Jestem agentem, nie niańką

Sportowca można prowadzić jak gwiazdę popu albo aktora. Namawiam moich piłkarzy, by myśleli o sobie jak o firmie. Oni powinni zostać prezesami firmy „Ja”. Ich talent to jej aktywa – mówi Cezary Kucharski, menedżer Roberta Lewandowskiego i poseł PO.

Ile ma pan telefonów?

W biurze kilka, przy sobie jeden.

Jeden wystarcza? Myślałem, że każdy menedżer piłkarski musi być jak najsłynniejszy z was, Portugalczyk Jorge Mendes. Pędzić z trzema komórkami przy uchu, z samolotu do samolotu.

Można się na Mendesa kreować, ja nie czuję potrzeby. Drugim Mendesem i tak nie będę, dopóki nasi piłkarze nie będą tak cenieni na świecie jak portugalscy. Nie muszę też biegać z pięcioma komórkami, żeby sobie budować pozycję. Pamiętam, jak podczas mundialu w Korei i Japonii w 2002 r. jeden z naszych kolegów z reprezentacji zaczął się chwalić, że właśnie kupił mercedesa za kilkaset tysięcy i teraz ma już osiem samochodów. „To brawo – powiedziałem – jesteś już jak David Beckham. A dasz radę ośmioma naraz jeździć?". Ten mój jeden telefon i tak już dzwoni cały czas. Nie rozmawiam tylko, kiedy śpię. Ale nawet wtedy nie wyłączam. Wyciszam.

Jose Mourinho na ten numer wysyłał prośby, żeby to jemu i Chelsea sprzedać Roberta Lewandowskiego?

Mourinho pisał do Roberta.

Alex Ferguson też?

Akurat Ferguson dzwonił, a nie pisał. Zebrałaby się w telefonie Roberta cała lista numerów telefonów do słynnych trenerów. Zachęcam go, żeby napisał książkę o tym, co się działo w sprawie jego odejścia z Borussii Dortmund. I żeby wszystkie numery zapisywał, bo kiedyś mogą mu się przydać.

W tej branży najważniejsze są kontakty?

Jak w każdej. Mam w telefonie ok. 5 tys. numerów. Co drugi tydzień spędzam za granicą, poznaję ludzi. To inwestycja w siebie.

Sprzedaż Lewandowskiego za rekordową w historii polskiej piłki sumę to pana transakcja życia?

Najważniejsza, od kiedy jestem menedżerem. Ale wierzę, że nie ostatnia. Jestem w tej branży sześć lat, dopiero zaczynam. Wierzę, że doczekamy się generacji polskich piłkarzy, którzy podbiją świat. Robert strzeleniem czterech bramek Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów wniósł o półkę wyżej naszą piłkę. Otworzył dla Polaków każdy rynek na świecie.

Dla pana też otworzył, tak jak kiedyś Cristiano Ronaldo i Mourinho otworzyli dla prowadzącego ich kariery Mendesa. Zapewnili mu miliony i sławę. A sławne nazwisko menedżera jest jak dobra metka. Podnosi cenę.

Trzymajmy się realiów, a ja wiem, co to pokora w życiu: gdy Polska będzie miała 10 takich piłkarzy jak Robert Lewandowski, a ja będę reprezentował kilku, to będę mógł się zacząć porównywać ze sławami. A to może potrwać, bo zajmuję się tylko polskimi piłkarzami. Tak zdecydowałem, bo znam ich mentalność, byłem jednym z nich, wiem, jak im pomóc. I wierzę, że Polak potrafi. Kiedy to mówiłem pięć lat temu, nie mogłem liczyć na zrozumienie. Ale teraz, po sukcesach naszej trójki z Borussii Dortmund, jest inaczej.

Mówi pan, że zna mentalność Polaków. Co w niej jest takiego, że utknęliśmy na piłkarskiej prowincji?

Polscy piłkarze nie wierzą, że mogą być dobrzy i pracą do czegoś dojść. Oczywiście powtarzają takie frazesy, bo wiedzą, że wypada. Ale nie wierzą. Polski piłkarz ma kompleks wobec Zachodu, a otoczenie go w tym kompleksie utwierdza. Sami siebie nie szanujemy. Gdy rozmawiam z Serbami, to mam wrażenie, że oni są mistrzami we wszystkim. Są ósmym cudem świata. Wszystko im się udaje, każdy ich piłkarz to mistrz, każdy trener jest znakomity. Nam tej przebojowości i solidarności brakuje, tracimy czas na krytykanctwo. Jak mówią nasi piłkarze? „Moja przygoda z piłką". Boją się powiedzieć: „moja kariera". Różnica jest taka, że to przygoda kieruje tobą. A karierą kierujesz ty.

