będą inne formy zatrudnienia niż tradycyjna umowa o pracę.

– Zmienia się też świadomość pracowników. Młode pokolenie coraz częściej pracuje od projektu do projektu. Rozwój technologii i zmieniający się rynek pracy umożliwia znacznie większą mobilność. Stabilność zatrudnienia nie jest atrakcyjna, młodzi stawiają na rozwój – dodaje Konrad Pluciński.

Proszę państwa, będzie kontrola

Duża elastyczność umów cywilnoprawnych, jak i często korzystniejsze zasady obciążeń z tytułu ubezpieczeń społecznych, są zaletą kontraktów. Ale czy zawsze można nimi zastąpić stosunek pracy? – Po pierwsze, nie każda praca nadaje się do współpracy kontraktowej. Stanowiska, na których pracownik ma podlegać ścisłej kontroli i kierownictwu szefa oraz takie, które wymagają regularnego, obowiązkowego stawiennictwa w miejscu pracy trudno będzie obsadzić osobą współpracującą na podstawie kontraktu – ocenia mecenas Małgorzata Dzwonecka. Osoba, której zależy na normach ochronnych prawa pracy, również nie będzie zainteresowana współpracą kontraktową. Kontrakty pozwalają na indywidualne uregulowanie przez strony zasad współpracy, co nie musi oznaczać utraty przywilejów, a jedynie zwalnia strony od obowiązków wynikających z przepisów prawa pracy. Należy jednak pamiętać, że każda umowa, która tylko dla pozoru zawarta zostanie w formie umowy cywilnoprawnej, a w istocie będzie nosiła cechy umowy o pracę – może skutkować negatywnymi wynikami kontroli, choćby Inspekcji Pracy czy ZUS.

Kontrakty powstały w Stanach Zjednoczonych. Miały motywować kadrę zarządzającą najwyższego szczebla do zabiegania o poprawę wyników firmy. Dlatego zdjęto w tym wypadku ograniczenia i profity umów o pracę, a wynagrodzenie szefów powiązano z finansowymi wynikami zarządzanych przez nich przedsiębiorstw. Najlepsi menedżerowie za oceanem mogą liczyć też na służbowy samochód, dom z ogrod