Jedź i jedz

Trufle w Toskanii, kalmary w Chorwacji, a skorpiony i szarańcza w czekoladzie w Bangkoku. Turystyce kulinarnej stale przybywa entuzjastów.

Czy pamiętacie Liz, bohaterkę filmu „Jedz, módl się, kochaj", która rozczarowana życiem wyrusza w podróż po świecie? Pierwszym krajem na trasie Liz są Włochy, gdzie zamiast podziwiać starożytne zabytki, oddaje się beztroskiemu „dolce far niente" i stale je. – W tym kraju jedzenie jest tak ważne dla ludzi, jak oddychanie – tłumaczy. Kiedy jednym tchem zamawia smażone karczochy, prosciutto z melonem, bakłażana z wędzoną ricottą, spaghetti alla carbonara, parppadelle z ragoût z królika, linguini z małżami, flaki po rzymsku, saltimbocca i dwa litry wina z Genzano, mamy prawo przypuszczać, że nareszcie otrząsnęła się z rozwodowej traumy. A gdy w kolejnej restauracji kelner serwuje jej kwintesencję włoskiej kuchni – spaghetti al pomodoro, idealnie ugotowany makaron, polany idealnie przyrządzonym sosem – sami mamy ochotę je zjeść. Nic dziwnego, autorką stylizacji potraw w tym filmie była Susan Spungen, food designerka światowej sławy.

Podobno Julia Roberts (w roli Liz) po miesiącu spędzonym na planie filmowym we Włoszech przytyła 12 kg. Zapewne nikt nie liczył, ile przybrali na wadze widzowie, którzy zachęceni tym filmem też ruszyli w świat, by korzystać z jego smaków. Z pewnością było ich wielu, bo turystyka kulinarna to bardzo przyjemna i coraz popularniejsza forma spędzania wolnego czasu. Nowy trend na turystycznym rynku potwierdzają oferty biur podróży – już wiele z nich proponuje wycieczki dla amatorów dobrego jedzenia. Najczęściej właśnie do Włoch.

– Przecież Włosi nawet kolor swojej flagi tłumaczą kwestiami związanymi z jedzeniem: zielony symbolizuje ich zdaniem bazylię, biały – ser mozzarella, a czerwony – pomidory – słyszymy w katowickim Euro Pol Tour.

Włochy dla początkujących

Podczas tygodniowego pobytu w Italii, który proponuje to biuro, gwoździem programu jest Pescheria, czyli istniejący od 1000 lat targ rybny w Wenecji. Turysta smakosz może tam nacieszyć oczy widokiem niezliczonej ilości krabów, langust oraz innych mieszkańców głębin wystawionych na sprzedaż. Kolejny dzień to Bolonia i Le Due Torri, gdzie organizowane jest huczne „święto tortellini". Dla miłośników włoskiej kuchni to też nie lada gratka, delektują się tortellini podawanymi na sto różnych sposobów, a także spaghettii, pizzą czy ravioli. W Mediolanie, kiedy jedni podziwiają katedry albo świecki zamek Sforzów, inni uczestniczą w kursie gotowania włoskich dań połączonym, rzecz jasna, z degustacją.

Z kolei biuro podróży Easy Times po zaliczeniu włoskich miast radzi wybrać się do Toskanii na trufle. „Trufli się nie zbiera, na nie się poluje. Oczywiście razem z doświadczonymi „myśliwymi" – czytamy w ulotce. Później można, na specjalnym kursie, nauczyć się ich przyrządzania. Kurs jest ukoronowany wystawnym lunchem. Smakoszy podróżujących po Toskanii z pewnością zainteresuje wiadomość, że w restauracjach Castel Monastero rządzi sam Gordon Ramsay, sława europejskiej kuchni, zdobywca 10 gwiazdek Michelina. Jak nietrudno się domyślić, jego niezwykła osobowość i renoma gwarantują niezapomniane kulinarne doznania.

