Jak z obrazka

Polski rysunek przez lata miał swoich liderów, ale powoli nadchodzi zmiana warty. Nowa gwardia pokazuje inny, świeży styl. Śmieje się z siebie, tworząc sztukę.

W ogromnym mieszkaniu starej, wysokiej kamienicy na każdej ścianie wiszą obrazy i rysunki. Jeden obok drugiego. Na topornym stole kuchennym stoi rysownica i kilka czystych bloków, dalej sztaluga z niedokończonymi pracami, obok kredens, a za nim upchane tektury. Na blacie zamiast sztućców i talerzy w pojemnikach sterczą poupychane pędzle i ołówki. Przy drzwiach kilkanaście zafoliowanych prac czeka na odbiór i dostawę do galerii. Niebawem Magdalena Latosiewicz otworzy swój kolejny wernisaż.

Polacy kochają rysowników. To scheda po latach cenzury, kiedy nie można było wprost wyrazić gniewu i frustracji, nie można było też się śmiać. Cięty dowcip wdzierał się powoli. W czasach PRL wymowny obrazek okraszony lekko metaforyczną treścią zapisaną w kilku zdaniach lub jednym słowie łatwo trafiał do ludzi. W myśl zasady, że najlepszym lekiem na całe zło jest śmiech, satyra rosła w siłę. Po transformacji niewybredne żarty z jednej strony straciły na sile, a z drugiej stały się bardziej widoczne. Rysunki wyrosłych wtedy liderów polskiej satyry bez obaw o represje mogły publikować ogólnopolskie dzienniki i tygodniki. Dziś Szczepan Sadurski, Andrzej Krauze, Marek Raczkowski czy Andrzej Mleczko są niekwestionowanymi mistrzami dziedziny. Powoli stają się legendami, a ich miejsca zajmują nowi, młodzi rysownicy.

Idzie nowe

Nowa gwardia polskiego rysunku z reguły omija politykę szerokim łukiem. – Ludzie są już zmęczeni, kiedyś polityka była bardziej pocieszna. Sama nie mam do niej cierpliwości, zbyt się denerwuję – mówi Magda Danaj, autorka Porysunków. Dziś rysunek coraz rzadziej jest kpiną polityczną, częściej dotyka codzienności zwykłego człowieka. – Polityka to, niestety, temat niesmaczny, ciężkawy i mętny. Zdarza mi się politykę komentować czy wdawać się w zażarte dyskusje, ale w rysunku wolę eksplorować radośniejsze i subtelniejsze dziedziny życia – opowiada Maria Apoleika, graficzka i rysowniczka, najbardziej znana z cyklu Psie Sucharki.

Odbiorca w rysunku szuka samego siebie, chce wyśmiać własne słabości. – Polityka jest za łatwa. Kiedyś satyra polityczna była wentylem, teraz nie potrzebujemy tego wentyla – tłumaczy Małgorzata Halber, która ołówkiem powołała do życia Bohatera – małego stworka, który zyskał sympatię tysięcy Polaków. Zbiór jej prac został wydany w formie notatnika–albumu, a sama Halber, niegdyś prezenterka i dziennikarka, dziś jest dobrze zapowiadającą się pisarką i rysowniczką. Jej obrazki opisują rzeczywistość, dotyczą gorszych dni, które miewa każdy, a które Halber w wyrazistym stylu zamyka w jednym rysunku i krótkim, zabawnym opisie. – Prawda nie wygląda jak pozowane idealne zdjęcia. Prawda jest taka, że chcesz jeść pizzę, a nie jarmuż, że się boisz i nie chcesz niczego udawać – opowiada. Zanim zaczęła rysować, była gwiazdą młodzieżowych telewizji, szybko uzależniła się od blichtru stołecznych imprez i ... od alkoholu. Trafiła na terapię i uporała się z własnym nałogiem. Przez pierwsze miesiące Bohatera tworzyła anonimowo, chciała udowodnić światu, że można zbudować markę od zera. Udało się. Sukces Bohatera zaskoczył ją samą. – Wiedziałam, że jest coś fajnego w tym, co narysowałam. Komunikat, który z tego płynął, był prawdziwy, stała za nim historia. Wiele osób może się z nim utożsamiać, bo wiele z nas ma niską samoocenę, nie robi czegoś, bo się boi – tłumaczy Małgorzata, która Bohaterem wyraża samą siebie.