Udają, że im na karierze nie zależy, bo polski futbol jest trochę jak klasa w polskiej szkole: najbardziej nienawidzi kujona. Lepiej już być młodym lumpem niż kujonem, bo taki nie umie się zabawić, zawyża poziom i inni muszą przez niego ciężej pracować.

Sam tego doświadczyłem, gdy byłem piłkarzem. Nie piłem, nie biegałem na treningach na skróty, pieniądze inwestowałem, a nie przepijałem, nie traciłem w kasynie. I bywałem traktowany jak dziwak. „Ty, młody, nie biegaj tak szybko! Nie przesadzaj!". Grupa ciągnęła takiego młodego w dół. A byli i tacy dziennikarze, którzy pisali, że Kucharski słabo gra, bo inwestuje pieniądze w mieszkania i tylko o tym myśli. Dopiero dzisiaj słyszę: „Czarek, my wiedzieliśmy, że ty do czegoś dojdziesz".

Teoria z mieszkaniami i kiepską grą była tak samo sensowna jak ta, że przegraliśmy z hukiem wspomniany mundial w Korei i Japonii, bo piłkarze za dużo czasu poświęcili na kręcenie reklam. Ale niektórzy nadal w to wierzą.

Nie ma miesiąca, żeby Robert Lewandowski nie nagrywał reklamy. Dwa dni przed tym meczem z Realem, w którym strzelił cztery gole, kręcił reklamówkę. To taki sam element życia piłkarza jak każdy inny. Ale nasze środowisko wyspecjalizowało się w szukaniu wymówek.

Robert ma szansę być pierwszym polskim piłkarzem, który na umowach reklamowych będzie zarabiał więcej niż w klubie?

To jest możliwe, ale trzeba jeszcze dużo pracy i mądrych wyborów. Jeśli będzie dalej tak grał, jeśli nowy klub będzie chciał się w świecie promować Lewandowskim, to tak. Gdy zacząłem zajmować się doradztwem, zaplanowałem, że doczekam polskiego piłkarza, który byłby jak David Beckham. Gwiazda popkultury, a nie tylko sportu. Chciałbym pomóc taką gwiazdę stworzyć, bo piłkarz w zasadzie nie różni się od innych gwiazd. W naszej branży co menedżer, to sposób. Jest na przykład taki agent, który cały czas przerzuca piłkarzy z klubu do klubu. Nazywa to szachownicą. Pionek tu, pionek tam, ruch za ruchem, prowizja wpada do kieszeni. A ja od początku wierzyłem, że lepsza jest jakość niż ilość i że piłkarza można prowadzić tak jak gwiazdę popu albo aktora. Namawiam moich piłkarzy, żeby myśleli o sobie jak o firmie, a nie jak o najemnym pracowniku klubu, który dostaje pensję i niczym innym się nie przejmuje. A oni powinni zostać prezesami firmy „Ja". Ich talent to aktywa tej firmy. Pracą, odpowiednimi decyzjami mogą te aktywa pomnażać. Ale muszą pamiętać, że prezes nigdy nie ma wolnego. Musi cały czas podejmować decyzje i patrzeć do przodu. We mnie będzie miał doradcę. Mówię piłkarzowi: kiedy podpisuję z tobą umowę, kupuję 10 proc. akcji twojej firmy i razem pracujemy na to, żeby były warte coraz więcej. Często odrzucam ofertę klubu, który daje najwięcej pieniędzy, jeśli to oznacza dla piłkarza awans tylko finansowy, a nie sportowy. Gdyby Robert Lewandowski kierował się tylko wysokością pensji, nie trafiłby do Lecha, a z Poznania odszedłby trzy lata temu do Turcji, na Ukrainę albo do Rosji, a nie do Borussii. I nie byłby dzisiaj tak rozpoznawalny i ceniony. Lech wolał go sprzedać właśnie do Turcji lub Rosji. Ale Robert już na początku naszej współpracy zapowiedział wyraźnie, że on chce tylko na Zachód. Na Wschodzie są gigantyczne pieniądze, ale kiedy ostatnio piłkarz stamtąd został uznany za najlepszego na świecie? Ćwierć wieku temu.

