Dawać, ale z głową

Najmłodszy i najbardziej ceniony przez studentów profesor w Wharton Business School. Doradca wielkich firm. Autor „Dawaj i bierz", Książki, która ukazała się w 32 krajach – m.in. w Polsce. Adam Grant wyznaje zasadę, że w biznesie, tak jak życiu, najbardziej opłacalny jest altruizm.

Odnosił pan sukcesy jako skoczek i iluzjonista, by ostatecznie zostać profesorem w Wharton School i konsultantem Google'a, Facebooka, Apple'a. Czy tamte doświadczenia okazały się pomocne w pana obecnej pracy?

Skoki do wody rozwinęły we mnie umiejętność motywowania siebie i innych, a także były świetną szkołą psychologii. W końcu przez sześć lat musiałem pokonywać w sobie barierę strachu przed tymi wszystkim saltami, obrotami, śrubami. I lądowaniem w wodzie z prędkością 35 mil na godz. Później, już jako trener, próbowałem docierać do psychiki skoczków, żeby mogli pokonać te same lęki. Wyszedłem z tych doświadczeń z głową pełną nowych idei i przemyśleń na temat nauczania i pracy badawczej. A co do bycia iluzjonistą... Cóż, to była równie dobra szkoła życia. Nauczyła mnie, że nie należy bać się tłumu. Kiedy dorastałem, byłem nieśmiały i skryty. W college'u drżałem na samą myśl o wystąpieniach publicznych, ale wykonując setki sztuczek, zacząłem nabierać pewności siebie i przestałem bać się nowych wyzwań.

W swojej książce „Dawaj i bierz" wyróżnia pan trzy typy postaw ludzkich: biorców, rewanżystów i dawców. Kim oni są?

Biorca stara się zagarniać jak najwięcej dla siebie od innych. Rewanżyści oczekują równomiernej wymiany, a dawcy pomagają bezinteresownie. To, do jakiej kategorii się zaliczamy, zależy od tego, jak na ogół traktujemy ludzi. Jedni w swoich interakcjach przejawiają postawę roszczeniową. Drudzy gotowi są stale pomagać innym. Ale większość z nas, niejako domyślnie, jest na co dzień rewanżystami, działając na zasadzie: ja ci pomogę, jeśli i ty pomożesz mnie.

Czy można nauczyć się bycia dawcą?

W każdym niemal kontakcie z innymi dokonujemy wyborów. Oznacza to, że jesteśmy zdolni do tego, by zmieniać nasz sposób interakcji, nasze nastawienie oraz działanie. I nawet jeśli hojność wcale nie leży w naszej naturze, to kontaktując się z kimś, jesteśmy w stanie zrobić coś, co znany przedsiębiorca Adam Rifkin nazywa „pięciominutową przysługą". Dzięki temu niskim kosztem własnym możemy wzbogacić czyjeś życie, czy to zawodowe, czy prywatne. W jaki sposób? Chociażby dzieląc się swoją wiedzą lub doświadczeniem. Postępując tak w regularny i konsekwentny sposób, sami nie zauważymy, jak mimowolnie staniemy się dawcami.

Wielu trenerów rozwoju osobistego twierdzi, że powinniśmy się koncentrować wyłącznie na sobie, by odnieść sukces. Pan lansuje przeciwną tezę. Tylko czy w dzisiejszym świecie wyścigu szczurów i bezwzględnej walki z konkurencją altruista nie jest skazany na porażkę?

To zależy od tego, jakimi jesteśmy dawcami. Jeśli rozdzielamy nasz czas, wsparcie czy empatię dla innych w sposób rozważny, to zapewne unikniemy kosztów dawania. Przegrani dawcy usiłują pomagać zawsze, wszędzie i komukolwiek. Nie potrafią bronić własnych interesów. Chcą w każdej sytuacji, często wbrew logice, być tymi, którzy tylko dają. Wpadają w pułapkę skupiania się wyłącznie na potrzebach innych, nie oglądając się na koszty własne. Nic dziwnego, że ulegają szybkiemu wypaleniu. Dawcy, którzy odnoszą sukces, ustanawiają granice dotyczące tego, kiedy, jak i komu można pomóc. Starają się w sposób możliwie najbardziej racjonalny zarządzać swoim czasem, energią i skupiać na takich kierunkach dawania, które przyniosą najbardziej pożądany efekt. Chętnie pomagają innym, lecz nie zapominają przy tym o własnych interesach i potrafią o nie zawalczyć. A taka postawa otwiera drogę do rozwiązań określanych jako „wygrana-wygrana", gdzie każdy może się poczuć zwycięzcą.

Proszę podać spektakularny przykład sukcesu opartego właśnie na altruistycznej postawie.

Jednym z moich ulubionych przykładów jest Kat Cole. Dziewczyna, która porzuciła studia i została kelnerką, by pomóc swojej matce samotnie wychowującej troje dzieci. W pracy również nie stroniła od pomocy. Gdy kucharz opuścił restaurację, ona zajęła jego miejsce. Gdy to samo zrobił menedżer, to ona przejęła jego rolę. Po jakimś czasie przed restauracją otworzyły się perspektywy rozwoju na skalę międzynarodową. Kandydatów do wyjazdu było wielu. Lepiej wyedukowanych, z międzynarodowym obyciem. Jednak Kat była jedyną osobą, która wykonywała każdą pracę, i to właśnie ona została wysłana do Australii, by otworzyć tam pierwszą zagraniczną filię. A 12 lat później, w wieku 32 lat, Kat Cole została prezesem międzynarodowej sieci cukierni Cinnabon, marki wartej obecnie 1 mld dol. Ta historia pokazuje, że rozwiązując problemy innych, zdobywamy bezcenną wiedzę i umiejętności. W rezultacie nasza kariera nabiera tempa.

Czy takiej altruistycznej mentalności nie powinniśmy przenieść na całe systemy gospodarcze?

Tak, ale tylko częściowo. W pełni zgadzam się z Billem Gatesem, który kiedyś powiedział, że „są dwie wspaniałe siły natury ludzkiej: dbałość o własne interesy i troska o innych", a gospodarka zależy od hybrydowego napędu łączącego obie te siły.

W jaki sposób wyznawane zasady pomogły panu w karierze?

Jako przykład podam „New York Timesa", który w ub.r. zamieścił oparty na mojej książce materiał „Czy dawanie jest kluczem do awansu?". Autorka artykułu Susan Dominus chciała przedstawić sylwetkę psychologa organizacji, więc zwróciła się do swojej znajomej. Ta z kolei zapytała swoją znajomą, która zarekomendowała właśnie mnie. Kiedyś pomagałem jej przy kilku projektach. Gdybym tego nie zrobił, pewnie nigdy by nawet nie pomyślała, żeby mnie polecić, a moja książka nigdy by nie dotarła do tak szerokiego grona czytelników.

Czy w takim razie siebie samego zaliczyłby pan bez wahania do kategorii dawców?

Raczej do grona osób aspirujących do tej kategorii. Lubię pomagać innym i staram się to robić bezinteresownie. Ale ocena tego, czy udaje mi się żyć w całkowitej zgodzie z tymi wartościami, nie należy już do mnie. Wiem tylko, że ci, którzy potrafią dawać, potrafią też tworzyć trwalsze i głębsze związki. Wiem także, że ci, którym damy coś z siebie, będą mieli motywację, by się odwzajemnić.