Czysta sztuka, czysty zysk

Jerzy Nowosielski, Tadeusz Kantor, Henryk Stażewski, Władysław Strzemiński, Andrzej Wróblewski. Najszybciej na krajowym rynku sztuki rosną ceny prac powojennych klasyków. Na aukcjach padają właśnie kolejne rekordy, a o polskich artystów biją się najwięksi zagraniczni kolekcjonerzy. Ten rok należał do domów aukcyjnych. Przyszły ma być jeszcze lepszy.

Na aukcji w Desie Unicum obraz „M 58" z 1970 r. zmarłego 25 października Wojciecha Fangora został sprzedany za 923 tys. zł. To najdroższa praca tego artysty na świecie. Daleko mu jednak do polskiego rekordu za dzieło sztuki współczesnej. Obraz Romana Opałki „Detal 2890944–2910059" poszedł za ponad 2 mln zł.
Mniej zer na końcu, ale proporcjonalnie duże przebicie, mają prace licytowane na Aukcjach Nowej Sztuki. Obraz Marcina Maciejowskiego „Pieśń profana" z 2012 r. został sprzedany za 75 tys. zł, przy cenie wywoławczej 26 tys. W I półroczu 2015 r. Desa Unicum zanotowała wzrost obrotów o 20 proc. względem tego samego okresu w 2014 r., sprzedając prace za ponad 26 mln zł. I jeśli ktokolwiek miał jeszcze cień wątpliwości, teraz musi powiedzieć głośno i wyraźnie: sztuka? To się opłaca!

Dobre, bo polskie

Potencjał wzrostowy ciągle małego rynku sztuki w kraju liczącym prawie 40 mln ludzi jest ogromny. – Kolekcjonerzy interesują się też nowymi, do niedawna mniej popularnymi artystami, jak na przykład Jerzy Kałucki czy Jan Dobkowski. Ich obrazy kosztowały początkowo od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, z czasem zaczęły być wyceniane dużo wyżej – mówi Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. Dodaje, że w Polsce dobrze rozwija się również rynek sztuki dawnej, z okresu Młodej Polski i École de Paris.

Coraz częściej na aukcjach pojawiają się też zagraniczni inwestorzy. Wielu z nich jest zdania, że polskie dzieła sztuki są niedoszacowane. Artyści o porównywalnym poziomie na Zachodzie wyceniani są znacznie wyżej. 
Rekordy światowe liczone są w milionach. Przedstawiający dwie młode Tahitanki obraz francuskiego postimpresjonisty Paula Gauguina został sprzedany przez szwajcarskich właścicieli za blisko 300 mln dol. Innym spektakularnym wydarzeniem była licytacja „Kobiet z Algieru" Pabla Picassa w domu aukcyjnym Christie's w Nowym Jorku. Obraz osiągnął cenę 
179,4 mln dol. W tym czasie rzeźbę „Man Pointing" Alberta Giacomettiego kupiono za 141,28 mln.

– Mimo wprowadzenia na światową scenę kilkudziesięciu polskich artystów to Zachód dyktuje ceny. Prace Wilhelma Sasnala, Pauliny Ołowskiej, Piotra Uklańskiego, Mirosława Bałki są u nas albo niedostępne, albo sprzedaje się je taniej – mówi Paweł Sosnowski z warszawskiej galerii Propaganda. Dlaczego tak się dzieje? Winny jest brak wiary i nieufność polskiego klienta. – Wiele lat temu sprzedałem pracę Romana Opałki z cyklu liczonych obrazów pewnemu początkującemu i zapalonemu kolekcjonerowi. Co z tego, skoro nie wytrzymał napięcia i szybko się jej pozbył za niższą kwotę. Dzisiaj pewnie bardzo tego żałuje, bo jest ona warta dziesięciokrotnie więcej.

Z perspektywy Zachodu

Dzieła polskich artystów sprzedają się w prestiżowych domach aukcyjnych. Sotheby's wylicytował prace Tomasza Ciecierskiego i Jakuba Ciężkiego z kilkukrotnym przebiciem. Christie's sprzedał obraz Tadeusza Kantora za ok. 164 tys. dol. Zakup jego dzieł jest niewątpliwie dobrą inwestycją, ze względu na ich walor artystyczny, małą dostępność na rynku oraz rozgłos, jaki panuje w związku z ogłoszonym przez UNESCO Rokiem Tadeusza Kantora. 6 kwietnia 2015 r. minęła setna rocznica urodzin mistrza. Z tej okazji w wielu miejscach na świecie organizowane są wydarzenia poświęcone jego twórczości, wśród nich retrospektywa „Tadeusz Kantor. Maszyna" w Sao Paulo, wystawy w Berlinie, Kioto i Edynburgu.

