Kim jest agent?

Bywa psychoterapeutą, kierowcą, a nawet przyjacielem. Ale przede wszystkim, pozostając w cieniu, dba o wizerunek medialny, karierę i sukces podopiecznego. Za niemal każdą gwiazdą stoi dziś agent, menedżer. Choć czasami lepiej sprawdza się określenie: anioł stróż.

A na początku – schody. – Wolimy, gdy wywiadów udzielają nasi artyści – słyszę od Kasi Chrzanowskiej i Łukasza Bartoszaka, menedżerów i wydawców z wytwórni muzycznej Gorgo Music, którzy wylansowali i wydali płyty m.in. grupy Feel, Sylwii Grzeszczak, Sound'n'Grace, Mroza. – Moją rolą jest stać w cieniu, ale skoro Marcin kazał udzielić tego wywiadu, zrobię to – śmieje się Jakub Kopeć, menedżer Marcina Gortata i prezes jego fundacji MG13. Bo w końcu udaje się namówić do (kontrolowanych) zwierzeń ludzi, których na co dzień nie widać w prasie czy w telewizji, a którzy są odpowiedzialni za wizerunki medialne, kontrakty i sukcesy idoli masowej wyobraźni. Okazuje się, że większość z nich krzywi się na popularne określenie „agent". Wolą PR managera, specjalistę ds. wizerunku, wydawcę (zależnie od obowiązków). Kim zatem są osoby stojące za plecami gwiazd?

Chodzi o życie

„Menedżerka gwiazd, która sama staje się gwiazdą" – tak pięć lat temu pisały o Mai Sablewskiej, kiedyś agentce Dody, Edyty Górniak i Mariny, kolorowe gazety i portale. I potem: „Świat się kończy! Maja Sablewska ma swojego agenta". To był pierwszy w Polsce spektakularny sukces agentki, która sama zmieniła się w idolkę. Agentem Sablewskiej od kilku lat jest Patryk Wolski, który zajmuje się karierą medialną także Mateusza Gesslera i Doroty Gardias. Sam Patryk określa siebie mianem „anioła stróża", podobnie zresztą jak Jakub Kopeć od Marcina Gortata.

W Europie Zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych posiadanie własnego agenta jest niemal obowiązkiem. Agent ma zwykle wykształcenie prawnicze i specjalną licencję, bowiem zajmuje się podpisywaniem umów i kontraktów, walką o role czy koncerty. A do tego artysta czy sportowiec zatrudnia często menedżerów odpowiedzialnych za kreowanie wizerunku i kontakty z mediami. U nas wszystko się jeszcze kształtuje, brakuje odgórnie ustalonych regulacji prawnych w relacji agent – gwiazda. A określenia bywają symboliczne lub zmieniają się zależnie od okoliczności czy nawet kaprysu samych zainteresowanych. Faktem jest jednak, że osoby te pełnią często dziesiątki różnych ról, a – jak sami dyskretnie mówią – życie prywatne ich podopiecznych zazębia się często z ich własnym. Historia zna liczne przypadki, gdzie menedżer i podopieczny zostawali parą (Ania Wyszkoni i jej partner, menedżer Maciej Durczak. Albo lider zespołu Pectus, Tomasz Szczepanik, który poślubił agentkę Monikę) lub przyjaciółmi (np. Margaret i jej menedżer Sławek).

– Wiesz, dlaczego ta praca jest tak ciężka? – precyzuje Magda Borkowska z agencji TOO PR, którą prowadzi razem z Małgorzatą Matuszewską. Obie mają pod opieką takie gwiazdy, jak: Anna Dereszowska, Weronika Rosati, Katarzyna Zielińska, Ada Fijał, supermodelka Marta Dyks, Andrzej Sołtysik, Waldemar Malicki czy Piotr Kupicha z Feela. – Bo mamy świadomość, że nie chodzi o nasze życie, tylko o życie innych. Wobec tego każdy mój czy Gosi ruch musi się odbyć za wiedzą i zgodą klienta. To on ostatecznie decyduje o wszystkim.

Trening czyni mistrza

– Chcesz napisać książkę czy tylko zrobić wywiad? – pyta i śmieje się Małgorzata Matuszewska, kiedy dopytuję, na czym polega ich praca. I, już serio, wymienia: koordynowanie wywiadów i sesji fotograficznych, wysyłanie komunikatów i interesowanie mediów działalnością idoli, tworzenie wizerunku, opanowanie sytuacji kryzysowych. – Ale my nie tworzymy wizerunku poprzez skandal – zastrzega Magda Borkowska. – Wybieramy inne wątki: pracę zawodową, pasję, niektóre wydarzenia z życia prywatnego czy działania charytatywne. Gwiazdy czasem wolą pomagać po cichu. Pamiętam, jak Anka Dereszowska nie chciała mówić publicznie, kogo wspiera charytatywnie. Wyjaśniłam jej, że kiedy w wywiadzie podaje konkretny ośrodek, a potem dzwoni do nas zapłakana dyrektorka placówki i dziękuje za to, że po publikacji wpłynęły też pieniądze od innych ludzi, ma to sens.

