Kobiety po wiedeńsku

Gustav Klimt, Egon Schiele i Oskar Kokoschka to najciekawsi malarze w Wiedniu na początku XX w. Prawie zawsze można się tam natknąć na wystawy ich prac.

Ta zimowa, organizowana w Belwederze, jest o tyle niezwykła, że obejmuje prace wszystkich trzech gigantów wiedeńskiej nowoczesności.

Ekspozycją zatytułowaną „Kobiety Klimta, Schielego i Kokoschki" zachwycą się zarówno miłośnicy secesji, z której wyrasta Klimt, jak i wielbiciele rodzącego się ekspresjonizmu, do którego bliżej dwóm pozostałym, młodszym artystom. Pytanie brzmi jednak: czy warto organizować wystawę na tak oczywisty temat?

Warto. Tego typu wystawy dają bowiem wyjątkową okazję do spotkania się dzieł pochodzących z różnych kolekcji rozsianych na całym świecie. Nie inaczej jest tym razem. Oprócz arcydzieł ze zbiorów wiedeńskich można podziwiać damy malowane przez Gustava Klimta, sprowadzone z muzeów Anglii, Niemiec czy Japonii. Zachwycają te z mniej znanych muzeów i kolekcji prywatnych, np. „Złote rybki" Klimta przywiezione ze Szwajcarii. 

Fascynujący portret siostry Egona Schielego przyjechał z nowojorskiej MoMA, a wizerunek jego żony, namalowany pod koniec życia, z Hagi. Obrazy Oskara Kokoschki sprowadzono m.in. z Zurychu i Detroit, a bogaty zbiór rysunków i grafik – z Drezna. Pod względem wyboru dzieł wystawa na pewno nie rozczarowuje.

Kiedy pada hasło „kobiety Klimta, Schielego i Kokoschki", trudno nie odnieść się do ich życia prywatnego. Wszyscy trzej mieli skomplikowane życie uczuciowe. Gustav Klimt, co tu dużo mówić, był kobieciarzem, a bywające w jego pracowni modelki nie tylko pozowały malarzowi. Namacalnym dowodem instrumentalnego ich traktowania był zastęp nieślubnych dzieci, który objawił się po śmierci mistrza. Jednocześnie partnerką trwającą przy nim przez całe życie była elegancka i wyemancypowana Emilie Flöge – ich relacje daleko wykraczały poza konwenanse epoki.

Wyjątkowo dramatycznie przedstawiało się życie uczuciowe Egona Schielego, który trafił nawet do więzienia za rozpowszechnianie niemoralnych rysunków. Na prowincji żył ze swoją młodziutką kochanką, którą nagle porzucił, aby ożenić się z bardziej stateczną Edith Harms. Ten związek również zakończył się tragicznie. Najpierw zmarła będąca przy nadziei młoda żona. Jej mąż przeżył ją tylko o trzy dni, umierając przedwcześnie w wieku 28 lat na tę samą zarazę. Kobiety na obrazach Oskara Kokoschki wydają się, mimo jego ekspresjonistycznego stylu, najbardziej neutralne. Jednak i on doświadczył burzliwego uczucia do Almy Mahler, wdowy po słynnym kompozytorze.

Wystawa skupia się jednak nie na relacjach damsko–męskich, lecz na samych kobietach. W zamieszczonych przy wybranych pracach portretowane panie opowiadają swoje życiorysy w pierwszej osobie. Bo one są tutaj najważniejsze. Tak jak w sztuce na przełomie XIX i XX zachodziły radykalne zmiany, podobnie gwałtownie zmieniał się wtedy status kobiet. Na wystawie możemy przeczytać historię ich emancypacji, a nie biogramy artystów. Zgromadzone wizerunki pokazują kobiety w każdej roli: symbolu, kochanki, żony, matki, dziecka. Nawet kiedy Klimt lub Schiele rysują sceny masturbacji – które łatwo zaliczylibyśmy do pornografii – to nie tylko jest to wyraz ich męskiego szowinizmu, ale również zyskiwania przez kobietę cielesności, a tym samym własnej tożsamości i niezależności.

Czy warto robić wystawy na tematy, które wydają się mocno ograne? Oczywiście, bo przecież takie tematy okazują się najciekawsze i wbrew pozorom wcale nie do końca odkryte.