Doskonałym narzędziem służącym promocji polskiej sztuki w kraju i za granicą jest Warsaw Gallery Weekend – inicjatywa części warszawskich galerii, które co roku urządzają dni wernisaży i towarzyszących im wydarzeń. Dzięki wsparciu instytucji kultury, takich jak Muzeum Sztuki Nowoczesnej, w tym czasie organizowane są wizyty kolekcjonerów z zagranicy (przyjeżdżają m.in. kuratorzy z Tate Modern w Londynie).

W jednej z wycieczek zorganizowanych przez WGW dla VIP–ów uczestniczył rok temu Bartek Kiełbowicz. – Nie byłem wtedy związany z żadną galerią, ale miałem kilku stałych kolekcjonerów. Jeden z nich zaprosił mnie na taki objazd – opowiada artysta. – Zacząłem rozmawiać z właścicielem galerii z Brukseli. Okazało się, że organizował wystawę w Nowym Jorku, którą pamiętałem. Złapaliśmy dobry kontakt i poprosił mnie o portfolio. Wysłałem je, następnego dnia zadzwonił i umówiliśmy się w mojej pracowni. Spodobało mu się to, co robię. Zaproponował współpracę z liczącą się na rynku sztuki brukselską galerią Roberto Polo Gallery. Od tej pory sprzedaję prace po o wiele wyższych cenach i mogę sobie pozwolić na ponadstumetrową pracownię.

W grudniu 2013 r. stuletni obraz symbolisty Jacka Malczewskiego „Polski Hektor" został wylicytowany w domu aukcyjnym Polswiss Art za 2,6 mln zł. Przebił wtedy „Rozbitka" Henryka Siemiradzkiego, sprzedanego w 2000 r. za 2,13 mln zł

Innym sposobem na wejście na zagraniczny rynek jest udział polskich galerii w międzynarodowych targach sztuki. Regularnie pojawiają się na nich m.in. Fundacja Galerii Foksal i Raster. W ostatnich targach sztuki w Wiedniu uczestniczyła Propaganda i założona niedawno Kasia Michalski Gallery, która współpracuje z artystami młodego i średniego pokolenia. 
Zagraniczną promocją polskiej sztuki, choć w innym wymiarze niż galerie, zajmuje się również Instytut Adama Mickiewicza. Realizuje m.in. program „Kultura polska na świecie", do którego trwa obecnie nabór. W latach 2013–2015 realizował swoje projekty m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Korei, Chinach, Japonii, USA, Rosji i Turcji, gdzie z okazji obchodów 600–lecia stosunków polsko–tureckich zorganizował serię wystaw prezentujących m.in. prace Zbigniewa Libery, Oskara Dawickiego i Anny Konik oraz fotografie Chrisa Niedenthala i Tadeusza Rolkego. Plenerowy projekt „Euroarabia" – aktualny ze względu na narastającą islamofobię – pokazały Liza Sherzai i Julia Curyło. Inicjatywy artystyczno–społeczne, poruszające tematy uniwersalne, być może nie zawsze mają wpływ na wzrost dochodów twórcy, ale dają szansę na pojawienie się nazwisk polskich artystów w międzynarodowym obiegu. Tak jak słynni „Naziści" Piotra Uklańskiego czy „Lego. Obóz koncentracyjny" Zbigniewa Libery. Zestaw klocków zakupiło nowojorskie Jewish Museum i Dom Historii Republiki Federalnej Niemiec w Bonn.

Oczywiście tego typu prace kupują również polskie instytucje. – Jeden z moich obrazów zamówiło Muzeum Powstania Warszawskiego, mam też kilku stałych kolekcjonerów, którzy obserwują to, co robię, i kupują – opowiada Julia Curyło.

Malarz Michał Frydrych potwierdza, że na krajowym rynku artystom nie jest lekko. Jednak dzięki konsekwencji udało mu się zdobyć spore grono kolekcjonerów. – Przełom nastąpił w momencie, gdy znalazłem galerię, która mnie reprezentowała, oraz po wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski – opowiada.

Nie tylko Kossaki

Paweł Dunal, malarz związany z warszawską Galerią m2, spotkał się z opinią, iż wśród polskich biznesmenów panuje przekonanie o nieopłacalności inwestowania w sztukę. – Nie mogę takich poglądów zrozumieć. Namawiam kolekcjonerów do większej odwagi w doborze prac. Na rynku jest coś więcej niż tylko Kossaki – ucina.