To prawda, że gdy Robert przechodził do Borussii, powiedział mu pan, żeby nie tworzył z Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem polskiego klanu, tylko integrował się z niemiecką częścią szatni? Przyjaciół panu od tego nie przybyło.

Nie do końca tak było. Nie wybieram piłkarzom przyjaciół. Chciałem, żeby Robert wyszedł poza polskie myślenie, żeby uczył się czegoś nowego, poznał nowych ludzi i zobaczył, że te największe gwiazdy to normalni ludzie. Nie chodzi o Kubę ani o Łukasza, to nic osobistego. Gdy Robert szedł do Lecha Poznań, też mu powiedziałem: słuchaj, co mówi starszyzna drużyny, ale rób dokładnie odwrotnie. Myśl samodzielnie. To cię doprowadzi do sukcesu. Nie wiem, czy Robert to wtedy rozumiał, sądzę, że teraz tak. Pójście pod prąd kosztuje, miał w szatni i klubie turbulencje. Ale dziś wie, że było warto. Uczę piłkarzy, żeby wytrzymywali presję grupy. Jeśli idą z kolegami do knajpy, to mają się nie wstydzić, że siedzą przy soczku, jeśli akurat nie mogą czy nie chcą napić się piwa. To jest trudne, bo grupa jest potęgą, a na piłkarza czeka mnóstwo atrakcji, każdy chce z tobą wypić, pokazać się z tobą. Ale warto próbować.

Mówi się, że hiszpańska i niemiecka ulica wychowują piłkarzy, by byli coraz lepsi, a np. polska i angielska ich psują. Dają przyzwolenie na gwiazdorstwo, zachłyśnięcie się pierwszymi większymi pieniędzmi.

Problemem naszej piłki jest to, że piłkarze bardzo późno dojrzewają. Nie biorą za siebie odpowiedzialności. Nie potrafią się zmusić do tego, żeby tkwić w jakimkolwiek innym reżimie poza treningami i meczami. W reżimie nauki języka, nauki inwestowania, w reżimie pracy nad przygotowaniem fizycznym. Nasi wielcy sportowcy: Justyna Kowalczyk, Adam Małysz, lekkoatleci, wiedzą wszystko o swoim organizmie i o tym, czego mu trzeba. Jak jeść, jak trenować, jak odpoczywać. Piłkarz z obowiązku zdobywania takiej wiedzy się zwalnia. Uważa, że od tego jest trener, specjalista od przygotowania fizycznego. A on będzie tylko wykonywał ich polecenia.

Lewandowski to najzdolniejszy polski piłkarz ostatnich lat czy piłkarz, który miał właśnie najwięcej dojrzałości i wytrwałości?

Historia Roberta jest szczególna. Jego tata zmarł, gdy Robert miał 17 lat, został sam z mamą i siostrą. Musiał szybko wydorośleć. A od Legii usłyszał: nie nadajesz się do nas. W młodym wieku poniósł porażki, które mogły go zabić albo wzmocnić. Wzmocniły. On jest dziś o kilka lat dojrzalszy od swoich rówieśników. Wycisnął ze swojego talentu, ile się da, ma obsesję samodoskonalenia się, kontroli nad karierą, zna swój organizm tak, że zadziwiłby trenera od przygotowania fizycznego.

Prowadzi pan kariery blisko 30 piłkarzy. Każdy z nich ma, jak Robert, tajną dietę?

Nie, dieta to zainteresowanie narzeczonej Roberta, trenującej karate. Próbowałem zachęcić innych piłkarzy, żeby skorzystali z tego, co opracowała Ania i współpracujący z nią fachowcy. Zdrowe odżywianie to pasja Ani, a Robert się w to wciągnął.

Wie, które produkty można ze sobą łączyć, które nie, kiedy

jeść, co pić, żeby odkwaszać organizm itd. Niektórzy moi piłkarze próbowali robić to samo, ale żaden nie wytrzymał tego reżimu. Bo to nie jest coś, co działa po dwóch tygodniach, trzeba być długodystansowcem. Dlatego nie staram się na siłę z każdego piłkarza zrobić drugiego Roberta Lewandowskiego. Każdy ma swoją drogę. Czasami się rozchodzimy, bo widać, że porozumienia nie będzie. Zwłaszcza gdy ktoś myśli, że karierę robi się w trzy minuty.

Jest pan pierwszym menedżerem w Polsce, który autoryzuje piłkarzom wywiady.

To też jest budowanie marki, oni są osobami publicznymi i każde wypowiedziane słowo czy wpis w mediach społecznościowych o nich świadczą. Mar