Dzikość serc

Oto ośmioro wspaniałych, Ambitnych, utalentowanych i niezmanierowanych. Kamera ich kocha. Z wzajemnością. To do nich będą należały ten rok i następne lata w polskim kinie. Czekamy na zmianę warty na ekranie.
Aktorów recenzują dla nas: Łukasz Maciejewski (filmoznawca, krytyk filmowy i teatralny, współpracownik TVP i HBO, publikuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Filmie” i „Machinie”) oraz Wojtek Kałużyński, krytyk filmowy „Przekroju”, „Machiny”, „Dziennika Gazety Prawnej”.


Łukasz Maciejewski. Ulubienicą tego krytyka jest Joanna Kulig. Łukasz mówi o niej „gwiazda” i wróży jej wielką, międzynarodową karierę. Czy tak się stanie? Zobaczymy za kilka lat. Wojtek Kałużyński. Wie wszystko o polskim kinie. Wyróżnił Wojciecha Zielińskiego – jednego z najbardziej utalentowanych i obiecujących młodych aktorów, laureata Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego.
Jeśli jeszcze nie poznaliście nazwisk Gierszał, Kulig, Sujecka, Popławska czy Zieliński – niedługo o nich usłyszycie. I to nie raz. W kinach od marca możemy oglądać „Salę samobójców” i „Los numeros”, a za kilka
miesięcy zobaczymy „One”, „Kobietę z piątej dzielnicy” i „Lęk pierwotny”. A w nich – bohaterów naszej wiosennej sesji.
..........................................................................

Helena Sujecka: Dziecko w Disneylandzie

Rocznik 1984. Dwa lata temu skończyła wrocławską PWST, a teraz gra w tamtejszym Teatrze Muzycznym Capitol. Zagrała w pierwszej serii serialu „Hotel 52”.
W lutym zadebiutowała na wielkim ekranie bardzo dobrą rolą Kitki w filmie „Cudowne lato” Ryszarda Brylskiego. Partnerowała Katarzynie Figurze, która o jej roli wyrażała się w samych superlatywach. Podobnie – inni filmowi twórcy, a także krytycy filmowi. Mówi się o niej „aktorka jutra”, a także „polska Scarlett Johansson”. Jej gra jest subtelna, ale podszyta erotyzmem. Ona sama zaś na pierwszy rzut oka wygląda na zwykłą, niepozorną, bladą dziewczynkę z warkoczem. Lecz magnetyczne spojrzenie zdradza inteligentną i świadomą swoich atutów oraz talentu aktorkę. Wkrótce Helena Sujecka pojawi się w filmach „Być jak Kazimierz Deyna” i „Yuma” Piotra Mularuka (w tym ostatnim wystąpiła z Katarzyną Figurą, Tomaszem Kotem, Jakubem Gierszałem, Antonim Pawlickim). Mówi o swojej wielkiej miłości, jaką jest teatr, a swoją przygodę z filmem określa na razie mianem „pięknego romansu”. Ale zaraz dodaje: – Jestem bardzo głodna nowych ról. Czekam, aż będę mogła zagrać postać, która zupełnie mnie „przeczołga” jako aktorkę. Jestem świeżo po obejrzeniu filmu „Jestem twój” Mariusza Grzegorzka i przyznaję, że takie emocje teraz w filmie pasowałyby mi.
Jest bardzo głodna nowych ról. Czeka, aż będzie mogła zagrać postać, która zupełnie „przeczołga” ją jako aktorkę
Co mówi o sobie? – Jestem aktorką teatru muzycznego. Wiem, że aktorów musicalowych często w branży traktuje się niesprawiedliwym stwierdzeniem: „Pióro w dupę i na rewię”. Inni aktorzy i krytycy teatralni patrzą na nas trochę jak na ludzi z cyrku. Szkoda. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni. Może uda mi się przyczynić do zmiany tego stereotypu? My tych wątpliwości nie mamy.

