Dress code sukcesu

Czy źle dobrana poszetka może przekreślić szanse na awans? A zbyt pojemna torba zaprzepaścić wielotygodniowe negocjacje? Może. Czasami w podobnym stopniu, 
co „nie taki” garnitur lub garsonka. Ale stara biurowa moda powoli odchodzi już do lamusa. Jak więc wyglądać, by dobrze się sprzedać?

Kiedy prezydent USA Barack Obama przyznał publicznie, że Kamala Harris jest „zdecydowanie najładniejszym prokuratorem generalnym", wybuchła awantura. Posypały się oskarżenia o seksizm. Nie miało znaczenia, że całe zdanie wypowiedziane przez prezydenta podczas spotkania w Kalifornii brzmiało: „Jest błyskotliwa, oddana swojej pracy i konsekwentna. Zarazem jest też zdecydowanie najładniejszym prokuratorem generalnym". Kobiety długo walczyły o to, by oceniano je według ich kwalifikacji, a nie urody – napisał „New York Magazine" i był to jeden z najdelikatniejszych komentarzy.

Niechętnie to przyznajemy, ale oceniamy innych po wyglądzie. Zdaniem psychologów to nieuniknione. Wynika z natury człowieka, która każe mu iść na łatwiznę i wyciągać wnioski możliwie najmniejszym wysiłkiem. Właśnie z tego powodu odpowiedni wygląd zapewnia politykowi głosy wyborców, a wszystkim innym otwiera drzwi do kariery.

Liczy się opakowanie

Siła pierwszego wrażenia jest ogromna. To ono w dużej mierze przesądza o tym, czy chcemy bliżej poznać daną osobę. Kredyt zaufania dajemy tylko tym, którzy ujęli nas swoim wyglądem, zachowaniem, sposobem mówienia. Tak reagują wszyscy: nowi znajomi, rekruterzy, pracodawcy. Dlatego ci „atrakcyjni" – zadbani i odpowiednio ubrani – łatwiej zdobywają pracę – przekonują naukowcy z uniwersytetu w Mesynie. I mają na to dowody. Wysłali do pracodawców ponad 10 tys. CV o identycznej treści. Zmieniali tylko adres, imię i nazwisko oraz zdjęcie fikcyjnego kandydata. Na aplikacje opatrzone zdjęciami kandydatów o przeciętnym wyglądzie opowiedziało 30 proc. firm. W przypadku zadbanych kobiet odzew był znacznie większy – zgłosiło się 54 proc. firm, do których wysłano dokumenty. Do odpowiednio wyglądających panów odezwało się 47 proc. firm.

– Dlatego na rozmowę kwalifikacyjną trzeba przyjść skromnie ubranym 
– mówi Krzysztof Łoszewki, znawca mody 
i savoir–vivre'u. I wylicza: – Nie kokietujmy strojem osoby, która siedzi naprzeciwko. To żelazna zasada, która dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Wyglądamy schludnie, ale nie pachniemy nadmiernie perfumami. Bo to przeszkadza.

Jeśli kobieta zdecyduje się na spodnie, powinny być długie i luźne (w żadnym razie do połowy łydki). Obowiązują zakryte ramiona (zawsze!), dekolt – tylko niewielki. Młody mężczyzna może się pokazać przyszłemu pracodawcy w granatowych dżinsach (byle nie były podarte i sprane), bawełnianej marynarce, gładkiej koszuli (grube paski czy kratka – wykluczone) z długim rękawem i klasycznych butach (sandały i adidasy nie nadają się na tę okazję).

– Stawiamy na proste fasony i stonowane kolory – podkreśla Krzysztof Łoszewski. – Bezpieczniej trzymać się klasyki, niż dawać krok do przodu, bo to nie zawsze się podoba.

Ten szkodliwy... 
seksapil

– Najbardziej liczą się kompetencje kandydata, ale... – zawiesza głos Julia Włosowicz z Agencji Pracy Lobo HR w Poznaniu. Przekonuje, że nieodpowiedni wygląd może przekreślić szanse na awans. – Włosy sięgające niżej karku czy zarost na twarzy nie dodają mężczyznom wiarygodności. Kto nosi brodę, powinien ją zgolić (chyba że coś przykrywa, np. bliznę). Żaden spośród stu najlepszych handlowców na świecie nie nosi brody. Z kolei kobietom w karierze szkodzi... seksapil. Krótkie spódnice i głębokie dekolty są uważane za dowód nieprofesjonalnego zachowania i braku powagi.