À propos Castel Monastero – warto zajrzeć do jego średniowiecznych piwnic i spróbować serwowanych tam toskańskich dań, m.in. ręcznie rolowanego makaronu pici z pastą truflową, serem Pecorino i świeżymi liśćmi bazylii oraz chianiny, czyli włoskiej polędwicy wołowej, w postaci grillowanych steków, o wdzięcznej nazwie Fiorentina.

Enologia w krainie Basków

– Turystykę kulinarną uprawia wielu amatorów dobrego jedzenia, ale Włochy to oferta dla początkujących – uważa Karolina Maj, która zaliczyła już kilkanaście ze 150 dostępnych obecnie kulinarnych ofert biur podróży. Jej zdaniem jeszcze ciekawiej bywa np. w Langwedocji, gdzie turysta smakosz może spędzić niemal cały rok. Od grudnia do stycznia trwa tam sezon trufli, w lipcu zbiera się figi i poziomki, we wrześniu i w październiku – winogrona, a w listopadzie i grudniu

– oliwki. Za każdym razem można skorzystać z lekcji gotowania i poznać przepisy na langwedockie przysmaki, np. jagnię po katarsku z tymiankiem i czosnkiem, ratatouille z pomidorami i bakłażanem czy owocowe tarty. Dla turystów spacerujących po krętych uliczkach średniowiecznego Les Jardins de Saint Benoît Easy Times ma w ofercie również kursy z zakresu enologii, połączone – co jasne – z degustacją win. To oferta bardzo na czasie. PolkaTravel radzi wybrać się w jedną z podróży „W 80 win dookoła świata", a biuro IdeaTour.pl proponuje wina w Hiszpanii w ramach wycieczki „W krainie Basków i winnic La Rioja" albo we Włoszech „Krainę trufli i Barolo".

Wśród amatorów turystyki kulinarnej są również birofile, zapraszani przez słynne browary. Heineken swój historyczny browar w centrum Amsterdamu przeznaczył na muzeum, które opowiada o produkcji piwa i historii picia tego trunku. W muzeum browaru Carlsberg w Kopenhadze jedną z atrakcji jest kolekcja 16 tys. butelek po piwach z całego świata. Birofile chętnie odwiedzają też Czechy, Irlandię, Niemcy i Belgię. W kraju Flamandów i Walonów próbują małży, które świetnie smakują właśnie z zimnym piwem.

Sajgonki, skorpiony i szarańcza

Anglia zaprasza na tradycyjną herbatę, serwowaną o piątej po południu, zawsze z mlekiem i trójkątnymi kanapkami, Turcja – na baklawę, Szwajcaria – na przejażdżkę Czekoladowym Pociągiem, a Austria – na „serową trasę", która liczy aż 70 km.

Ten, kto zaliczył europejskie atrakcje, jedzie dalej. Ostatnio przebojem jest wycieczka obiecująca „wietnamskie rozkosze podniebienia", czyli 10 dni pod znakiem azjatyckich smakołyków. W Hanoi dzień rozpoczyna się od wizyty w domach kawy i herbaty, a kończy na wieczornej degustacji dań Cha Ca La Vong o ponad 200-letniej tradycji. Nad zatoką Ha Long turyści przygotowują sajgonki, a w mieście Hue uczą się, jak dekorowano potrawy na cesarskim dworze. Jakby mało było atrakcji, na targu Dong Ba poznają lokalne warzywa i owoce, a później spędzają czas na plantacji ziół, słuchając o tym, jak je wykorzystać w kuchni. Program kończy pobyt w Delcie Mekongu. Tam też da się co nieco podpatrzyć, np. jak zrobić kokosowe cukierki i chrupiące ryżowe ciasto.

