Gorączka złota w mieście blogerów

Wbrew nazwisku Nate Silver to żywe złoto. Najsłynniejszy bloger Ameryki jest dziś gwiazdą znacznie większą niż którykolwiek z komentatorów telewizyjnych. Trudno też o lepszy symbol nowego, świetnie płatnego zawodu: profesjonalnego blogerstwa.

Niepozorny brunet w, wydawałoby się, nieco zbyt dużych okularach mógłby uchodzić za urzędnika lub przeciętnego informatyka. Tymczasem to właśnie do niego media zgłaszają się z pytaniami niczym do współczesnej Kasandry. Bo Nate Silver jest statystykiem. Genialnym statystykiem.

Gapie na lotniskach

Jego gwiazda rozbłysła w pełni w trakcie ubiegłorocznych wyborów prezydenckich w USA, kiedy to Silver bezbłędnie przewidział wynik głosowania we wszystkich 50 stanach kraju. Cztery lata wcześniej pomylił się wyłącznie w przypadku jednego z nich. Od tamtej pory, ilekroć gdzieś jest planowane jakieś głosowanie – jak np. w przyszłym roku w Szkocji, gdzie lokalni nacjonaliści prą do uniezależnienia się od Zjednoczonego Królestwa – dziennikarze pędzą do Silvera, by wieszczył, kto wygra, a kto przegra. Jego blog na witrynie szacownego dziennika „The New York Times" przyciągał w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy setki tysięcy czytelników, co przekładało się na piątą część „klików" na stronach internetowych gazety.

2,5 
mln dol. przychodów miesięcznie generuje popularny blog
 „The Huffington Post"

35-letni statystyk nawet swoją sławę komentuje z pozycji zawodowych. – Ludzie zaczynają się na mnie gapić na lotniskach. I to nie z powodu niezapiętego rozporka, ale dlatego, że coś zapamiętali z telewizji – mówił niedawno w rozmowie z „Financial Times". – Właściwie dałoby się wyprowadzić funkcję matematyczną między poziomem gapienia się a tym, kiedy ostatnio byłeś w TV i jak popularna była audycja. Obecnie jednak cykl takiego „medialnego życia" jest całkiem krótki.

Przynajmniej nie musi już opowiadać, jak z danych statystycznych wywnioskował, że Mitt Romney ostatecznie przegra walkę wyborczą z Barackiem Obamą. – Opowiadanie tej samej historii 30 czy 40 razy to kawał męczącej roboty – kwituje. Z drugiej strony Silver opowiadać potrafi, bo sekret jego bloga – FiveThirtyEight.com (od liczby członków kolegium elektorskiego w USA) – nie ogranicza się wyłącznie do hermetycznej analizy danych matematycznych. Obejmuje też mniej lub bardziej ironiczne puenty, anegdoty i rozważania autora. Nie przypadkiem potrafi on jednego dnia komentować losy najważniejszych polityków, by drugiego typować zwycięzców ligi baseballa lub ocenić, czy użytkownicy jednego z największych portali randkowych Ameryki – OkCupids – mają szansę na miłość.

Niedawno Silver wstrząsnął mediami raz jeszcze – tym razem przenosząc FiveThirtyEight.com ze stron „Timesa" do konglomeratu ESPN, należącego do medialnego imperium Walta Disneya, prawdopodobnie najbogatszego medium w Ameryce. Właściwie nic dziwnego, od miesięcy wokół Silvera krążyli wysłannicy najróżniejszych redakcji, przedstawiciele Wall Street (jeszcze kilka lat temu pracował on jako analityk w KPMG), drużyny sportowe czy studia filmowe z Hollywood. Ekipa „Timesa" również próbowała zatrzymać Silvera na swoim pokładzie.

Bezskutecznie. Jak wysoce przebiła ich oferta Disneya, 
nie wiadomo. – ESPN to rodzaj trafienia rzędu 9,5 pkt na 10 albo 9,8 pkt na 10, a może 10 pkt na 10 możliwych – usłyszeli od Silvera dziennikarze na konferencji prasowej. I nic ponadto. Wiadomo, że genialny statystyk będzie pisywać na blogu, ale też regularnie będzie gościem telewizji ABC, będzie komentować zarówno wydarzenia polityczne, jak i... rozgrywki sportowe. Cóż, dla bukmacherów oznacza to trudne czasy.