Łukasz Maciejewski: Sujecka nie ma okładkowej urody – i to jest jej atut. Nie grozi jej wieloletnie mycie garów w telenowelach, jest na to zbyt oryginalna. W „Cudownym lecie” Brylskiego niewiele miała do zagrania. Jako sierotka bez mamusi, za to z nadpobudliwym tatusiem
i z nadzieją na amory, miała być przede wszystkim zagubiona i rozmarzona. Zagrała więcej, niż było w scenariuszu. Nie tylko nadzieje, także smutek.
Wojtek Kałużyński: Gdzieś się przemykała w tle „Rysia” czy „Pitbulla”, nieźle radziła sobie w teatrze, czasem ryzykowała, jak w roli Natazji Filipowny we wrocławskim „Idiocie”. Z pierwszym poważnym wyzwaniem filmowym w przeciętnym „Cudownym lecie” Ryszarda Brylskiego poradziła sobie bardzo dobrze. Czasem właśnie w takich produkcjach łatwiej jest zabłysnąć utalentowanej aktorce. Czekamy na więcej!
Zobacz film z sesji zdjęciowej młodych aktorów. Zdjęcia i montaż Mikołaj Tocki:

Antoni Pawlicki: Zapach napalmu o poranku

Aktorstwo dla niego to jak... „za pach napalmu o poranku”. – To po prostu walka – śmieje się Pawlicki.
Kilka lat po błyskotliwym debiucie w filmie „Z odzysku” Sławomira Fabickiego aktor o aparycji przedwojennego amanta unika „papierowej popularności”. – Telewizja jest tak silnym medium, że pokazując się raz czy dwa w jej produkcjach, zostaje się z miejsca celebrytą – mówi. Nie występuje w kolorowych magazynach. – Nie mam potrzeby dzielić się swoimi prywatnymi sprawami. Jak ktoś chce mnie poznać, zawsze może do mnie podejść i umówić się na piwo – kręci głową. Trudno było namówić go na sesję. – Nie znoszę pozować – tłumaczy. – Źle się czuję przed aparatem. Gdy ktoś mi każe „być przed obiektywem sobą”, to zaraz się spinam i pocą mi się ręce.
Jeden z przystojniejszych aktorów młodego pokolenia wciąż czeka na rolę życia...
Łukasz Maciejewski: Nie kupuję. Obiektywnie trudno mu cokolwiek zarzucić. Jest fotogeniczny, ma ambicje (nie bywa na bankieciskach), a jednak trudno go zapamiętać. Konrad w „Cudownym lecie” czy Robert w „Ostatniej akcji” są równie bezbarwni. Nie wiem tylko, czy to wina aktora, czy filmów.
Wojtek Kałużyński: Wciąż bez własnego miejsca. Za „Z odzysku” Fabickiego był chwalony, ale tej roli nie polubiłem. Później było raz lepiej („Jutro idziemy do kina”, „Katyń”), raz gorzej (w „Drzazgach” za grzeczny, w „Małej Moskwie” bezbarwny). Ale w „Kołysance” pokazał ciekawą vis comica, a w „Cudownym lecie” trafił idealnie w pastiszowy ton.