Przykładem najbardziej różnorodnych polskich kolekcji są zbiory Anny i Jerzego Staraków. Imponującą część ich kolekcji można oglądać w siedzibie firmy Spectra Holding sp. z.o.o. przy ul. Bobrowieckiej 6 w Warszawie. Warto odwiedzić również warszawską Galerię aTak, której działalność jest finansowana z funduszu znanego kolekcjonera Krzysztofa Musiała. W Krakowie swoje bogate zbiory prezentuje Galeria Starmach Teresy i Andrzeja Starmachów. W 2009 r. z okazji 20–lecia wypełnili swoją kolekcją przestrzeń Muzeum Narodowego w Krakowie. Wśród młodych kolekcjonerów wyróżnia się Michał Borowik.

Inwestowanie w sztukę jest dobrym, wypróbowanym sposobem budowania pozytywnego wizerunku firmy. Szczególnie upodobały go sobie banki. Pekao SA od dawna współpracuje z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Promuje młodych artystów w cyklu Bank Pekao Project Room. Do tej pory odbyło się blisko 50 wystaw. Swoje prace pokazywali tam m.in. Aleksandra Waliszewska, Tymek Borowski, Katarzyna Przezwańska, Jakub Woynarowski i Michał Frydrych.

Z kolei Deutsche Bank współpracuje z Zachętą przy organizacji konkursu „Spojrzenia". Promują wspólnie w Polsce i poza nią najlepszych twórców młodego pokolenia. Ostatnią edycję wygrała Iza Tarasewicz.

Lokata z artystyczną duszą

Prestiż, reklama, pieniądze. Inwestowanie w sztukę się opłaca. Jednak większość osób działających na rynku sztuki podkreśla, że najważniejsza jest estetyka. 
– Ci, którzy dopiero zaczynają tworzyć kolekcje, powinni sztuką się otaczać, poznawać jej historię. Oczywiście, warto kupować rzeczy, które mają potencjał wzrostowy, ale nie może to być jedyną przesłanką. Jeżeli ktoś przyjdzie do mnie i powie, że chce kupić coś stricte inwestycyjnie, nie daje mi przestrzeni do współpracy. Mogę dzielić się tylko naszymi przemyśleniami na temat tego, co w ramach preferencji estetycznych klienta warto kupić. W sytuacjach, gdy o taką poradę zostaliśmy poproszeni, w 99 proc. nie pomyliliśmy się – mówi Juliusz Windorbski. – Podejście do sztuki czysto inwestycyjne jest przywilejem profesjonalistów, funduszy inwestycyjnych, marszandów i galerzystów.

Strategia inwestowania funduszy może być bardziej zróżnicowana niż w przypadku wyborów indywidualnych. Warto zastanowić się również nad usługą art bankingu. W tym przypadku klient może skorzystać z pomocy znawcy sztuki przy tworzeniu kolekcji, reprezentacji podczas aukcji, negocjacji cenowych, warunków transakcji, sprawdzaniu autentyczności obiektów, ich stanu technicznego. Bank może zająć się również transportem, ubezpieczeniem, konserwacją i przechowywaniem prac.

Część polskich inwestorów traktuje dzieła sztuki jako lokatę. W tym przypadku kwota zapłacona za nie jest oddawana po jego zwrocie z procentem. Firmy zajmujące się tego typu usługami mają w ofercie również prace artystów z zagranicy, a ceny tych obrazów i rzeźb sięgają kilkuset tysięcy złotych. Obiekt można zabrać do domu lub pozostawić w galerii czy muzeum.

Rodzimych artystów poleca swoim klientom Karolina Nowak opiekująca się segmentem dzieł sztuki w Wealth Solutions, instytucji finansowej zajmującej się m.in. budowaniem kolekcji. Przez kilka lat liczba prac kupionych za jej pośrednictwem wzrosła do ok. 150. Są wśród nich obrazy Agnieszki Brzeżańskiej, Rafała Bujnowskiego, Pawła Matyszewskiego, Łukasza Stokłosy czy Kamila Kukli.

– Zaznajamiam klientów z rynkiem sztuki, odwiedzamy razem galerie. W ten sposób poznaję ich preferencje estetyczne. Uświadamiam ich, na co powinni zwracać uwagę, patrząc na CV artysty. Ważne jest np. to, w jakich wystawach i konkursach uczestniczył, jakie galerie go reprezentowały. Jego ranga rośnie, gdy miał wystawę