Jasna strona branży

Pół Grek, pół Polak. Stworzył pierwszą na polskim rynku firmę masowo udzielającą pożyczek przez internet. I chociaż biznes prosperuje świetnie, on sam od dwóch lat musi przekonywać, że nie naciąga ludzi. – Nie stoją za mną panowie z szerokimi karkami – mówi Loukas Notopoulos, prezes Vivus.pl.

Świętsi od papieża", „anioły z diabłem za skórą". Przyzwyczaił się już pan do takich komentarzy na swój temat?

Nie, i nigdy się nie przyzwyczaję. W takich sytuacjach nie potrafię odpowiednio się zachować. Ponoszą mnie emocje, za dużo mówię. Ale wiem jedno: gdybym czuł, że robię w tym biznesie coś nie tak, szybko bym się z niego wycofał. Gdy tworzyłem Vivus, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, bym tego nie robił. Lipiec 2012 r. Dwa tygodnie po tym, jak wystartowałem, wybuchła afera Amber Gold. Piramida finansowa, instytucja, która udaje bank. Z drugiej strony my, którzy udzielamy pożyczek z własnego kapitału. I nagle wszyscy trafiliśmy do jednego worka, a branża stała się chłopcem do bicia.

Nie przesadza pan?

Nie. Od lat 90. firmy pożyczkowe działały równolegle z bankami. Kilka dużych firm tworzyło rynek od podstaw. Na początku patrzyłem na to z perspektywy bankowca (pracowałem wcześniej w Polbanku).

Czyli z lekceważeniem i lekkim, przepraszam, obrzydzeniem?

Raczej tak, jak słoń patrzy na mrówkę. Starszy brat na młodszego, mniejszego i słabszego. Dla banków firmy pożyczkowe nie były żadną konkurencją. Sektor bankowy w Polsce jest wart ponad 1 bln zł. Pożyczkowy – 4 mld. Nie ma co porównywać. Niesmak natomiast mogły wywoływać praktyki stosowane przez niektóre firmy pożyczkowe. I to one rzuciły złe światło na całą branżę. Dlatego na początku trudno mi było wprowadzić do mainstreamu finansowego hasło „bezpieczna pożyczka przez internet". To wymagało gigantycznego wysiłku nie tylko od mojej firmy, ale też całego Związku Firm Pożyczkowych, który współtworzyłem. Trzeba było udowadniać, że za nami nie stoją panowie z szerokimi karkami i kijami bejsbolowymi.

A jak się pan wytłumaczy z zarzutu, że namawia Polaków do życia ponad stan?

Udzielam pożyczek tylko tym, którzy chcą. Nie pukam do drzwi, nie nagabuję ludzi na ulicach. Zamiast tego zapraszam na stronę internetową, gdzie wszystko w jasny sposób jest opisane. To prosty produkt. Małą pożyczkę, od 800 zł do 1,4 tys. zł, można dostać w 15 min. Naszym produktem jest pieniądz, a zadaniem – jak najszybsze jego dostarczenie.

I tak wszystko dla dobra klienta? A co z pana bezpieczeństwem? W końcu pieniędzy nie pożycza się dla idei.

Sprawdzamy klientów we wszystkich bazach dłużników i w Biurze Informacji Kredytowej. Poza nami robi tak jeszcze jedna, góra dwie firmy pożyczkowe. Szanujemy swoje pieniądze. Jednak działamy na rynku masowym, mamy 600 tys. klientów.

Ilu z nich ma problemy ze spłatą pożyczki?

Ten wskaźnik jest na poziomie 10 proc. To jest bardzo dobry poziom w porównaniu z sektorem bankowym (z kredytami konsumpcyjnymi), SKOK czy tradycyjnymi firmami pożyczkowymi.

Tyle wynosi pana ryzyko zawodowe?

Ono jest wpisane w ten model biznesowy. Każdemu, kto chce wejść na rynek, doradzam, by sprawdzał klientów. Znam kilka firm, które popadły w poważne tarapaty. Pożyczały pieniądze tym, którym wszyscy inni odmówili.

Kiedyś rozpatrywanie wniosku kredytowego w banku trwało tygodniami. Teraz można to załatwić w kilka minut kilkoma kliknięciami. Tylko czy na pewno to podkręcanie tempa służy klientowi?

