I znów wiatr w oczy

Coraz częściej przekonuję się, że kobietom wiatr w oczy wieje częściej niż mężczyznom. I choć wydawałoby się, że dziś z dyskryminacją płciową nie mamy do czynienia, to jednak daje ona o sobie znać. na przykład w bankowości. Mężczyźni i kobiety w bankach traktowani są zupełnie inaczej.

I wcale nie mam na myśli jakości obsługi klienta, tego, jak długo kobieta i mężczyzna muszą czekać przed okienkiem, ale to, na jaką ofertę mogą liczyć. Kobiety na gorszą. Najbardziej zaskakujące jednak jest to, że dostają gorszą ofertę, mimo że są lepszymi klientami. Jak zatem to nazwać? Biuro Informacji Kredytowej przedstawiło raport, który został zatytułowany: „Dobra historia kredytowa jest kobietą". Okazuje się bowiem, że to właśnie panie wykazują się większą dbałością o terminową spłatę kredytów konsumpcyjnych, kart kredytowych czy kredytów mieszkaniowych. Konkrety? Liczba kobiet posiadających zaległe zobowiązania jest o prawie pół miliona mniejsza niż mężczyzn. A na liście 16 największych dłużników w Polsce są tylko dwie kobiety.

Średni limit na karcie kredytowej Polaka wynosi 3,5 tys. zł. Ta średnia nie oddaje rzeczywistości. Limit na karcie należącej do kobiety jest o jedną trzecią niższy niż na tej przypisanej mężczyźnie. O co więc chodzi? Przecież zarobki kobiet nie są aż o 30 proc. niższe niż mężczyzn, a one lepiej regulują zobowiązania wobec banków. Może więc chodzi o pieniądze? Na nierzetelnych, niespłacających terminowo zobowiązań mężczyznach można zarobić więcej. Bo koszty przeterminowanych płatności są naprawdę wysokie. Nie rozumiem jednak, dlaczego kobiety tracą przez swoją solidność. A gdyby chciały większego kredytu lub szybkiego zwiększenia limitu na karcie kredytowej, to dlaczego mają go nie dostać?

Czyżby nie zależało nam na promowaniu właściwych postaw na rynku finansowym? Czy solidności nie jest w cenie? A może wiedza ekonomiczna nie jest w cenie? Uderzyło mnie mocno badanie przeprowadzone niedawno przez MillwardBrown. W sondażu co trzeci ankietowany deklarował, że posiada kartę kredytową. W rzeczywistości ma ją jednak tylko co szósty Polak. Kart kredytowych jest około 6 mln. Wychodzi więc, że kolejne 6 mln Polaków myli karty kredytowe z debetowymi. A jeśli nie wiemy, co mamy w portfelu, pewnie często za pomocą kredytowej wypłacamy pieniądze z bankomatu. A to największy grzech posiadacza tej karty. Z drugiej jednak strony – to również największy, najłatwiejszy i najszybszy zysk dla banku. Gdybym był właścicielem banku, zacierałbym ręce, patrząc na nasze zachowania finansowe. Niewłaściwie korzystamy z usług bankowych, a później płaczemy, że są one takie drogie. Postawmy więc na edukację. Na początek najprostszą. Zanim mąż pójdzie na zakupy, niech pokaże portfel żonie, by ta powiedziała mu, do czego służą poszczególne karty i ile może wydać, aby później nie mieć banku na karku.