Dziewczyny z klawiaturą

Świat IT przez wiele lat zarezerwowany był dla mężczyzn. Kobiety nie tyle były niechciane. Raczej same nie chciały go odwiedzać. Dziś jest inaczej, dziewczyny uwierzyły w siebie i bez pardonu wkroczyły w informatyczną rzeczywistość.

Na biurku stoją obok siebie dwa wielkie monitory z przedzielonymi na pół ekranami. Na każdym wyświetla się co innego. Wokół powiewają kolorowe karteczki, a na nich zanotowane kody, skróty i zdania. Centralne miejsce zajmuje kubek kawy i... żółta gumowa kaczka. Biurka programistek, choć każda z nich jest inna, są do siebie bliźniaczko podobne.

Veni, vidi, vici

W dużym uproszczeniu świat IT można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to hardware, czyli wszystko, co fizycznie związane z komputerem, a więc jego części mechaniczne i urządzenia peryferyjne. Druga to software, nienamacalny, wirtualny świat, który istnieje jedynie w pamięciach i na dyskach twardych komputerów. Software to oprogramowanie. Kilkadziesiąt lat temu w amerykańskim świecie raczkującej informatyki hardware dedykowany był głównie mężczyznom, jako dziedzina trudniejsza i bardziej skomplikowana. Software zaś postrzegany jako lekki, łatwy i przyjemny przeznaczony był przede wszystkim dla kobiet. Niebawem sytuacja zmieniła się diametralnie, informatyką zawładnęli mężczyźni. Dziś do świata IT powraca równowaga, kobiety weszły do niego szturmem i nie odpuszczą.

Amanda Waliszewska przez pięć lat studiowała prawo, mimo to nie została prawniczką. Nie podeszła do ostatniego egzaminu, rzuciła szkołę i zaczęła szukać swojego miejsca na świecie. – Ludzie wmawiali mi, że jestem humanistką – wspomina. Tymczasem jeszcze na uniwersytecie więcej radości sprawiało jej rozwiązywanie matematycznych zagadek niż czytanie opasłych tomów historii jednego paragrafu. Niebawem rozpoczęła pracę w mediach, szło jej świetnie. Była pełna pomysłów i zapału, jeden sukces przynosił kolejny. Ciągle jednak czegoś jej brakowało, z Wrocławia przeprowadziła się do Warszawy i od razu podjęła ryzykowny krok. Wszystkie oszczędności wydała na kurs programowania, bo... jak mówi, zawsze dobrze czuła się przed komputerem. Tyle wystarczyło, żeby z pustymi kieszeniami przez miesiąc codziennie siadać przed monitorem i uczyć się zupełnie nowych rzeczy. – Jestem osobą, która jeśli nie spróbuje, to się wkurzy – mówi Amanda. Spróbowała, kurs skończyła, ale wciąż nie czuła się programistką. – Ktoś mnie wypchnął na pierwszą rozmowę kwalifikacyjną, sama bym się bała – wspomina i dotyka sedna. Branża informatyczna nigdy nie była szczelnie zamknięta dla kobiet, to raczej one same unikały jej jak ognia. – Dziewczyny nie czują się pewnie, chłopaki nie mają tych blokad, nie czekają na stworzenie genialnego portfolio, od razu rzucają się na głęboką wodę – tłumaczy Amanda, dziś programistka DaftCode, autorka bloga Hakierka.pl i jedna z organizatorek Geek Girls Carrots.

Zaprogramować siebie

Do dziś większość gier komputerowych kierowanych jest głownie do męskich odbiorców. Wielki biust Lary Croft, szybkie samochody z „Need for Speed", krwawe rzeźnie z „Counter Strike'a" czy lśniące zbroje z „Fallouta" to gratka przede wszystkim dla chłopców. Tych małych i trochę większych. Nic więc dziwnego, że dziewczęta przez lata omijały chłopięce wirtualne podwórko. Dziś podziały między płciami nie są tak sztywne jak jeszcze kilka lat temu. Dziewczyna z konsolą w ręku nikogo nie dziwi ani nie budzi kontrowersji, mimo to kobiety wciąż niepewnie stąpają po digitalowej rzeczywistości. – Boją się. Myślą, że programowanie to czarna magia – tłumaczy Kasia Łabędź, web deweloperka Sii. Po czym pospiesznie dodaje: – Nie oszukujmy się, programowanie to tak samo kobiecy, jak i męski zawód. Kobietom należy to uświadomić, a mężczyźni muszą to zrozumieć i zaakceptować.

