Diabelski róg obfitości

Większy wybór to większe możliwości? Niekoniecznie, bo coraz częściej powtarzamy sobie ku przestrodze: lepsze jest wrogiem dobrego. Podejmując decyzje, jesteśmy zdani tylko na siebie. Ta świadomość bywa paraliżująca..

„Życie to sztuka wyboru" – głosił slogan reklamowy popularnych lodów na patyku. I faktycznie: każdego dnia musimy podejmować dziesiątki, jeśli nie setki decyzji. Od pozornie błahych – w co się ubrać, co zjeść, którędy pojechać do biura, aby ominąć korki, po te naprawdę istotne – jaką drogą zawodową podążać, ile czasu poświęcić najbliższym, a ile pracy, oraz kiedy wreszcie zrealizować własne marzenia.

Pokój z widokiem... na autostradę

Nadmiar – możliwości, opcji, towarów... Po latach PRL, zakupów na kartki, pustych półek w sklepach nadeszła era obfitości. Producenci prześcigają się w oferowaniu coraz to nowych rozwiązań, rynek pracy ewoluuje w tempie porównywalnym jedynie do rewolucji przemysłowej, a nowe media i towarzyszący im nieustanny strumień informacji dosłownie bombardują nas wciąż nowymi danymi. Jak wybrać te istotne?

– Nasze mózgi nie są zaprogramowane na analizowanie i podejmowanie decyzji – tłumaczy Michał Grzesik, psycholog i trener biznesu. – Ewolucyjnie nauczyliśmy się polegać na intuicji. Dzięki niej możemy instynktownie szybciej reagować. I to wcale nie znaczy, że jest tak źle. Takie rozwiązanie ułatwia codzienne funkcjonowanie. Podam przykład spoza psychologii: w dziedzinach nauk statystycznych są specjalne, potężne oprogramowania, które służą tylko do tego, by z ogromu danych wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Bez algorytmów sami tych danych po prostu nie umiemy analizować – dodaje.

– Szczerze mówiąc, nie lubię decydować – przyznaje Ewelina Zając, account executive w agencji reklamowej. W pracy rzetelnie pilnuje projektów, realizuje je krok po kroku. Wszystko ma z góry ustalone. Niestety, w życiu tak jasnych wytycznych już nie ma. – Najgorsze są wakacje. Co roku muszę wybrać, dokąd pojechać – uśmiecha się na myśl o swoistym rytuale. Kupuje zawsze mnóstwo przewodników, czyta fora, porównuje oferty biur podróży, a i tak zawsze popełnia jakiś błąd. – Raz wybrałam hotel z widokiem... na autostradę, bo był 200 zł tańszy, innym razem trafiłam na hotel nad dyskoteką. Były też kamieniste plaże i parzące meduzy przy brzegu. Czekam na urlop cały rok i chcę, żeby był idealny! Dlatego wolę jeździć z grupą przyjaciół. To oni wyznaczają kierunek, znajdują ofertę. Ja na nic się nie nastawiam i nie ma niepotrzebnych rozczarowań.

Wszystko, czyli co?

Na rynku pracy pojawia się wiele nowych zawodów, część profesji zanika. Oznacza to także konieczność podejmowania decyzji, jak chociażby wybór studiów, ścieżki kariery zawodowej, pracodawcy. – W narracji, nazwijmy ją kulturową, dominuje przekaz: możesz wszystko, możesz być, kim chcesz. Owszem, to może budować motywację, aby osiągać wyznaczone cele. Warto jednak zauważyć, że nikt nie podaje gotowej recepty, jak te cele osiągnąć – mówi Witek Salski, psycholog i trener biznesu, partner zarządzający firmą szkoleniowo–doradczą In2grow. Jego zdaniem panuje moda na określone postawy. Tymczasem jeśli introwertyk za wszelką cenę będzie próbował zostać ekstrawertykiem, będzie miało to dla jego psychiki i układu nerwowego negatywne konsekwencje. Nie można robić nic wbrew sobie. Warto pamiętać, że w introwertyzmie też tkwi siła i trzeba mieć odwagę, by wyłamać się poza to, co aktualnie jest trendy.

– Banalny przykład: w naszych szkołach nadal nie istnieje coś takiego jak doradztwo zawodowe. Młodzi ludzie nie znają swoich predyspozycji i talentów. Gubią się w nadmiarze informacji, często wybór zawodu jest więc przypadkowy – podkreśla Michał Grzesik. Lubimy koncentrować się na pozytywnych emocjach 
– wyobrażeniu idealnego zawodu, pracodawcy... Ale przychodzi moment, w którym trzeba pójść o krok dalej i przeanalizować dokładnie: co oznacza dla mnie „idealny" i czy jest on realny. Jakie są moje predyspozycje, umiejętności? Jaką drogę muszę przebyć, aby osiągnąć wymarzony cel? Co tak naprawdę na mnie tam czeka?