Justyna Schneider: Chłodna piękność

Rocznik 1987. Młodsza siostra Joanny Kulig. Z nią też występu­je w „Los numeros” Ryszarda Zator­skiego, który w marcu wszedł do kin.
Zagrała w policyjnym serialu „Nowa” i w „Kumulacji” Zatorskiego. To pierwsza główna rola filigranowej, chłodnej piękności. Na planie „Los numeros” Joanna Kulig nie mogła powstrzymać wybuchów śmiechu. – My, siostry, gramy razem! – śmiała się. O pięć lat młodsza od niej Justyna zawsze chciała być aktorką. Najbardziej lubi role ekspansywnych bohaterek. O „swojej” filmowej Annie z „Kumulacji” mówiła: – Łatwiej byłoby mi zagrać dziewczynę ostrą i twardo stąpającą po ziemi, bo byłoby mi do niej bliżej. Czym dla niej różni się praca na planie i w teatrze? – Komfort pracy w filmie polega na tym, że wszystko można powtórzyć, inaczej niż w na sce­nie – mówiła. Roześmiana, uważna i pracowita. Oby zostało jej to na dłużej!
Łukasz Maciejewski: Aktorstwo ma chyba w genach. Młodsza siostra Joanny Kulig przebojem zdobywa rynek telewizyjny i kinowy. W seria­lu „Nowa” jako młoda policjantka, absolwentka szkoły policyjnej w Szczytnie, świetnie uzupełniała się z Marcinem Bosakiem. W „Los numeros” Ryszarda Zatorskiego najwyraźniej sam reżyser nie wiedział, czy Justyna – filmowa Ania – ma być postacią przerysowaną, czy wycieniowaną, ale Schneider i tak się wybroniła. Jest urodziwa, ma temperament. Przyszłość przed nią!
Wojtek Kałużyński: Tabula rasa. De­biut w kryminalnym serialu „Nowa” jest obiecujący, ale w gruncie rzeczy prawie nic nie mówi o aktorskich możliwościach Schneider. Więcej pewnie dowiemy się po premierze „Los numeros”. Na razie zdobywa popularność tylnymi drzwiami – przez Plotka i Pudelka. Skutecznie. Zmiana nazwiska (by nie mylono jej z siostrą) trochę jednak śmieszy.

Jakub Gierszał: Emoanioł w roli nowej gwiazdy?

Najmocniejsze nazwisko tego roku. Miał udany debiut („Wszystko, co kocham”), za którym poszły inne równie dobre role.
Młodziutki Gierszał (rocznik 1988, skończył krakowską PWST) zdobył pochwały przede wszystkim dzięki udziale w głośnym filmie Jana Komasy „Sala samobójców”. To historia Dominika, chłopaka, który ma w życiu wszystko: przyjaciół, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze. Pewnego dnia zaczyna flirtować w sieci z tajemniczą dziewczyną – intrygującą, niebezpieczną, przebiegłą. Ona wprowadza go do „Sali samobójców” – miejsca, z którego nie ma ucieczki. Wplątany w śmiertelną intrygę Dominik straci to, co w życiu najcenniejsze. O swojej karierze Gierszał mówi z wielką ostrożnością: – Nie zamierzam nic planować, bo to, czy dostaję propozycje, nie ode mnie zależy. Mam nadzieję na spotkanie ciekawych osobowości.
Aktorstwo dla mnie to głód świata i podejmowanie wyzwań. Artysta, który nie walczy o swój rozwój, zaczyna chałturzyć. A ja po prostu chcę grać
W życiu chcę różnorodności – żeby dotknąć jak najwięcej. Nie widać go w serialach. – Działalność artystyczna to dla mnie głód świata i podejmowanie wyzwań – mówi. – Artysta, jeśli się poddaje i nie walczy o swój rozwój, chałturzy. Ja po prostu zawsze chciałem grać w filmach i wiedziałem, że to jest moja droga. Cieszę się, że udaje mi się ten plan realizować. Staram się robić swoje. Myślę, że w aktorstwie ważne są pokora i cierpliwość. Dlatego staram się ich uczyć.Co jeszcze jest dla niego ważne? Rodzina. – Mama widziała spektakl dyplomowy i była na premierze filmu – zwierza się Gierszał. – Ważne jest czuć, że ma się „plecy”, wsparcie bliskich.

Łukasz Maciejewski: Czas na Gierszała? Śliczny emo-aniołek z „Sali samobójców” Komasy pokazuje aktorski temperament. Mógłby być urodziwą kicią naszego kina, gdyby powstawały u nas filmy takie jak „Śniadanie na Plutonie”. Ale (jeszcze) nie powstają. Jako Dominik w „Sali samobójców” jest nie tylko słodki. Wyważona, gorzka kreacja zatracającego się w internecie