Wiosną minęło sześć lat działalności TOO PR. Założycielki poznały się wiele lat temu, kiedy Małgosia pracowała w firmie zajmującej się dystrybucją filmów, a Magda – w produkcji i marketingu filmowym. Jeszcze wcześniej obie były dziennikarkami. Kiedy zaczęły razem pracować w firmie Vision FILM, zaprzyjaźniły się. Wtedy naturalnie nastąpił podział, który istnieje do dziś. Magda zajmuje się projektami specjalnymi, a Małgosia współpracą z mediami. Ich praca tworzy wizerunek gwiazd. Do założenia firmy zainspirowała je promocja filmu „Mniejsze zło" (reż. J. Morgenstern), przy której pracowały. – Chodziłam na spotkania z agentami aktorów i okazało się, po raz kolejny, że nie wszyscy mają pojęcie o współpracy z mediami – opowiada Małgorzata. – Kiedyś agentka jednego z głównych aktorów odmówiła w jego imieniu wywiadu dla popularnego lifestylowego miesięcznika dla kobiet. Jak wobec tego miałyśmy promować ten film wśród widzów?

W końcu Magda spotkała się z aktorem, przyniosła kilka wydań magazynu, w którym podobnych wywiadów udzielały takie gwiazdy jak Adrien Brody. Aktor od razu wyraził zgodę na publikację. – Pamiętam, jak niedługo potem wracałyśmy samochodem we trzy z wyjazdu na warsztaty jogi – wspomina Magda. – Narzekałyśmy z Małgosią na polskie realia, że w USA jest wszystko, a u nas brakuje profesjonalnej agencji PR dla aktorów. I nagle nasza koleżanka zapytała: „To czemu nie założycie własnej firmy?". Kilka tygodni potem bez żadnego biznesplanu powstała agencja TOO PR.

Pierwsze biuro – maleńki pokoik przy ul. Chełmskiej w Warszawie, blisko wytwórni. Pierwsze klientki – aktorki Magda Górska i Weronika Rosati. Pojawiła się też Małgorzata Kożuchowska, a potem inne gwiazdy same prosiły o spotkanie. – Najpierw trenowałyśmy na aktorze z „Mniejszego zła", jeszcze przy promocji filmu – śmieją się dziewczyny z TOO PR. – On czuł się z nami bezpiecznie, bo wprowadziłyśmy pewne zasady dla dziennikarzy: każdy powinien obejrzeć film, zapewnić autoryzację. Zaczął dawać coraz lepsze wywiady.

– Po dwóch latach działalności doszłyśmy do ściany, przyjęłyśmy za dużo artystów, nie dawałyśmy rady z pracą. Głupio było im odmawiać, więc uznałyśmy, że zrobimy barierę finansową – dodaje Magda. Faktycznie, w branży szepcze się, że TOO PR nie jest tanią agencją. Ale jednak bardzo skuteczną.

Tylko nie celebryci

Podobnie jak Gorgo Music, którzy działają jak wytwórnia i management w jednym. Na oficjalnej stronie deklarują dostępność przez siedem dni w tygodniu.Mogą pochwalić się „stworzeniem od podstaw" wielu gwiazd. – Działamy całościowo - opowiadają Kasia Chrzanowska i Łukasz Bartoszak.- Albo bierzesz nasze działania w pakiecie, albo wcale. Najprościej mówiąc: kiedy „przyjdzie" artysta i przede wszystkim spodoba nam się jego materiał, jest chęć po obu stronach do działania, omawiamy nasze pomysły na promocję, wydajemy jego płytę, zajmujemy się koncertami, obecnością w mediach, wizerunkiem. Wszystkim.

Łukasz nie kryje: – Jesteśmy despotyczni, choć Kasia jest tą łagodniejszą. A Kasia dodaje: – Mamy odmienne charaktery, ale uzupełniamy się, i tak już od 15 lat. Udaje nam się przetrwać pewnie dlatego, że przede wszystkim jesteśmy wobec siebie lojalni. – Chociaż – przyznaje Łukasz – po drodze wchodziliśmy w różne spółki, trafiając na nieuczciwość.