Problem jednak nie leży w krzywdzących stereotypach, ale w braku pewności siebie. – Dziewczyny myślą, że nie mogą popełniać błędów. Chłopcy się wspierają, a dziewczyny ze sobą rywalizują – tłumaczy Kasia Wrzałka, programistka firmy Coobers, która sama długo nie mogła uwierzyć we własne umiejętności. Skończyła studia matematyczne. Wiedziała, że nie chcę być ani nauczycielką, ani pracować w banku. Szukała swojego miejsca na rynku pracy. Najpierw padło na Stocznię Gdańską, gdzie zrobiła staż. Praca była ciekawa, tworzyła bazy danych, jednak po kilku miesiącach znów stanęła przed dylematem: co dalej? Zaczęła wysyłać CV gdzie popadnie. Młoda dziewczyna z umysłem ścisłym była ciekawym kąskiem dla potencjalnych pracodawców, a mimo to nie mogła znaleźć zatrudnienia. – Trudno przekonać kogoś, że coś się umie, jeśli w rzeczywistości się tego nie umie – kwituje. Nie poddała się. Zamiast rozłożyć bezczynnie ręce, poszła do urzędu pracy i zapisała się na kurs programowania. Potem poszło z górki, bo programiści na brak ofert pracy nie mogą narzekać.

Kod sukcesu

Programistki na swoją skrzynkę na portalach rekrutacyjnych dostają tygodniowo od kilku do kilkudziesięciu ofert pracy, nie tylko z Polski. Współczesny świat staje się coraz bardziej zinformatyzowany, a rynek wciąż jest głodny specjalistów IT. Nie zanosi się, aby ten trend miał się zmienić w ciągu najbliższych lat. – Co chwilę rodzą się nowe potrzeby, które trzeba zaspokoić – tłumaczy Amanda Waliszewska. Co prawda wiele z ofert pochodzi od rekruterów, którzy poza zatytułowaniem oferty „Szanowana Pani" nie zadają sobie trudu, żeby zmienić końcówki czasowników na żeńską formę. Na szczęście już po krótkim stażu w branży bez trudu można oddzielić ziarno od plew i umiejętnie wybrać najlepszą z ofert. Sama rekrutacja zwykle jest już tylko formalnością. Pracodawcy nie rozliczają kandydatów z certyfikatów i wykształcenia. Ważne są, tylko i aż, umiejętności. – Przed rozmową warto sprawdzić w internecie, jakie pytania najczęściej zadaje rekruter – zdradza Waliszewska. Kolejnym krokiem jest wykonanie wyznaczonego zadania: napisanie kodu lub znalezienie błędu. Najważniejsze nie jest zaprezentowanie szerokiej wiedzy, ale umiejętność logicznego myślenia.

Prawdziwych profesjonalistów jest jak na lekarstwo. Bo choć dziś programistą może zostać każdy, to niestety, nie każdy powinien. – Polecam programowanie każdemu, dzięki niemu można tworzyć wirtualną rzeczywistość wokół siebie, a sama umiejętność programowania przydaje się w każdej dziedzinie życia. Tu nie ma nic skomplikowanego – zachwala Kasia Łabędź. Jak potwierdzają wszystkie programistki, czar ich pracy polega na logicznym myśleniu. – Nie każdy może zostać programistą, ale każdy powinien spróbować. Tak jak każdy umie pisać, ale nie każdy pisze książki – przekonuje Zuzanna Pacholczyk, która poza programowaniem organizuje spotkania technologiczne i warsztaty programistyczne w ramach Geek Girls Carrots, jest też tutorką podczas warsztatów Django Girls. Co musi mieć programista? – Przede wszystkim umysł ścisły – bez wahania odpowiada Katarzyna Wrzałka.