– Trzeba ustalić kryteria wyjściowe. Najłatwiej wybrać trzy, cztery cechy i przypisać im wagę. Przykładowo podczas zakupów będzie to cena, skład produktu i jego pochodzenie 
– np. wybieram towary ze znakiem fair trade, bo czuję, że jest to dla mnie ważne. Jeśli chcę zatrudnić w firmie nowego pracownika, biorę pod uwagę jego doświadczenie, wykształcenie i oczekiwania finansowe. Każde kryterium sobie wagujemy, mnożymy, dodajemy i mamy wynik. To naprawdę bardzo prosta metoda – przekonuje Witek Salski.

Wtóruje mu Michał Grzesik: – Oczywiście warto zawsze zadać sobie pytanie, czy ta decyzja jest aż tak ważna, że potrzebuje tak dogłębnej analizy. Jeśli jednak mówimy o tzw. życiowych decyzjach, to warto spróbować.

Algorytmy i emocje

Beata Marciniak pracuje jako coach. Właśnie wydała książkę „Zmiana niejedno ma imię", w której opisuje 24 autentyczne historie klientów swoich i innych cenionych coachów. Bohaterowie musieli dokonać wyborów i podjąć ważne decyzje, dzięki którym ich życie wróciło na właściwe tory. Nie jest to proces łatwy, ale czasem warto zaryzykować i opuścić strefę komfortu.

– To, że mamy wybór, jest ogromnym szczęściem. Ale każdy wybór oznacza także określone konsekwencje i to ich się boimy. Tej odpowiedzialności za podjętą decyzję. Wiele osób, z którymi pracuję, intuicyjnie ma podjętą decyzję, a cała analiza sprowadza się do utwierdzenia siebie w przekonaniu, że postępuje właściwie. Winny zazwyczaj jest brak pewności siebie – mówi Beata Marciniak.

W Stanach Zjednoczonych powstał tzw. trend good enough. Chodzi o to, aby zaakceptować rzeczy wystarczająco dobre i przestać szukać nieosiągalnych ideałów. Warto sobie uświadomić, że istnieje coś takiego jak prokrastynacja, czyli odraczanie pewnych działań. To także może prowadzić do paraliżu decyzyjnego. Zamiast działać, nieustannie planujemy, analizujemy i znów zmieniamy plany. W takim przypadku warto sobie uświadomić, że niepodejmowanie żadnych działań ma gorsze skutki niż np. podjęcie błędnej decyzji. Jeśli zwlekam z kupnem samochodu, to dłużej nie posiadam auta. Jeśli nie mogę podjąć decyzji o aplikowaniu na nowe stanowisko, dłużej nie mam nowej pracy. Ten model ma zastosowanie także w biznesie.

Przekleństwo możliwości

– Idealny wybór powoduje, że jesteśmy pod presją perfekcjonizmu. A ideał nie istnieje. Jeśli definiujemy, że wystarczy, aby wybór był dobry, od razu spada ciężar odpowiedzialności i poziom stresu. Nawet jeśli popełnimy błąd, to nie musi on być porażką. To tylko doświadczenie, z którego możemy czegoś się dowiedzieć i wyciągnąć wnioski na przyszłość. W mojej pracy coacha często spotykam się z osobami, które rozpamiętują decyzję podjętą np. 20 lat wcześniej. To bez sensu. Bo nawet jeśli była ona błędna, to wówczas była jedyną dostępną. Wynikała z wiedzy, z priorytetów. Dziś są innymi ludźmi, ale nawet jeśli postąpiliby inaczej, nie mogą oceniać negatywnie dawnych wyborów. Taka świadomość pozwala zamknąć pewien rozdział – podkreśla Beata Marciniak.

Polacy są mistrzami planowania. Niestety, często nie idzie to w parze z rozpoczęciem realnych działań. Rozwiązaniem może być, modne dzisiaj, zarządzanie agile'owe. Zamiast szczegółowego planu kreślimy ogólny koncept i od razu wprowadzamy go w życie. Patrzymy, jak działa, i na bieżąco korygujemy. Popełnianie błędów i ich naprawianie jest wpisane w tę metodologię.

Nadmiar możliwości prowadzi też do frustracji, zarówno na etapie podejmowania decyzji, jak i po jej podjęciu. Wciąż powraca pytanie, co by było, gdyby... – Czy lepiej? Nie wiadomo. Szkoda tracić na to czas. Czasem wybieramy przecież poprzez selekcję negatywną mniejsze zło. Nie jest to idealna sytuacja, ale lepszy taki wybór niż żaden – ucina Michał Grzesik.

I jeszcze jedno: warto pamiętać, że nawet jeśli musimy podejmować trudne decyzje, to jesteśmy szczęściarzami. – Mamy wiele możliwości i mamy wybór. A to mimo wszystko duży komfort – przekonuje Beata Marciniak.