315
 mln dol. zapłacił koncern AOL 
za „Huffington Post"

Pamiętnikarze milionerzy

W ramach współpracy z ESPN Silver otrzyma prawdopodobnie do dyspozycji nie tylko budżet na rozbudowę swojego bloga, ale też współpracowników: ekspertów i redaktorów, którzy będą na co dzień rozbudowywać FiveThirtyEight.com. Być może nowym pracodawcom genialnego statystyka marzy się stworzenie nowego „The Huffington Post" – bloga, który w ciągu kilku lat rozrósł się do wielkości redakcji niemałej gazety i który za 315 mln dol. przeszedł dwa lata temu w ręce koncernu AOL.

W przypadku „HuffPo" również niewiele zapowiadało sukces. Arianna Huffington – według złośliwych pierwsza od czasów Ikara Greczynka, która wzbija się w górę w takim tempie – swego czasu przegrała z Arnoldem Schwarzeneggerem kampanię wyborczą na urząd gubernatora Kalifornii, po części z braku lepszej perspektywy, w 2005 r. założyła bloga. Wraz z kilkuosobową grupką współpracowników dzień za dniem komentowała najważniejsze wydarzenia w Ameryce, z czasem wciągnęła do współpracy swoich przyjaciół ze świata celebrytów – od Baracka Obamy po Scarlett Johansson. W ciągu pierwszych trzech lat po założeniu serwisu liczba odwiedzających go internautów szła w miliony, co pozwoliło zatrudnić własnych dziennikarzy i stworzyć lokalne wydania – skierowane do czytelników w Chicago, Nowym Jorku, Los Angeles czy Denver. W ciągu raptem sześciu lat niedoszła pani gubernator przyciągnęła do współpracy kilka tysięcy renomowanych autorów, około 30 mln czytelników i koniec końców generowała przychody rzędu 2,5 mln dol. miesięcznie.

Ale nie trzeba budować redakcji wokół bloga, żeby odcisnąć na życiu publicznym większe piętno niż niejedna gazeta. Wystarczy wziąć pod uwagę choćby najsłynniejszego plotkarza Ameryki – Pereza Hiltona, a właściwie Mario Lavanderę. Jego perezhilton.com to „najbardziej znienawidzony plotkarski blog w Hollywood", mający rzeszę czytelników dalece przekraczającą 7 mln osób miesięcznie i generujący w tym czasie przychody sięgające 450 tys. dol. Mniej więcej podobne pieniądze generują blogi Mashable Pete'a Cashmore'a czy Techcrunch Michaela Arringotna. Ale nawet blogerzy z końcówek rankingów potrafią zarabiać na swoich blogach po kilka tysięcy dolarów miesięcznie. Johns Wu – autor popularnego w poprzedniej dekadzie finansowego bloga Bankaholic – zgodnie z krążącymi po sieci plotkami sprzedał go kilka lat temu za 15 mln dol. Blog Ugo.com sprzedano za 100 mln dol., Fotolog kosztował nabywcę 
90 mln, Consumersearch – 33 mln, TechCrunch – 30 mln. Te sumy oszałamiają dziś bardziej niż kilka lat temu: dla porównania, szef Amazona Jeff Bezos wyłożył „zaledwie" 
250 mln dol. na zakup jednej z najsłynniejszych gazet świata 
– dziennika „The Washington Post".

2,3 mld dol. zapłaciły w 2012 r. 
firmy za reklamy na blogach

Nie ma wątpliwości, że blogi to maszynki do zarabiania pieniędzy. Najczęściej ich autorzy decydują się na najprostszą formułę zarabiania – zawieszenie na witrynie banerów reklamowych. Inni decydują się na wprowadzenie odpłatności za dostęp do całości lub części publikowanych treści. Można też współpracować z wybranymi firmami, na co często decydują się blogerzy z określonej dziedziny – np. zajmujący się modą lub nowymi technologiami. Wtedy wśród codziennych wpisów trafiają się i takie, które moglibyśmy określić mianem „artykułów sponsorowanych". Z kolei Matt Cutts, jeden z najbardziej cenionych blogerów z branży technologicznej, zastrzega, że zarabia nie tyle przez swój blog mattcutts.com, ile przez konto na Twitterze, na którym poleca niektóre produkty. Tak czy inaczej, wartość jego bloga jest dziś szacowana na około 0,5 mln dol. Działa tu prosty mechanizm: gdy autor bloga staje się autorytetem dla rzeszy czytelników, producentów ubrań czy sprzętu, nawet negatywna recenzja nowej linii produktów jest cenniejsza niż pominięcie jej milczeniem. No bo przecież blogi czyta się dla kąśliwych komentarzy, a czasem i po to, by się ze znanym blogerem nie zgadzać. Na dodatek sam adres internetowy staje się cenną marką.