Rogi i inne znaki szczególne

– Kiedyś się śmiałam z natchnienia, dziś wiem, że ono naprawdę istnieje – przekonuje Magdalena Latosiewicz. Jej prace przedstawiają to, co ją zajmuje i co jej samej wydaje się ważne. Kiedy była na diecie, rysowała okrągłe kobiety, kiedy wpadała w zły nastrój, jej postaci zyskiwały rogi. Na obrazach i rysunkach często goszczą koty, które uwielbia, jej partner i córka, a nawet ona sama. Rzadko do swoich prac dodaje tekst. Bardziej niż satyrą inspiruje się malarstwem. – To nie są memy ani żarty na chwilę, nie chciałabym, żeby moje rysunki były ulotne – dodaje.

Inaczej działa Mateusz Kopacz, twórca komiksów Kopamatakawa, który inspiracji szuka nie w sobie, ale wokół siebie. – Staram się nie przelewać swojego życia na papier, raczej skupiam się na szukaniu mniej lub bardziej zabawnych sytuacji dookoła. Często koncepcje są tak absurdalnie głupie, że nie potrafię znaleźć racjonalnego wytłumaczenia na ich powstanie. Inspirację czerpię z życia codziennego i bawię się językiem polskim. Gdy tylko coś przykuje moją uwagę, pomysły w pośpiechu wklepuję w telefoniczny notatnik. Przez co często sam nie wiem, co autor miał na myśli – śmieje się Mateusz. Jego rysunki, jak sam mówi, nie wyróżniają się zbyt wyszukaną i ambitną kreską, ale to właśnie te bohomazy można nazwać znakiem rozpoznawczym. – Konsekwentnie trzymam się ramek w kształcie kwadratu, z czarno–białymi postaciami i kolorowym tłem w sześciu odcieniach – tłumaczy.

– Zależy mi na refleksji odbiorcy. Chciałabym, żeby moje rysunki miały urok i były inteligentne. Nie chcę tworzyć manifestu, nie chcę uczyć, jak żyć – przekonuje Danaj. Rysownicy, jak wszyscy artyści, chcą, żeby ich sztuka była ponadczasowa. – To, co dziś jest aktualne, jutro może zniknąć – tłumaczy autorka Porysunków, której prace nawiązują do złożonej natury kobiet. W Porysunkach występują jednocześnie wszystkie kobiety: grube, chude, złe i wesołe, wyemancypowane, zakochane, potargane. Każda może znaleźć cząstkę siebie.

Wypisz wymaluj

Pobazgrane marginesy zeszytów, stosy kartek na biurku, pomięte notatniki w kieszeniach. To wszystko jest nieodłącznym atrybutem każdego rysownika. Początki pasji trudno im dokładnie określić. – Rysuję, odkąd pamiętam – mówi Kopacz. Podobnie Maria Apoleika. – Rysuję od zawsze. Pochodzę z rodziny zajmującej się malarstwem. Pewnie z tego wynika, że już jako dziecko traktowałam to bardzo poważnie. I całkiem naturalnie, nie wiadomo kiedy, rysowanie stało się moim zawodem – tłumaczy. Marysia najbardziej znana jest z cyklu Psie Sucharki, rysunków tworzonych prostą kreską, tzw. jednokadrówek i pasków komiksowych z zabawnymi psimi historyjkami.

Małgorzata Halber od 11. roku życia prowadzi dziennik, w którym zawsze obok słowa był obraz. Do dziś nie wychodzi z domu bez pękatego zeszytu, w którym w każdej wolnej chwili pisze i rysuje. Jednak rysowniczką stała się dopiero dzięki swojemu ówczesnemu narzeczonemu, który na mikołajki podarował jej akwarele oraz blok i... kazał rysować. Wątek miłosny do sztalugi pchnął też Magdę Latosiewicz. Jeszcze w liceum chłopak podarował jej ukradzioną z magazynu szkolnego deskę kreślarską. Szybko złapała bakcyla. Rysowanie stało się jej pasją i źródłem utrzymania. Niestety, wraz z licealną miłością zniknęła deska, zamiłowanie do rysunku i pieniądze. Porzuciła ołówek, pędzle i zajęła się marketingiem. Kariera trwała aż do czasu, gdy... znów się zakochała. Siedem lat temu obecny partner sprezentował jej sztalugi. Dziś ma za sobą kilka udanych wernisaży i to właśnie uważa za swoje największe osiągnięcie. – Każda wystawa jest moim największym sukcesem – mówi z dumą.

