Jak wychować mądrego snoba

Lekcje trzech języków, tenis, balet plus jazda konna to może być za mało. Dorzućmy więc minispa, siłownię, ściankę wspinaczkową oraz zajęcia jogi dla kilkulatków. Do tego teatr, opera, dobra wystawa i projekcje filmowe alternatywnego kina. A w wolnym czasie zakupy w najlepszych butikach pod czujnym okiem osobistej stylistki. Polacy coraz częściej i coraz więcej inwestują w swoje dzieci. Snobizm? Nie generalizujmy, że coś jest dobre albo złe. Jeśl
Przytulny pokój z bajkowym muralem. Różowe foteliki do pedicure z bulgocącą ciepłą wodą. Pod ścianą rząd równie słodkich krzesełek i luster do makijażu. Klientki podekscytowane rozmawiają o... lalkach i kucykach. I nie ma w tym nic dziwnego. Mają w końcu po kilka lat.


Jeśli snobizm rodziców pozwoli wyzwolić w dziecku talent, nie ma w tym nic złego – przekonują psychologowie. Grunt to dobre relacje.

Minispa dla dzieci znajduje się w jednym z klubów fitness w podwarszawskich Jankach. Na pomysł jego założenia wpadła menedżerka klubu Monika Zarzycka. – Lena i Sonia, moje córki bliźniaczki, mnie do tego zainspirowały. Gdy miały po dwa latka i widziały, jak robię sobie manicure, też chciały mieć pomalowane paznokcie. Zaczęłam więc wyszukiwać w Internecie odpowiednie kosmetyki. I okazało się, że wszystko jest: lakiery, fotele do pedicure, błyszczyki. Trzeba było tylko zgromadzić to w jednym miejscu – wspomina Monika. Przekonuje, że na Zachodzie, w Stanach Zjednoczonych, rynek fitness i spa dla dzieci coraz szybciej się rozwija. Ona na polskim rynku jest prekursorką, ale ma już tyle klientek, że planuje otwieranie kolejnych klubów, także w innych miastach.
Malinowa lub czekoladowa smakowita maseczka na buzię, poziomkowy manicure, nawilżająca kąpiel dla małych nóżek w brokatowej wodzie. Szaleństwo? Może trochę. – Ale kto powiedział, że dzieci nie można porozpieszczać? Zwłaszcza dziewczynki uwielbiają wizyty u kosmetyczki. Zdarza nam się organizować urodziny. Solenizantka zaprasza swoje koleżanki. Paradują potem po klubie w szlafroczkach, czepeczkach na głowie. I wyglądają uroczo – uśmiecha się Zarzycka.
W kształtowaniu tego, co dziecko lubi, rodzice powinni odgrywać aktywną rolę. To banalne, ale w końcu po to są
Nowe pomysły rodziców, jak i przedsiębiorców na usługi i produkty dla dzieci nie dziwią psychologów. – Zmieniła się rzeczywistość. Kiedyś salony kosmetyczne i siłownie to były zamknięte rewiry, gdzie wstęp mieli tylko dorośli. Z tego samego powodu nie chodziło się z kilkulatkiem do Zachęty czy na koncert. Bo co będzie, jeśli zada niestosowne pytanie. Albo co gorsza: będzie przeszkadzać... Teraz takie miejsca otwierają się na dzieci – mówi Monika Skoczylas-Merczyńska, psycholog z gabinetu psychoterapii rodziny Udane Wychowanie. - Jeśli rodzice działają świadomie, nie zmuszając dzieci, to ich działania mogą przynieść pozytywne efekty.

Wyrobiony gust dziecka

Jeśli ktoś ze snobizmu kupił kilka drogich obrazów, ale potem pozwoliły mu one odkryć, czym jest harmonia i piękno, to w psychologii nazywa się to sztucznym wyzwoleniem. Podobnie jest z talentem u dziecka. Jeśli zapisujemy latorośl na jogę, bo tak zrobiła sąsiadka, a potem nasza córka na tych zajęciach złamała nogę, to powinniśmy pozostawić jej decyzję: co dalej. Zgodnie z zasadą, by wspierać, motywować, ale nie zmuszać. – Jeśli dziecko nie jest w stanie wysiedzieć na koncercie, zaproponujmy mu muzeum lub teatr. Obserwujmy. Lampka ostrzegawcza powinna nam się zapalić dopiero wtedy, gdy zorientujemy się, że czas, jaki spędzamy z dziećmi, mamy w stu procentach zaplanowany – przekonuje Monika Skoczylas-Merczyńska.