W czasie gigantycznego i stale rosnącego popytu na informatycznych fachowców nietrudno nauczyć się programowania. W internecie roi się od kursów, wiele z nich jest darmowych. Jedyne, za co trzeba zapłacić, to certyfikat ukończenia. Ceny nie są wywindowane, 99 dolarów za poświadczenie zakończenia nauki to niewielka stawka przy ogromie wiedzy, którą można posiąść w ciągu kilku miesięcy. Wszelkiej maści bumelanci i leserzy powinni zrezygnować od razu. Nawet przed domowym komputerem potrzeba sporo samozaparcia i dyscypliny, żeby się czegoś nauczyć. Najlepsze kursy organizują amerykańskie uczelnie, z Harvardem łącznie. Wykładowcy online sprawdzają postępy w nauce, zadają prace domowe, organizują egzaminy, można ich śmiało dopytać o szczegóły, a nawet zakwestionować ocenę. Jeden z takich kursów otworzył drzwi do programowania Kasi Łabędź. Gdy zmieniła studia z inżynierii biomedycznej na informatykę, okazało się, że jest w tyle ze sporą częścią materiału. Uniosła się ambicją i wzięła sprawy w swoje ręce. W sieci znalazła kursy programowania, wybrała pierwszy z brzegu i przez sześć miesięcy codziennie pochłaniała kolejną dawkę wiedzy. Gdy już było po wszystkim, okazało się, że kurs był jednym z najtrudniejszych. – Na początku myślałam, że to czarna magia, potem było z górki – przyznaje dumnie Łabędź. Dla mniej zdyscyplinowanych i bardziej zamożnych zostają kursy stacjonarne. Miesięczny kurs to koszt od 8 do 12 tys. zł. Jednak, jak zapewnia Waliszewska, jest sporo plusów. – Zawsze ktoś z tobą usiądzie i odpowie nawet na najgłupsze pytanie – przekonuje. Ci, którzy od początku wiedzą, czego chcą, zwykle wybierają studia kierunkowe. Klasyczną drogę do świata IT pokonała Zuzanna Pacholczyk. – Zawsze byłam piątkową uczennicą, która we wszystkim sobie dobrze radzi, trudno było mi się zdecydować na jedną rzecz – wspomina. Wybrała informatykę, już na drugim roku poszła na staż i zaczęła programować. Szybko okazało się, że podręcznikowa wiedza ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Skrobanie marchewek

Branża informatyczna rozwija się w błyskawicznym tempie. I choć popyt na programistów jest duży, łatwo spocząć na laurach i przespać swoje pięć minut. – Programowania nie można się nauczyć raz na zawsze – przekonuje Waliszewska. Świat IT zmienia się bardzo dynamicznie. Owszem, języki programowania działają według określonych prawideł i są do siebie podobne, jednak ciągły rozwój technologiczny nie pozwala na odpoczynek. – Po pracy nie wracam do domu i nie włączam telewizora – mówi Kasia Łabędź. Wszystkie programistki zgodnie podkreślają, że największym walorem ich pracy jest możliwość ciągłego rozwoju. – Musisz ciągle się uczyć, inaczej odpadniesz – dodaje Kasia Wrzałka. Miłośnicy software'u spotykają się na konferencjach, warsztatach, a także w wirtualnym świecie, na forach, stronach i portalach, żeby wymieniać się nowinkami, wspólnie rozwiązywać problemy, dyskutować i tworzyć. Najpopularniejszą społecznością zrzeszającą kobiety pracujące w IT jest Geek Girls Carrots. Marchewki skupiają dziewczyny, dla których technologie są pasją. Wspólnie organizują wykłady i warsztaty, ale przede wszystkim udowadniają kobietom, że mają równe szanse na rynku pracy, bo język programowania nie odmienia się przez rodzaje. – Płeć nie wpływa na logiczne myślenie. Często same sobie narzucamy ograniczenia – tłumaczy Zuzia Pacholczyk.

Obecnie w branży IT, choć kobiety nie są ewenementem, wciąż jest ich mniej niż mężczyzn. – W trakcie studiów na 100 mężczyzn przypadało 10 dziewczyn. Dziś w moim zespole pracuje 20 osób, z tego tylko cztery to dziewczyny – opowiada Pacholczyk. Na szczęście, mimo tych nierówności, dyskryminacja kobiet to przeszłość. – Potencjalny szef nie patrzy na płeć, ale na umiejętności – przekonuje Łabędź. Atmosfera w pracy zależy przede wszystkim od zespołu. Rzadkością są złośliwe teksty kolegów z sąsiedniego biurka, choć dowcipy o kobietach w IT przewijają się stale. Najbardziej znany porównuje kobiety programistki do świnek morskich – ani świnki, ani morskie. Wyświechtany w branży żart już nikogo nie dotyka i powoli też przestaje bawić. Bardziej wybrednych dowcipnisiów najłatwiej posta