Atutem tej branży są małe kwoty. Dla porównania średni kredyt hipoteczny w Polsce to około 200 tys. zł,na 25 lat. Miesięczna rata wynosi ponad 1 tys. zł. W tym przypadku opóźnienia w płatnościach powodują, że dług narasta lawinowo. W naszej branży średnia pożyczka to 480 zł. Mamy zasadę: jeśli jej nie spłacisz, to kolejnej nie dostaniesz.

44 proc. Polaków uważa, że zadłużać się można tylko w skrajnej sytuacji. Czy to oznacza, że pana klientami są desperaci?

Moja firma działa w 14 krajach, w tym w dziesięciu państwach Unii Europejskiej. Porównując sytuację za granicą z tym, co dzieje się w Polsce, wiem jedno: Polacy boją się kredytów, szczególnie starsze pokolenia. To wynika chyba jeszcze z doświadczeń lat 90., szalejącej inflacji oraz niedostępności kredytów. Choć tu w ostatnich latach wiele się zmieniło.

Spytam inaczej: kim są pana klienci?

Połowę stanowią osoby poniżej 30. roku życia. Zrobiliśmy badania. Pokazały, że mamy trzy kategorie klientów. Pierwsza to ludzie, którzy chcą coś szybko kupić w sieci. Pamiętam człowieka, który wydzwaniał do nas i upewniał się, czy dostanie pożyczkę w kilka minut. Właśnie kończyła się jakaś aukcja w internecie i chciał ją wygrać. Przez chwilę myślałem nawet, że to konkurencja sprawdza nasze możliwości. Druga kategoria to ludzie, którym w miesiącu zdarzają się nagłe wydatki. Przykład? 10 proc. naszych klientów to ludzie prowadzący małą działalność gospodarczą. Weźmy kierowcę, którego narzędziem pracy jest samochód. Auto się psuje. Zamiast czekać na fakturę i odwlekać remont, bierze u nas pożyczkę. I trzecia kategoria klientów: ci, którzy dzięki pożyczkom uzupełniają swoją płynność finansową. To jakieś 35 proc. wszystkich pożyczkobiorców.

Pewnie ta grupa najczęściej psuje panu opinię? Bo wpada w spiralę długu. A później pomstuje na pana...

Mało kto na nas pomstuje. Ale ustalmy jasno, czym jest spirala zadłużenia. Załóżmy, że biorę pożyczkę i mam ją spłacić do połowy przyszłego miesiąca. Przychodzi ten dzień i okazuje się, że mam pusty portfel. Wtedy pojawia się ktoś z propozycją, że mi ten tysiąc pożyczy i jeszcze kolejny tysiąc wciśnie dla zachęty. Spirala polega więc na zwiększaniu swojego obciążenia bez zdolności jego spłacenia. Jestem temu przeciwny, oferta Vivusa nie jest dla takich ludzi.

A tym, kto przychodzi z niemoralną propozycją, jest...?

Firma, która stosuje takie zasady.

Czyli ci źli chłopcy?

W każdym razie ci, którzy tym dobrym popsuli opinię. Nasza działalność polega na pożyczaniu pieniędzy. OK, ale wszyscy to robią. Banki, SKOK. Złe praktyki zostały jednak przyklejone do naszej branży. Jednym z naszych postulatów w rozmowach z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Ministerstwem Finansów oraz Komisją Nadzoru Finansowego jest to, by stworzyć wspólne dla wszystkich firm pożyczkowych reguły gry. Vivus zainwestował w Polsce 100 mln zł. Zatrudnił 160 osób, wszystkie na umowy o pracę. To skandal, że nie jesteśmy traktowani poważnie.

Być może dlatego, że zarówno pana firma, jak i podmioty udzielające chwilówek podlegają tym samym regulacjom.

A raczej brakom regulacji. Na szczęście Ministerstwo Finansów pracuje nad ustawą, której celem jest ucywilizowanie prawa w tej kwestii. Na wzór tego, jak przed laty udało się ucywilizować sektor bankowy. Dziś, by stać się bankiem w Polsce, konieczna jest inwestycja warta minimum 30 mln zł. Marzy mi się, by największe firmy pożyczkowe w Polsce stały się instytucjami zaufania publicznego.

Pierwsza pożyczka za darmo. Oddajesz tyle, ile bierzesz. To hasło reklamowe pana firmy.

Tak jest, żadnych haczyków.

Tylko czy nie jest to sposób na uzależnienie od siebie klienta?