Magda Danaj długo szukała swojej ścieżki. Postawiła na słowo, choć rysunek ciągle wdzierał się na brzegi notesów. Znajomi, którzy zaglądali jej przez ramię, na widok rysunków powtarzali: zrób coś z tym. A ona, choć czasem chciała, to nic z tym nie robiła. Skończyła filologię polską, zaczęła pisywać artykuły do gazet. – Myślałam, że studia dadzą mi szczęście i pieniądze – wspomina. Pracowała jako dziennikarka, w wydawnictwie, a nawet w korporacyjnym dziale PR. I pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie wybuchł boom na blogi internetowe. Magda założyła swój blog, nazywając go przekornie Porysunki, czyli porachunki rysunkiem. W wirtualnej rzeczywistości kreśliła zastaną rzeczywistość. – Od zawsze rysuję dla siebie i znajomych. Nagle okazało się, że również dla wszystkich. Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła z tego żyć – wspomina Danaj.

Nie taki diabeł straszny

Artyści, podobnie jak dżentelmeni, nie rozmawiają o pieniądzach. Jak ognia unikają negocjowania stawek i niechętnie mówią o pracach przekutych w sukces finansowy. Jednak stereotyp szalonego artysty oderwanego od rynku można włożyć między bajki. Rysunek, poza sztuką i rozrywką, może być również biznesem. – Rysowanie bywa bardzo dochodowe. Nie mówię tu, niestety, o sobie. Ale znam ludzi, którzy zarabiają kupę forsy, w zasadzie nie wychodząc z domu. Nie muszą martwić się o zlecenia – to zlecenia szukają ich, a oni tylko spośród nich wybierają. Dobrzy komiksiarze też potrafią zbijać kokosy, np. sprzedając gadżety ze swoimi nadrukami czy albumy z pracami – mówi Mateusz, który sam pracuje jako grafik, a komiksy Kopamatakwa na razie tworzy tylko dla frajdy. – Jeszcze nie sprzedaję swoich prac, ale otrzymywałem już oferty współpracy od firm zajmujących się produkowaniem nadruków na ubrania. Myślałem również o stworzeniu albumu z moimi dotychczasowymi pracami. Jak będzie – zobaczymy – snuje marzenia. Jednak dla wielu jego mrzonki stały się rzeczywistością i bez trudu są w stanie utrzymać się z własnego talentu.

Marysia Psie Sucharki tworzy razem z kolegą, Kubą Gornowiczem. Doskonale wiedzą, że najlepszym nośnikiem reklamowym jest internet. Dlatego codziennie na portalu publikują nowy obrazek. Ciężka praca popłaca. Dziś ich profil ma już ponad 140 tys. fanów. Rysunki Sucharków wykonują również na indywidualne zamówienia, do gazet i reklamy. – Wymaga to ode mnie systematyczności. Oprócz tego zawsze jestem w trakcie wykonywania któregoś z cyklu swoich autorskich grafik, ilustrowania jakiejś książki i malowania jednego czy dwóch obrazów – opowiada Marysia, która nie chce zdradzać cen swoich prac. Poza obrazkami i obrazkami na zamówienie jej twórczość można kupić na koszulkach. Wystarczy wejść na stronę internetową, kliknąć „kupuję" i przelać 60 zł plus koszty dostawy. Trudno powiedzieć, ile można na rysowaniu zarobić. Ale, jak przekonuje Apoleika, można się z niego utrzymać. – Tylko trzeba to robić w sposób uparty i bezwstydnie pokazywać. Chowanie swoich tworów po szufladach ma sens tylko wtedy, gdy się to traktuje jako hobby – przekonuje.

Nowe pokolenie rysowników źródeł finansowania szuka wszędzie. Od indywidualnych projektów przez prace na zamówienie po koszulki i gadżety. Magda Danaj swoją pracę dzieli na dwie części. Pierwsza to praca typowo komercyjna, rysowanie dla portali internetowych, firm i korporacji. Czasem stworzy tylko logo, a czasem rysunek, na którym opiera się cała kampania reklamowa, wtedy jej stawki sięgają nawet kilkunastu tysięcy złotych. Druga część pracy to rysunki na portalu społecznościowym i własnej stronie internetowej. Te później trafiają na plakaty, ubrania i gadżety. T–shirty z nadrukami swoich rysunków wycenia na od 69 do 89 zł, tuniki (już po przecenie) na 135, a bluzy – 145 zł. Są też gad