Kocha, ale się nie stara

To nasz babski odwieczny problem. Dlaczego nie jest tak, jak było na początku? Dlaczego on przestał się starać?
Dlaczego muszę wykorzystywać sztuczki z amerykańskich poradników, żeby na chwilę poczuć znowu jego zainteresowanie? Czy to znaczy, że przestał mnie kochać?Psychologowie radzą: znajdź sobie swoją przestrzeń, miej swoje zainteresowania, pasje, nie buduj swojego dobrego samopoczucia na zachowaniach twojego partnera, bo jeśli za bardzo się na nim skupisz, on przestanie ciebie doceniać. Amerykańskie poradniki o zołzach – przekładając to na praktykę – mówią, żeby nie być zbyt miłą i nie pozwalać mężczyźnie poczuć, że ma partnerkę w garści. I nikogo nie dziwi, że za taką radą następują zazwyczaj setki wskazówek, jak nie zabiegając o jego uznanie, zdobyć jednak jego uwagę. „A fe! Jaka okropna manipulacja” – mówią niektóre moje znajome. Inne bez słowa wypożyczają wyświechtany już mocno egzemplarz tej biblii dla superbabek, która po zastosowaniu ma być kluczem do wspaniałej miłości.

Po wypróbowaniu kilku sztuczek są początkowo zachwycone odkryciem, że metoda kija i marchewki działa o wiele lepiej niż bezgraniczne oddanie i poświęcenie ukochanemu. Początkowo, bo następny etap przynosi znowu zwątpienie, dlaczego muszę stosować jakieś metody, a on sam z siebie nie jest w stanie nic wykrzesać.
Powoli dochodzimy do wniosku, że jędze mają najlepiej i albo się nimi stajemy, albo otorbiamy się rozżaleniem, że on nie jest już tak uważny jak kiedyś. Smutno mi się zrobiło, kiedy Maruś wyjaśnił mi niedawno, że mężczyźni zawsze uganiają się za neurotyczkami. Ich wahania nastroju sprawiają, że nie mogą czuć się pewnie, a taka toksyczna gra bardzo ich wciąga. Starają się więc spełniać wszystkie ich oczekiwania. – Zatem jędze powinny być najszczęśliwsze na świecie – skwitowałam. – W tym sęk, że nie, bo one wciąż muszą być niezadowolone, mimo że mają od mężczyzn wszystko to, o czym te fajne mogłyby tylko zamarzyć. Ta gra może trwać długo, bo jest uzależniająca – odparł.
Co zatem mogą zrobić te miłe, dobrze wychowane, wesołe, żeby poczuć, że są wciąż atrakcyjne w oczach partnera, a nie chcą skorzystać z drogi jędzy? Bolesną dla nas rozżalonych odpowiedź znalazłam w książce „Sztuka wojny w miłości”. Autorzy pytają, kiedy to zaczynamy zapominać o wyjątkowej naturze miłości, kiedy zaczynamy realizować wyłącznie własne oczekiwania? Po jakim czasie początkowe pragnienie uszczęśliwienia partnera zamieniamy na obowiązek uszczęśliwienia nas? Kiedy zapominamy o dobrym samopoczuciu partnera, skupiając się na własnym? Kiedy nasze uczucia i potrzeby stają się najważniejsze w związku? Odpowiadają, że w miłości taki czas nie nadchodzi nigdy, ale łatwo o tym zapomnieć obu stronom. Bijąc się w kobiece piersi, musimy chyba przyznać, że z czasem przestajemy zauważać znaczące drobiazgi, na których kiedyś zbudowałyśmy swój związek.
A może on stara się wciąż tak samo?
Katarzyna Montgomery
Dziennikarka prowadząca portal "Republika kobiet" i program "Mała czarna" w telewizyjnej czwórce