Gdy wchodziliśmy na rynek, niecałe 8 proc. Polaków wiedziało, że można pożyczać przez internet. Dziś to niecałe 20 proc. Nadal więc 80 proc. ludzi nie wie i nie wierzy, że można tak uzyskać pieniądze. Mówimy więc do nich: zobaczcie, spróbujcie.

Skoro wszystko jest tak jasne i oczywiste, to dlaczego UOKiK był innego zdania?

Urząd sprawdził całą branżę. To było pokłosie afery Amber Gold. Padło odgórne hasło „trzeba coś zrobić". Cokolwiek.

Wysokie opłaty przygotowawcze, zarabianie na nieudzielaniu pożyczek, niejasne stopa oprocentowania i całkowita kwota kredytu. To były zarzuty, które wtedy padły. Pan się przed nimi już wiele razy bronił.

Bo nie mam sobie nic do zarzucenia. Uznałem, że dotychczasowa taktyka branży „siedźmy cicho, to nikt nas nie zauważy" jest, delikatnie mówiąc, nieskuteczna.

Urzędnicy UOKiK prześwietlili, co się dało, i uznali...

Uznali, że jest inaczej, niż myśleli. Byłoby to nawet dość zabawne, gdyby nie fakt, że przez bezradność urzędników cierpią przedsiębiorcy. Korzystam z trzech kancelarii. Dodatkowo mam wewnętrznego prawnika. Wszystko dlatego, że podatki i prawo w Polsce nie są przejrzyste. Po dwóch latach wiem, że prowadzenie tego biznesu to potwornie stresogenny kawałek chleba. Nigdy nie wiadomo, kto i z której strony da ci w twarz.

A wracając do zarzutów UOKiK...

To była kontrola według z góry ustalonej tezy. Bo urzędnicy, gdy przyszli do nas po raz pierwszy, powiedzieli: „Nie znamy was, prosimy, wskażcie swoich konkurentów". W efekcie kilkadziesiąt firm dostało ankiety do wypełnienia. UOKiK branżę poznawał więc przez donosy. Ale winnych tej sytuacji trzeba szukać też gdzie indziej. Vivus to firma działająca w internecie, kompletna nowość na rynku. Tymczasem niektóre klasyczne firmy pożyczkowe istnieją już ponad 15 lat. I jestem ciekaw, czy kiedykolwiek zrobiły coś, by zmienić nastawienie do siebie instytucji państwowych?

Rozumiem, że to pytanie retoryczne?

Tak.

Na pewno trafił pan nieraz w internecie na takie opisy: samotna kobieta z gromadką dzieci nękana przez bezwzględnego windykatora. Myśli pan wtedy, że zawiniła firma udzielająca pożyczki czy człowiek, który zapomniał, iż każdy dług trzeba kiedyś spłacić?

Od początku zdawałem sobie sprawę z istnienia ciemnej strony tej branży. Ale mój inwestor powiedział krótko: daję ci kapitał i dobrze nim zarządzaj. Dla mnie oznacza to myślenie w kategorii kolejnych przynajmniej pięciu–dziesięciu lat. Do ludzkich dramatów mogli więc doprowadzić nieodpowiedzialni menedżerowie. Tacy, którzy patrzą najwyżej na pół roku do przodu. I kombinują: podziałam u jednego pracodawcy, zarobię, ile się da. I, jakby co, zmienię branżę. A patrząc szerzej: założyć firmę pożyczkową jest bardzo łatwo. Zostać w niej na dłużej, rozwijać się – to już sztuka.

Ma pan czasem dosyć?

Ta sytuacja tylko mnie nakręca. Chcę zmieniać obraz rynku. Ale nie uda się tego zrobić bez innych graczy i instytucji państwowych.

Miewa pan jeszcze depresję? Wspominał pan kiedyś, że gdy w 1998 r. po raz pierwszy wylądował pan w Polsce, było ciężko.

Tak było. Jestem w połowie Grekiem. Pamiętam, jak wylatywałem z Aten. Końcówka stycznia, na termometrach przyjemne 14 st. C. Tymczasem Warszawa przywitała mnie siarczystym mrozem. W Grecji praktycznie każdego dnia świeci słońce. W Polsce przez pół roku jest szaro. Wiele razy myślałem o tym, czy nie wrócić. Z czasem jednak zacząłem dostrzegać coraz więcej podobieństw między Grekami a Polakami. Mam