Geniusze ze Lwowa

Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur. Niewielu pewnie słyszało o tych profesorach, a przecież lwowska szkoła matematyczna to oprócz Kopernika nasz największy wkład w światową naukę.

Banach za nic miał konwenanse, pasjonował się piłką nożną i szastał pieniędzmi na prawo i lewo. Choć skończył tylko dwa lata studiów, został profesorem. Dziś w matematyce powszechnej jego nazwisko jest najczęściej przywoływane zaraz po Euklidesie. Steinhaus, drugi z głównych bohaterów książki Mariusza Urbanka „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna", słynął z ciętego języka. W czasach PRL w rubryce „pochodzenie" konsekwentnie wpisywał „arystokracja plus burżuazja". Pozostawił po sobie nie tylko dzieła matematyczne, ale i książki popularnonaukowe, a także unikalny „Słownik racjonalny H. Steinhausa". Z kolei Stanisław Ulam, który w 1943 r. przyjął obywatelstwo amerykańskie, uczestniczył w programie budowy bomby atomowej. W swojej biografii „Przygody matematyka" napisał: „Czasem wydaje mi się, że najbardziej racjonalne wyjaśnienie wszystkiego, co zdarzyło się podczas mojego życia, brzmi tak: wciąż mam trzynaście lat i zasnąłem, czytając książkę Juliusza Verne'a lub H.G. Wellsa".

Urbanek pisze też o dziwactwach polskich naukowców. Prof. Stanisław Mazur, doktor honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, znany był z niechęci do publikowania swoich nawet najbardziej odkrywczych prac, czym doprowadzał do rozpaczy współpracowników. Ten matematyczny geniusz podobno nie radził sobie nawet z prostymi rachunkami podczas zakupów w kiosku Ruchu. „Genialni..." to pasjonujące historie Polaków, których prace do dziś są podstawą najnowocześniejszych wynalazków. Na przykład Stefana Kaczmarza, którego prosty algorytm jest podstawą tomografii komputerowej i cyfrowego przetwarzania obrazów. To lektura, od której trudno się oderwać.

Mariusz Urbanek, „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna", Wyd. Iskry 2014