Klawisz znikających chęci

Restauracji mieszczącej się w pewnym sklepie meblowym w Warszawie poprosiłem ostatnio o jajecznicę z dwóch jajek na szynce. Była w menu.

Przez kolejne kilkadziesiąt sekund prowadziłem jedną z najdziwniejszych rozmów w swoim życiu:

Kelnerka: – Niestety, nie ma jej.

Ja: – Nie ma czego?

– Nie ma jajecznicy.

– Jak to nie ma jajecznicy? Jajek nie ma?

– Są, ale jest po 12. A śniadania sprzedajemy 
tylko do 12.

– Oj tam, jest dopiero 13, na pewno kucharz usmaży.

– Nie, nie usmaży.

– Niech go pani poprosi, na pewno usmaży.

– Niestety, nie.

– Bo co? Po 12 zapomina, jak się robi jajecznicę?

– Nie, proszę pana...

– Aaa, rozumiem, po 12 wyrzuca patelnie....

– ...ha, ha, ha. Nie, po 12 znika klawisz.

– Że co proszę...? Co znika?

– Po 12 znika klawisz na kasie 
i nie mogę panu sprzedać tej
jajecznicy.

Mój portfel w tym momencie też zniknął z tej restauracji i prędko tam nie wróci.

Bardzo wiele się w naszym kraju zmienia, i to w coraz szybszym tempie. Przeczytałem ostatnio, że Toruń testuje system automatycznego wyszukiwania wolnych miejsc parkingowych. Sam przechodziłem ostatnio przez śmierć bliskiej mi osoby i wiem, jak bez żadnych problemów załatwiłem wszystkie papierki u sprawnych, dobrze poinformowanych i kulturalnych urzędniczek.

Później jednak wchodzę do osiedlowego sklepu, gdzie pani sprzedaje mi mleko z takim wyrazem twarzy, jakby odbywała pokutę życia. I jeśli widzę podział na Polskę A i Polskę B, to przebiega on nie wzdłuż jakichkolwiek granic powiatów czy województw, lecz w nas samych. Podzieliliśmy się na tych, którym się chce, i na tych, którym się najwyraźniej nie chce.