Malinowa lub czekoladowa maseczka na buzię, nowa fryzura. Kto powiedział, że dzieci nie można porozpieszczać?

– Uwielbiam tu przychodzić z dzieckiem – mówi o klubie fitness i spa Anna Milewska, mama czteroletniej Nadji i właścicielka nieźle prosperującej firmy PR. I gdy ona ćwiczy pilates, jej córeczka szaleje w minisiłowni. Tutaj każde z urządzeń: rowerek, bieżnia, ścianka wspinaczkowa jest przystosowane dla najmłodszych. A trenerzy, przeszkoleni w obsłudze specjalistycznego sprzętu, mają dodatkowo przygotowanie pedagogiczne. – W ciągu tygodnia nie mam czasu, by zadbać o formę, za to w weekend nadrabiamy z Nadją wszystkie zaległości. Obie uwielbiamy też spędzać czas w grocie solnej. Leżąc na fotelach obok siebie, przytulamy się, rozmawiamy o przedszkolu, o chłopakach. To taki nasz babski dzień – opowiada Anna Milewska. Nadja, mimo swoich kilku lat, ma już wyrobiony gust. Najczęściej ubiera się sama i sama decyduje, co na siebie włoży. – Uwielbia, gdy pani w spa maluje jej paznokcie lakierem z brokatem albo kładzie owocową maseczkę na buzię. Czy mnie to razi? Nie, bo obie traktujemy to jak zabawę. Przy okazji pielęgnuję w córeczce rodzącą się kobiecość – przekonuje Anna.
Tezę o wyrobionym guście kilkulatki potwierdza Karina Zielińska, która wraz ze swoją wspólniczką Joanną Grzanko oferuje usługi stylizacji dla najmłodszych. Ich klienci to z reguły osoby o wysokich dochodach, bardzo aktywne zawodowo. Brakuje im czasu, żeby śledzić nowe trendy w modzie dziecięcej. Szukają więc pomocy. – A my jej udzielamy. Już trzyletnie dziecko zauważa szczegóły i daje nam sygnały, w czym się dobrze czuje – opowiada Karina, prywatnie mama pięcioletniej Gabrysi i trzyletniego Tobiasza. A co jeśli nasza pociecha chce koniecznie upodobnić się do świątecznej choinki z supermarketu? – Warto umiejętnie kształtować gust małego człowieka. Instruujemy też rodziców, jak przekonać dziecko do danego stylistycznego rozwiązania.
Praca dziecięcych stylistek zaczyna się zwykle od spotkania w domu klienta, w pokoju jego latorośli. – Musimy zobaczyć szafę dziecka i dowiedzieć się, jakie są jego upodobania. Niektóre dzieci na przykład lubią dżinsy zapinane na guzik, inne wolą napy. Potem najczęściej same robimy zakupy i znowu się spotykamy. Dziecko przymierza rzeczy. Te, które nie pasują lub się nie podobają, oddajemy do sklepu, ale zwykle mamy prawie sto procent trafień – mówi Karina. I wspomina, że pomysł na usługi stylizacji dla maluchów zrodził się zupełnie przypadkowo. – Z Asią poznałyśmy się na placu zabaw. Zwróciłam uwagę na jej dzieci, bo były bardzo stylowo ubrane: córka kolorystycznie dopasowana do taty, synek do mamy. Super pomysł. Zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że interesujemy się stylizacją dzieci, w dodatku mamy podobny gust. Zaczęłyśmy się przyjaźnić, a potem wpadłyśmy na pomysł wspólnego biznesu.
Na początku tego roku założyły firmę i poprzez portal oferują swoje usługi. Ceny są zróżnicowane. Podstawowa usługa obejmująca przegląd szafy malucha, analizę upodobań oraz zakupy z dowozem do domu kosztuje 300 zł plus cena ubrań. Całodzienne buszowanie po sklepach ze stylistą dziecięcym to wydatek 600 zł. Można też zamówić stylizację okolicznościową: na chrzest, komunię, urodziny czy bal karnawałowy. Na modny i szykowny wygląd nigdy nie jest za wcześnie. Panie mają w swojej ofercie profesjonalną stylizację niemowlaka...

