Fotografia na szczycie

Tomasz Gudzowaty, Natalia LL, Tomasz Tomaszewski, Krzysztof Miller – ich fotografie docenił świat. Do tej mocnej listy dołączają obecnie kolejne nazwiska. Zdjęcia zrobione przez Polaków pokazywane są w prestiżowych magazynach i dziennikach, w galeriach oraz na festiwalach. Wraz z popularnością rosną również ich honoraria i ceny prac.

Fotografie Natalii LL przeżywają ostatnio swój renesans. Jej erotyczna „Sztuka konsumpcyjna" prezentowana była w Tate Modern w Londynie na poświęconej światowej historii 
pop–artu „The EY exhibition: The World Goes Pop". W grudniu prace Natalii LL pokazywane były na wystawie „Vivace" w wiedeńskiej Galerii Steinek. W stolicy Austrii można było zobaczyć również „Efekty uboczne" Kacpra Kowalskiego. Ten trzykrotny laureat World Press Photo miał równolegle indywidualne wystawy w Moskwie i w Nowym Jorku, a wcześnie w Salzburgu i we Frankfurcie. Z ekspozycją laureatów World Press Photo jego fotografie zjeździły w zeszłym roku cały świat. Wykonane z lotu ptaka, na paralotni, przypominają graficzne abstrakcje. Są portretem cywilizacji i zmian, jakie w środowisku wywołuje człowiek. 
– Cieszę, się, że robiąc zdjęcia polskiego krajobrazu, mogę opowiadać o problemach całego świata. Mają uniwersalne przesłanie. Mimo że właściwie latam wokół własnego komina, najczęściej nad Gdynią, gdzie mieszkam – żartuje fotograf. I docenia fakt, że może połączyć pasję do latania z fotograficzną, i na razie opiera się konkurencji dronów.

– Fotografia z serii „Plaża" w galerii w Wiedniu wyceniona została na 78 tys. euro. Ceny prac Kacpra Kowalskiego są obecnie tak wysokie, że ich sprzedaż na polskim rynku jest trudna – mówi Rafał Łochowski z reprezentującej Kacpra Kowalskiego Leica 6x7 Gallery Warszawa. 
– Nawet fotografie Steve'a McCurry'ego nie są tak drogie. Pamiętam, że gdy w 2013 r. 
„Plaża #7" została sprzedana za 36 tys. zł przy cenie wywoławczej 20 tys., słychać było głosy, że wycena jest niewspółmierna do dorobku młodego fotografa (dla porównania, dyptyk Stanisława Ignacego Witkiewicza „Nieśmiały Bandyta" i „Groźny bandyta" z 1931 r. sprzedano na tej aukcji za 60 tys. zł – przyp. red.). Smutne jest to, że bardzo często nie chcemy wierzyć w to, co nasze. Przed wystawą w 2014 r. zwróciliśmy się z propozycją do największych polskich mediów, żeby opublikowały materiał o Kacprze. Mieliśmy nagrany specjalny film. Nikt nie odpisał. Podobną ofertę wysłaliśmy do CNN, który odpowiedział pozytywnie. Potem się okazało, że materiał od CNN kupił i opublikował polski portal 
– opowiada Łochowski. I dodaje, że już teraz warto przyjrzeć się artystycznym fotografiom Tomasza Wysockiego. – Kosztują około 4 tys. zł, ale moim zdaniem warte będą dziesięciokrotnie więcej. W kwietniu fotograf będzie miał wystawę w Mediolanie.

Od pierwszego wejrzenia

Jednym z ważnych momentów w rozwoju kariery Kacpra Kowalskiego był jego udział w nowojorskim festiwalu Photoville (2014 r.). Na współorganizowanej przez Leica 6x7 Gallery Warszawa i Krzysztofa Candrowicza, dyrektora łódzkiego Fotofestiwalu, sekcji „Photopoland" pojawił się Bill Shapiro, wieloletni redaktor naczelny „Life Magazine". Zaproponował fotografowi wystawę w The Curator Gallery, prowadzonej przez Ann Moore, byłą szefową amerykańskiego medialnego potentata Time Inc. Shapiro sam został kuratorem wystawy o tytule „Above & Beyond". – Zakochałem się w jego zdjęciach w bardzo tradycyjny sposób. Od pierwszego wejrzenia – mówił.