Gorgo specjalizuje się w pracy z artystami muzycznymi. – Aktor ma agenta, PR managera, a w praktyce zdarza się, że sam chce o wszystkim decydować, pomijając agenta – mówi Łukasz. – U nas tak nie ma. Działa zasada partnerstwa. Nie wchodzi w grę żadne działanie za plecami. Mamy twarde kontrakty, które ściśle określają zasady współpracy. To efekt sytuacji, w której wypromowaliśmy kogoś, a potem, w chwili największego sukcesu, zostawaliśmy na lodzie.

Jakiś czas temu zgłosił się do nich chór Sound'n'Grace, który wcześniej był już w dużych wytwórniach. Nie udało się im jednak wypromować żadnego hitu. – Powiedzieliśmy im wprost: albo idziecie na nasze warunki, albo dalej realizujecie swój plan, który nie do końca zadziałał – opowiada Łukasz. – Przez dziesięć lat nie udało im się zaistnieć, choć znaleźli się w finale talent show. – Poczuliśmy z zespołem chemię. Fantastyczna grupa utalentowanych młodych ludzi. Czemu więc nie spróbować? – wspomina Kasia. –  Zajęliśmy się produkcją materiału i strategią, zaraziliśmy pomysłem Tabba, jednego z najlepszych polskich producentów i kompozytorów, który też jest u nas. Efekt? Platynowa płyta. To cieszy i daje motywację do dalszej pracy – dodaje Łukasz.

Żaden artysta nie udzieli wywiadu bez omówienia i akceptacji Gorgo. – Ufają nam i wiedzą, że nie wpuścimy ich w kanał – mówi Kasia. – Nie kryjemy, że jesteśmy wymagający, bo sami dajemy z siebie wszystko. Bywamy ich doradcami. Mieszają nam się te światy, prywatny i zawodowy, więc sztuką jest je wyważyć. Nie jest prosto odciąć się od tego rodzaju pracy.

– Artyści potrafią zadzwonić do mnie czy Kasi w ważnej sprawie w środku nocy, ale... my też – śmieje się Łukasz. – Wielu artystom nie pasuje wizja, że wiążąc się z nami, przestają być albo nigdy nie będą celebrytami. Wówczas odpuszczamy współpracę – podkreśla Łukasz. – Nasze gwiazdy nie chodzą na bankiety, nie stają na ściankach. Nikt nie wie, gdzie mieszkają i co porabiają na co dzień. A jednocześnie, jak Sylwia Grzeszczak, sprzedają setki tysięcy płyt. Mamy proste założenie: artysta pozuje do zdjęć tylko tam, gdzie występuje, a wywiadów udziela przy okazji wydania płyty lub ważnych wydarzeń związanych z pracą. Koniec.

Jak widać, ta zasada się sprawdza. Wszystkie płyty, które Gorgo wydali od 2007 r., stały się co najmniej złote. Mrozu, Grzeszczak, Sound'n'Grace to platyny, do tego miliony odsłon na YouTubie. Ale nie zawsze było tak kolorowo. Poznali się, kiedy oboje jeszcze pracowali w korporacjach, w promocji i marketingu. Chcieli iść na swoje, a że sympatia i zaufanie były obopólne, zawiązali spółkę. Pierwszymi podopiecznymi Gorgo zostały wokalistki i kompozytorki Katarzyna Groniec oraz Maria Sadowska.

Niedługo potem do Gorgo zgłosił się ze swoim materiałem nikomu nieznany zespół ze Śląska. Kasia i Łukasz po pierwszym przesłuchaniu poczuli, że to może być to. Powstała nowa nazwa, Feel. Na nowo zaaranżowano utwory, a kiedy żadna wytwórnia nie chciała wydać im płyty, zaryzykowali i... założyli własną. Potem dobijali się do rozgłośni, aby ktoś wreszcie zaczął grać TE piosenki. I nagle wielki sukces, Feela pokochała cała Polska, zdobywali wszelkie nagrody. Rozstali się z Gorgo w czasie największego sukcesu zespołu; jak brzmi oficjalna informacja, z powodu „rozbieżnych wizji dalszej kariery". – W branży mówią, że Feel to nasz największy sukces, ale tak naprawdę jest nim Sylwia, której wydaliśmy drugą z rzędu płytę, pokrywającą się potrójną platyną – opowiada Łukasz. – Trzecia płyta Sylwii już na jesieni.

Po rozstaniu z Feelem Kasia i Łukasz mieli kilkanaście miesięcy zwątpienia w sens tego, co robią