Modernizm malowany świecówkami

– Znam wielu bogatych ludzi, którzy programowo wspierają rozwój swoich dzieci – mówi psycholog Jacek Santorski. – Owszem, dostrzegam tu pewne biznesowe nawyki, jak zarządzanie zasobami ludzkimi czy lokowanie nadwyżek finansowych. Ale co w tym złego? Nie od dziś wiadomo, że sukcesy są udziałem tych, którzy wcześnie odkryli swoje talenty i mieli możliwość ich rozwijania. Jeśli więc wożę dziecko na indywidualne zajęcia na basenie, to w ten sposób przybliżam go do pływackiego sukcesu. Pod warunkiem, że basen moje dziecko naprawdę kręci.

Jeśli nie koncert w Łazienkach, to może zajęcia na basenie lub kurs jogi. Albo lekcje baletu. Warto obserwować dziecko.

Magdalena Dąbrowska, z zawodu fizjoterapeuta, instruktor pływania i właścicielka wrocławskiej szkoły tańca, prywatnie mama czteroletniego Mateusza, przekonuje: – Sport wyrabia w dziecku myślenie, że porażka nie jest ostateczna i że można, dzięki pracy, przekuć ją w sukces. Nie warto więc przesadnie przejmować się niepowodzeniami. W rywalizacji, kto lepiej lub szybciej coś zrobi, ważna też jest nagroda. Uczy zdrowej rywalizacji, co na pewno przyda się w dorosłym życiu, gdy trzeba będzie mierzyć się z olbrzymimi wyzwaniami i podejmować decyzje pod presją czasu.
Syn Magdalena Dąbrowskiej pływa, jeździ na nartach i regularnie ćwiczy w minisiłowni. – Dzięki temu Mateusz ma kontakt z trenerami, którzy zarażają go nie tylko sportem, ale zdrowym trybem życia w ogóle. Opowiadają mu, co powinien jeść, pić, a co jest szkodliwe. I on chłonie tę wiedzę – przekonuje pani Magdalena. I od razu zaznacza, że na te zajęcia zdecydowanie nie jest za wcześnie, a zdrowe ciało to nie wszystko. Dlatego swojego syna uczy również angielskiego. – Czytam mu bajki w tym języku, uczę wierszyków, piosenek. Coraz częściej zdarza się, że pytam synka o coś po polsku, a on odpowiada mi po angielsku – opowiada z dumą. Jej syn regularnie bywa też w teatrach i na koncertach w warszawskich Łazienkach. – Muzyka poważna rozwija słuch i wrażliwość dziecka. Za to szerokim łukiem omijamy pokazy filmów w 3D. Taka technologia zaburza koordynację psychoruchową oko–ręka. Nie jest wskazana dla dzieci poniżej piątego roku życia.
– Dziecko powinno robić to, co lubi. Ale w kształtowaniu tego, co lubi, rodzice muszą wręcz odgrywać aktywną rolę. To banalne, ale w końcu po to są. W ten sposób można odkrywać i rozwijać talenty  – podkreśla psycholog Monika Skoczylas-Merczyńska.
Zdrowym snobizmem staje się bywanie z dziećmi w teatrze, galerii, czasem w salonie spa. Kluczem jest tu słowo: razem
Anna Milewska swoją czteroletnią Nadję zaraziła pasją malarstwa. – Często razem malujemy. Rysunki córeczki wiszą w salonie, na honorowym miejscu, oprawione w ramki. Obok moich ulubionych współczesnych artystów. Gdy zainwestuję w kolejny obraz i wieszam go na ścianie, Nadja mówi, że jej się podoba albo odwrotnie, że jest okropny. A ja uważnie słucham – mówi Anna Milewska. Zauważyła jednak, że często ich opinie są podobne. Jej zdaniem to dowód na to, że naprawdę można kształtować gust dziecka. Jak? Choćby regularnie odwiedzając warszawską Zachętę czy Centrum Sztuki Współczesnej. – Unikam infantylnych wystaw dla dzieci. Najpierw sama oglądam ekspozycję przeznaczoną dla dorosłych i jeśli uznam, że nie ma w niej nic niebezpiecznego dla czterolatki, idziemy obie. Lubię Nadji pokazywać obrazy, fotografie, rzeźby, bo ona bardzo spontanicznie reaguje. Z pasją wszystko ogląda, komentuje i na długo zapamiętuje to, co widziała. Nadji nie interesuje, czy dane dzieło namalował artysta powszechnie znany, czy nowicjusz. Mówi wprost, co myśli. Ale ma już swoich ulubionych twórców. Uwielbia