A i potem, kiedy już zostaniemy zatrudnieni, strój może przesądzić o tym, jak będziemy postrzegani przez przełożonych. Z analiz szkockiego Uniwersytetu St. Andrews wynika, że szefowie najbardziej lubią pracowników w sam raz. Zbyt chudzi podobają się tylko jednej trzeciej, a z większą liczbą kilogramów – jednej piątej. Szczupli uchodzą za wyjątkowo sumiennych (wysportowana sylwetka świadczy o silnej woli), a zadbani – interesujących i szczęśliwych. Oczywiście, mowa o stereotypach, które bywają dalekie od prawdy. Jednak wśród najbardziej wpływowych amerykańskich bizneswoman (np. Indra Nooyi, prezes PepsiCo, Patricia Woertz, prezes Archer Daniels Midland, czy Irene Rosenfeld, dyrektor generalny Kraft Foods) próżno szukać przykładów niestosownie ubranych kobiet.

Klasyczne łamanie zasad

– Im wyższe stanowisko, tym bardziej klasyczny strój – mówi Anna Męczyńska, stylistka i kostiumograf. Pod koniec lat 90. korporacje zaczęły się przyglądać osobom, które je reprezentują. Pojawił się termin „dress code". Wtedy zasady były proste. Wystarczyło postawić na klasykę, w której najważniejszym kolorem nie jest czarny ani szary, lecz granatowy. Zatem mężczyzna – w granatowym garniturze, białej lub jasnoniebieskiej koszuli, w ciemnym krawacie i w klasycznych butach (brązowych albo czarnych). Kobieta też skromnie (bez nadmiaru wzorów, barw i biżuterii) – w żakiecie ze spódnicą do kolan lub spodniami, w koszulowej bluzce, rajstopach (nawet latem) i zabudowanych czółenkach (przysłaniających stopy i palce). – Tak ubrani i dziś możemy mieć pewność, że wyglądamy właściwie. Klasyka zawsze się sprawdza. Dlatego wiele korporacji nadal wymaga przestrzegania tych zasad – mówi Krzysztof Łoszewski. Ale coraz częściej słyszy w firmach, do których jest zapraszany: nie chcemy rozmawiać na temat garniturów i garsonek. To już wiemy. Proszę nam powiedzieć, jak ubrać się inaczej i pozostać wiarygodnym.

Bo trzydziestolatków trudno dziś przekonać do klasycznych garniturów, sztywnych żakietów i bluzek. Młode kobiety chcą korzystać z mody i wyglądać w pracy atrakcyjnie. 
– Mają rację, można inaczej. Rygorystyczny dress code zmienia się wraz z modą, biegiem czasu. I coraz bardziej przypomina smart casual – przyznaje Krzysztof Łoszewski. Dlatego mężczyznom zamiast wełnianego garnituru proponuje znacznie lżejsze spodnie i marynarkę z bawełny. Naturalna tkanina, nawet lekko wygnieciona, doda sznytu całej postaci. Takie ubranie może być granatowe, ale nie musi: do wyboru są też np. jasny beż albo khaki. Sprawdza się łączenie kolorów, choćby granatowa marynarka z beżowymi spodniami. Buty jednak muszą być klasyczne, zabudowane, na skórzanej podeszwie. I jeszcze jedno – nawet jeśli bardzo modne jest nienoszenie skarpetek, w oficjalnych sytuacjach są one obowiązkowe.

Krawaty... coraz częściej ich nie ma, ale koszula nadal musi być z długim rękawem (z krótkim – jest ubraniem sportowym). W pracy mężczyzna może zdjąć marynarkę, podwinąć rękawy do łokcia i będzie to dobrze wyglądać.

Inaczej niż wszyscy

– Kiedy kobiety mówią mi, że lubią indywidualizować swój wizerunek, pytam: co to znaczy? Na przykład do żakietu ze spodniami włożyć odjazdowe buty, odpowiadają. Zawsze wtedy ostrzegam, że ekstrawagancki, zbyt kolorowy strój rozprasza osobę, którą usiłujemy do czegoś przekonać albo coś z nią wynegocjować. Po chwili, zamiast słuchać tego, co mówimy, myśli tylko: co ona na siebie włożyła? Dlatego choć kobiece pisma lansują ostatnio pomarańczowy z cytrynową żółcią, do pracy wybieramy stroje w spokojnych, stonowanych kolorach – przekonuje Krzysztof Łoszewski. Nie musi być żakiet ze spódnicą do kolan. Może być sukienka, ale klasyczna, jednobarwna, z dyskretnym dekoltem i rękawami, do łokcia lub 3/4. Przezroczystości i błyszczące tkaniny są niestosowne. Można sobie pozwolić na drobny deseń czy delikatne poziome linie. Ale duży wzór – już nie. Optycznie powiększy sylwetkę. Buty na obcasach? Jak najbardziej, o ile umiemy je nosić. Świetnie sprawdzą się czółenka na 4–centymetrowych obcasach.