W tym samym czasie na Photoville byli również Adam Pańczuk, autor nagradzanej na świecie książki fotograficznej „Karczeby", i Rafał Milach, dla którego Nowy Jork nie po raz pierwszy okazał się przyjaznym miastem. Wcześniej dostał nagrodę główną na New York Photo Festival i zdobył Grand Prix amerykańskiego konkursu Photography Book Now na najlepszą książkę fotograficzną. Na festiwalu nad Hudson River zaprezentował projekt „In the Car with R", powstały we współpracy z islandzkim pisarzem Huldarem Breiofjörem w czasie objazdu Islandii autostradą nr 1.

Wspólnie z Islandczykami i Sputnik Photos, międzynarodowym kolektywem fotografów z Europy Środkowo–Wschodniej, do którego należy, Rafał Miach zrealizował później serię opowiadających o wyspie filmów dokumentalnych. – Do tej pory pracowaliśmy głównie za granicą, chociaż projekty były inicjowane z Polski. Obecnie skupiamy się na „Lost Territories" („Stracone terytoria"), projekcie realizowanym na terenie byłych republik Związku Radzieckiego. Przygotowanie serii wystaw w prestiżowych miejscach na świecie wymaga dużo czasu. Projekt planujemy również pokazać w Polsce – opowiada fotograf.

Oferty od mediów zagranicznych posypały się, gdy rozpoczął współpracę z międzynarodowymi agencjami fotograficznymi. W 2008 r. otrzymał nagrodę World Press Photo za fotoreportaż o emerytowanych artystach cyrkowych „Znikający cyrk". Do ważnych osiągnięć Rafała Milacha na arenie międzynarodowej należą „The Winners". Fotografie i artykuł poświęcony temu białoruskiemu projektowi opublikował „Le Monde M Magazine", a książka fotograficzna znalazła się wśród finalistów konkursu współorganizowanego przez Paris Photo.

Autoportret dublera

Do grona laureatów World Press Photo należy również Ilona Szwarc – w 2013 r. zajęła trzecie miejsce w kategorii „Ludzie – portrety" za fotografię „Kayla" z serii „American Girls" prezentującej dziewczynki z ich lalkami sobowtórami. Drugi cykl poświęciła również małym Amerykankom, tym razem uczestniczącym w zabawie stereotypowo przeznaczonej dla chłopców – w rodeo.

Fotografka mieszka w Los Angeles. W Stanach Zjednoczonych ukończyła fotografię na The Yale University School of Art oraz School of Visual Arts w Nowym Jorku. W ostatnich latach oprócz amerykańskich wystaw jej fotografie gościły w Bilbao, Monachium, Lille i Paryżu.

We wrześniu 2015 r., na New York Art Book Fair w MoMA PS1, miał premierę wydany własnym sumptem, w limitowanej, liczącej tylko 500 egzemplarzy edycji feministyczny tryptyk fotograficzny „I am a woman and I feast on memory". Przedstawia on podobne do fotografki aktorki w różnych charakteryzacjach.

– Wszystkie te projekty są próbą zbadania, jak buduje się tożsamość kobiety w różnych kulturach. Fotografuję zawsze grupy kobiet, interesuje mnie typologia. Poprzez robienie castingów na „siebie", na kobiety, które wyglądają tak jak ja, a są Amerykankami, staram się siebie zaklasyfikować, zdefiniować, znaleźć grupę, do której mogę przynależeć. W taki przewrotny sposób, poprzez wykorzystanie dublera, robię autoportret – opowiada Ilona Szwarc.

Traumatyczny cykl autoportretów stworzyła Karolina Jonderko. Smutny, ponieważ na każdym z nich jest przebrana w ubrania zmarłej mamy. To niejedyny trudny temat, z jakim zmierzyła się młoda fotografkach. W „Zaginionych" sfotografowała puste pomieszczenia po osobach, które zniknęły bez śladu. Projekt pokazała na wystawie Circulations w Paryżu. – Spodobało mi się to, że otwarcie ekspozycji zostało podzielone na dwa dni. Pierwszego pojawili się krytycy sztuki i dziennikarze, kolekcjonerzy, można było z nimi swobodnie rozmawiać. Później zadzwonił do mnie jeden z nich i kupił dwie prace. Na drugi dzień na wystawę przyszły tłumy, całe rodziny z dziećmi. Nie mogłam się temu nadziwić – opowiada Karolina Jonderko.