Do Bangkoku jedzie się po to, by zjeść ostrą zupę tom yum, ryż zapiekany z kokosem i owoce morza, które Tajowie przyrządzają na setki sposobów. Odważni na pewno spróbują skorpionów i szarańczy (z czosnkiem i ziołami albo oblanej czekoladą), a później popiją te smakołyki whisky, serwowaną pod palmą. W Indiach warto podróżować na słoniu i poddać się ajurwedycznemu relaksowi po to, by następnego dnia, na drewnianej barce, wziąć udział w kreowaniu wegetariańskich kompozycji. W Peru trzeba zaliczyć Machu Picchu, ale też spróbować narodowego trunku pisco i dania ceviche z surowej ryby, marynowanej w soku z limonki.

W Indiach warto nawet wsiąść na słonia, by później wziąć udział w kreowaniu smakowitych kompozycji.

Z kolei w Meksyku nauczymy się podawać antojitos, tamales, burritos i salsas oraz dekorować torty, które tam osiągają kilka metrów wysokości, a w Brazylii, na kursie gotowania, poznamy sposoby przyrządzania piranii. Przygotujemy też churrasco (tamtejsze barbecue) z całą gamą marynat i sosów.

Aktywnie i ze smakiem

Podróżujący smakosze nie zawsze tylko siedzą, jedzą i piją. Move It! Gourmet to program aktywnych kulinarnych podróży.

– Starannie wybieramy miejsca, które odwiedzamy – mówi Anna Iwaszkiewicz, która wspólnie z Przemysławem Czerwińskim stworzyła Move It! Gourmet. – Poznajemy je wszystkimi zmysłami. Próbujemy lokalnych dań, zwiedzamy winnice i tłocznie oliwy, kupujemy na wiejskich targowiskach, rozmawiamy z właścicielami rodzinnych restauracji. Umiarkowany wysiłek, który jest częścią podróży, wyostrza zmysły i pozwala w pełni docenić smak oraz piękno. Turyści nigdzie się nie spieszą. Korzystają z najodpowiedniejszych środków transportu – między dalmatyńskimi wyspami przemieszczają się jachtami żaglowymi, czeskie minibrowary odwiedzają na rowerach, a do austriackich Stuben dojeżdżają na nartach.

Zamiast kalmarów gulasz z puszki

– Nam samym brakowało takiej aktywnej kulinarnej oferty – tłumaczy Iwaszkiewicz. – Istnieją np. dziesiątki polskich firm żeglarskich oferujących rejsy w Chorwacji, ale zabierają na te rejsy najczęściej tanie, sztuczne jedzenie zakupione w supermarketach i – o zgrozo – zamiast kalmarów z grilla w Chorwacji zjada się pulpety ze słoika albo gulasz z puszki. Brrr. Ignorancja organizatorów takich rejsów jest ogromna. My wierzymy, że jedzenie jest częścią kultury danego miejsca, a jednocześnie tę kulturę tworzy.

Okazuje się, że i Polska znajduje się na mapie kulinarnych szlaków. Smakoszy mogą zainteresować m.in. położona wzdłuż Dunajca Fasolowa Dolina, browary w Żywcu, Poznaniu i Tychach albo szlaki: owocowy w Małopolsce czy oscypkowy na Podhalu. Amatorzy aktywnych kulinarnych podróży też mają na co liczyć. Jachtami mogą żeglować po jeziorze Bełdany, kajakami spływać rzeką Krutynią, a rowerami przejechać Puszczę Piską nad jezioro Śniardwy. – Na takiej wycieczce jest mazursko, domowo i pysznie. Chętni jedzą dziczyznę, grzyby, ryby, domowe przetwory, piją nalewki – zachęca Anna Iwaszkiewicz.

Mało kto wie, że w Zielonej Górze odbywa się festiwal wina, któremu towarzyszą kiermasze i jarmarki, w Jaworze są Targi Chleba, a w Toruniu można spróbować pierników z XVI-wiecznej piekarni. Gdynia, jako pierwsze polskie miasto, ma swój szlak kulinarny. Szefowie w tamtejszych restauracjach przygotowują potrawy z różnych stron świata, nawet tajskie i japońskie, chętnie dzielą się pomysłami i swoimi przepisami.