W modzie męskiej wraca kamizelka, to będzie must have najbliższego sezonu jesienno–zimowego. Nie było jej całe lata, a szkoda, bo pomaga mężczyźnie. Optycznie go wyszczupla i pilnuje, by koszula nie wychodziła ze spodni – przekonują styliści. Kamizelka w stylu smart casual może mieć delikatny wzór i inny kolor niż marynarka ze spodniami. Wyobraźmy sobie zestaw: granatowe bawełniane spodnie, ciemnobrązowa marynarka i beżowa kamizelka. Jest bardzo elegancki i świetny na biznesowe spotkanie.

To nie koniec powrotów. Kolejne to: szerokie spodnie (koniec z wąskimi, przykrótkimi biodrówkami) i dłuższe marynarki (zupełnie inne niż modne ostatnio niemal damskie żakiety, dopasowane, krótkie i sięgające ledwie połowy pośladków).

W damskich kolekcjach jesienią królują kraty. Ten element mody też można wykorzystać w oficjalnym stroju, ale trzeba wybrać odpowiednie, stonowane kolory, np. granat z butelkową zielenią albo brąz z jasnym beżem. Wśród modnych obecnie barw jest właśnie brąz w różnych odcieniach, a także bordo, którego też dawno nie było. Jasna bluzka i spódnica w kolorze bordo – taki zestaw pozwala odejść od granatu czy grafitu. Czyli barw, które noszą wszyscy.

No i jeszcze jedno: konieczna jest dbałość o szczegóły. Teczka, torebka, pióro, okulary... Te przedmioty też są źródłem informacji i budują nasz image, a on powinien być spójny.

Autoprezentacja to władza

Wizerunek to nie tylko nienagannie skrojony garnitur i gadżety. Od mężczyzny wymaga się garnituru, kobieta musi być „zrobiona". 
– Nie ma mowy o pokazaniu się bez makijażu – mówi Anna Męczyńska. Zasada jest prosta: im bardziej naturalnie wyglądasz, tym lepiej. Matujący podkład, wytuszowane rzęsy, dyskretna kreska eyelinera i koniecznie stonowana pomadka. – A do tego obowiązkowo: zadbane paznokcie (długie, ostre tipsy są w złym guście), białe zęby 
i... wydepilowane nogi.

Czy warto przypominać o sprawach tak oczywistych? Cóż, Julia Roberts na premierze filmu „Notting Hill" pokazała się z niewygolonymi pachami. Miała sukienkę bez ramion i specjalnie pomachała do czekających na nią fanów. Ten jej wybryk przeszedł do historii. Aktorka podkreślała, że chodziło o manifestację w stylu: depilacja to mój wybór... Z kolei Hillary Clinton, jeszcze jako senator Nowego Jorku, podczas służbowej podróży w Azji wystąpiła bez makijażu. Prasa na całym świecie opublikowała zdjęcia „Hillary au natural". A ona skwitowała to śmiechem. – Nie obchodzą mnie opinie innych – przekonywała w wywiadzie dla CNN. Jednak teraz, kiedy walczy o demokratyczną nominację i Biały Dom, nie pozwala już sobie na taką swobodę.

Biznes, podobnie jak polityka, jest często grą pozorów. To one sprawiają, że komuś ulegamy, wierzymy w jego kompetencje i profesjonalizm. Czasem tylko dlatego, że nienagannie wygląda. Autoprezentacja to ogromna władza, jaką posiadamy nad innymi. Od nas zależy, czy z niej skorzystamy.

W  dobrym stylu

Torba (i teczka)

Wielkość ma znaczenie

Męska teczka nie powinna być większa niż pudełko zawierające dwa tomy encyklopedii. Z teczką przypominającą walizkę będziemy wyglądać na niezorganizowanych. 
Podobnie w przypadku kobiet – gdy liczy się wiarygodność, duża torebka jest niedopuszczalna.

Konserwatywny luz