Kasia Tusk kontra Fashionelka

Podobne zasady działają i w polskim Internecie, choć oczywiście skala jest znacznie mniejsza. Ale i tak najpopularniejszy polski blog – makelifeeasier.pl, czyli modowo--lifestyle'owy serwis Kasi Tusk – każdego miesiąca odwiedza około miliona internautów. A eksperci szacują, że córka premiera może zarabiać na swoich refleksjach o życiu i modzie nawet do 50 tys. zł miesięcznie.

Ponad 7 mln czytelników miesięcznie ma blog
perezhilton.com

Blogosfera i eksperci branżowi typują najlepszych zupełnie inaczej: np. zdaniem Kominka – okrzykniętego przez media „królem polskiego Internetu" i aktywnego promotora polskiej blogosfery – najcenniejsze blogi polskiego Internetu niekoniecznie należą do najpopularniejszych. W jego złotej dziesiątce są więc witryny takie jak: blog.mediafun.pl Macieja Budzicha, podrozniccy.com Anny i Jakuba Górnickich, którzy opisują swoje podróże i potrafią mobilizować internautów do interwencji wobec nieuczciwości niektórych firm, antyweb.pl i antyapps.pl, specjalizującego się w technologiach Grzegorza Marczaka.

Osobną ligę tworzą blogi modowe czy lifestyle'owe. Zarówno według Kominka, jak i branżowego magazynu „Press" w tej kategorii szczególny laur należy się Tamarze Gonzalez Perei – prowadzącej macademiangirl.com. – Zdążyłam się przyzwyczaić do tego, że to, co robię, jest raczej niszowe – komentowała Perea wyróżnienie w rankingu miesięcznika.

Autorka innego lifestyle'owego bloga – fashionelka.pl – Eliza Wydrych to podręcznikowy wręcz przykład, jak na polskim blogu można zarabiać. 100-tysięczna rzesza internautów, która każdego miesiąca zagląda na jej stronę, może przeczytać pojedyncze wpisy dotyczące konkretnych produktów – z reguły połączone ze zdjęciem i odniesieniem do strony firmowej producenta – albo też przez cały miesiąc zapoznawać się z ofertą określonej firmy. Za pierwszą formułę promocji zainteresowane firmy płacą kilka tysięcy złotych, za drugą – już około 40–50 tys. Tak czy inaczej Wydrych zastrzega, że ma kilkanaście ofert współpracy... dziennie.

Dziennikarze jutra

– Nie jestem w tym biznesie, żeby zyskiwać przyjaciół 
– mówi o mediach Nate Silver. I rzeczywiście, stopniowo między blogerami a dziennikarzami może powstawać przepaść. Ci drudzy mogą zarzucać pierwszym amatorszczyznę, braki w wiedzy czy nieumiejętność docierania do informacji, 
których nie ma w sieci. Ale i ci drudzy potrafią się odciąć. 
– Reporterzy przeceniają wartość swoich informacji „z wewnątrz". Nagminnie jesteście przez kogoś zwodzeni. I ci ludzie to zwykle profesjonalni kłamcy – kwituje lakonicznie Silver. Jego zdaniem FiveThirtyEight.com to „prawie na pewno dziennikarstwo" – i to nie gorsze niż w wykonaniu setki waszyngtońskich korespondentów.

– Dziś blogowanie jest znacznie ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej – twierdzi Nicole Beachum, konsultantka ds. marketingu sieciowego. – Obecnie każdy, od firm z listy Fortune 500 po niewielkie sklepiki, używa bloga, by poszerzać swoją obecność w sieci.

Autorytety, pod postacią mediów o wypracowanej renomie, powoli są zastępowane przez amatorów, którym z czasem udaje się zdobyć zaufanie sieci. W Polsce wpisy z najciekawszych blogów regula