Przedstawienie smutku i tęsknoty, z jakimi musi się zmierzyć każdy człowiek, jest odbierane z podobną intensywnością na całym świecie. Jej prace były przedstawiane na wystawach m.in. w Stanach Zjednoczonych, Portugalii, Anglii, Niemczech i Holandii. Publikowane m.in. w „The Huffington Post", „Daily Mail", „Incandescent Magazine", „VISION Magazine", „P3 Magazine", „Prism Photo Magazine", „Die Nacht" i „Visura Spotlight". Sukces odniósł również jej kolega z agencji NAPO Images Mateusz Sarełło, którego przesiąknięty nostalgią projekt „Swell", tworzony po tym, gdy rozstał się z dziewczyną, był prezentowany w kilkunastu miejscach na świecie.

W 2010 r. Karolina Jonderko zaczęła projekt „If I lay here" – to seria selfie przedstawiających leżącą i patrzącą w niebo fotografkę na tle Stonehenge, Tadż Mahal, wulkanu Hverfjall, Luwru, Times Square, krajobrazu jej rodzinnego miasta Rydułtowy i wielu innych miejsc. Fotografka dokumentuje w nim swoje podróże i własną, przychodzącą z czasem przemianę. Na jednym ze zdjęć widać panoramę Manhattanu. Pobyt w Nowym Jorku był dla niej spełnieniem marzeń – w 2015 r. odbyła tam praktyki w słynnej agencji Magnum Photos. – Pracowałam jako archiwistka, przed moimi oczami przewinęły się wszystkie najważniejsze światowe wydarzenia, których świadkami byli fotografowie Magnum. Widziałam archiwalne zdjęcia polityków, aktywistów, papieży, aktorów, muzyków itd. Do biura przychodzili fotografowie, o których uczyłam się na wykładach w łódzkiej Filmówce, których pracę podziwiałam. Niesamowite doświadczenie – opowiada.

W tym roku wybiera się do Anglii, gdzie dzięki stypendium polskiego ministra kultury sfotografuje rezydentów tzw. małej Polski – byłych polskich żołnierzy, którzy w czasie 
II wojny światowej walczyli pod dowództwem brytyjskim i po jej zakończeniu nie mogli wrócić do komunistycznej Polski. Obóz weteranów wojennych – Ilford Park – położony jest w hrabstwie Devon i jest ostatnim, nad którym opiekę sprawuje brytyjskie ministerstwo obrony.

Modni w modzie

Pracę i studia w Anglii dobrze wspomina Dominika Woźniak. – Tam nauczyłam się, jak ważne jest zaangażowanie całego zespołu. Miałam lekcje ze znanym fotografem mody Rankinem i Miss Anielą. Obecnie współpracuję z Gio Almą i Larą Jade. Inspiracji szukam u moich idoli, w sztuce i muzyce. Zawsze ciągnęło mnie do aparatu, chociaż zaczęłam od sportu, który nauczył mnie dobrej organizacji i odpowiedzialności. Uprawiałam pływanie, szermierkę i gimnastykę artystyczną, a potem zaczęłam podróżować. Fotografowałam Indie, Brazylię i bardzo szybko się od tego uzależniłam. Złożyłam dokumenty do trzech uczelni artystycznych w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że przyjęli mnie na wszystkie, zdecydowałam się na Birmingham City University. Zawsze staram się wybierać to, co najlepsze, dlatego zgłosiłam się do konkursu organizowanego przez Miami Fashion Week i... wygrałam. Zdobyłam tytuł International Student Fashion Photographer of the Year – opowiada.

W jednej z ostatnich sesji fotograficznych Dominiki Woźniak modelem był Andre Whyte, uczestnik „Top Model". Jej idolami są Tim Walker, Mario Testino i Norman Parkinson, a z Polaków – Szymon Brodziak. Fotograf ma prawie 50 tys. fanów na Facebooku. Jego czarno–białe zdjęcia były prezentowane w wielu miejscach na świecie, w tym w galerii Helmut Newton Fundation, dedykowanej mistrzowi wszech czasów czerni i bieli, na wystawie „Newton. Horvat. Brodziak". Był pierwszym polskim i najmłodszym fotografem goszczonym w „muzeum Newtona". – Szymon Brodziak ma również doskonale umiejętności menedżerskie i interpersonalne. Modelki go uwielbiają – opowiada Rafał Łochowski z Leica 6x7 Gallery Warszawa, która zorganizowała wystawę Brodziaka i promowała jego album „One". Wielokrotnie nagradzany fotograf, między innymi na festiwalu w Cannes, z powodzeniem publikuje w międzynarodowych magazynach mody. Choćby