Czas na zmiany

Listopad i grudzień to w naszej tradycji miesiące refleksji o bezpowrotnie mijającej przeszłości i nadziejach, jakie wiążemy z przyszłością. Odejście Tadeusza Mazowieckiego, jednego z głównych architektów zmiany ustrojowej, symbolizuje koniec pewnego etapu współczesnej historii.

W jednej z gazet codziennych opublikowano reportaż na temat wiedzy dzisiejszych 15- i 16-latków o tym, co się działo w roku 1989, oraz roli, jaką odegrał zmarły pierwszy premier niekomunistycznej Polski. Dla wielu ankietowanych była to postać anonimowa. Nie bardzo wiedzieli, kim był, co zrobił. Czasem coś słyszeli – no chyba że akurat widzieli najnowszy film Andrzej Wajdy pt. „Wałęsa. Człowiek z nadziei". Nie najlepsza to cenzurka dla polskiego systemu edukacji.

Nie ulega wątpliwości fakt, że wielka zmiana 1989 r. – zwłaszcza w wymiarze gospodarczym – jest podstawą wszystkiego, czego doświadczamy dzisiaj. Wiele instytucji, rozwiązań systemowych i prawnych sięga korzeniami przełomu lat 90. Część z nich ma korzenie jeszcze starsze – by wymienić np. Kodeks pracy, ustawę o związkach zawodowych czy cały szereg ustaw i rozporządzeń. Gdy były one tworzone, telefony komórkowe oglądaliśmy tylko w serialu „Dynastia", nikt nie słyszał także jeszcze o Internecie. Termin „globalizacja" istniał głównie na kartach opracowań naukowych. Na dokonywanie przelewów dewizowych trzeba było mieć zgodę NBP. Przekroczenie granicy w każdym kierunku wymagało uzyskania wizy, co nie było ani łatwe, ani szybkie.

Akty prawne sprzed ćwierć wieku wciąż regulują rytm zbyt wielu obszarów życia gospodarczego, zwłaszcza po stronie rządowej. Co więcej, powoli zaczyna być widoczne to, że regulacje te nie nadążają za tempem współczesnego życia. Brak rozstrzygnięć i jednoznacznych decyzji w ważnych obszarach (np. w kwestii gazu łupkowego) stanowi coraz częściej główną blokadę rozwoju biznesu. Rządowi Wielkiej Brytanii zajęło kilka miesięcy opracowanie i wdrożenie regulacji, nad którymi w Polsce pracuje się już trzy lata i końca nie widać. Wielki program modernizacji energetyki nie doczekał się spójnej strategii rządowej i niezbędnych zmian w prawie, które umożliwiłyby jego realizację. Gdyby nie Unia Europejska – wymuszająca część regulacji pod groźbą nałożenia kar – ogólny stan byłby jeszcze gorszy.

Wiadomo też, że także polska administracja w zbyt wielu dziedzinach nie przystaje do czasów Internetu. Na wyzwania reaguje z opóźnieniem, nieadekwatnie i niezwykle kosztownie. Triumfalne miny członków rządu – dumnych z tego, że Polska awansowała na 45. miejsce (na 189 krajów) listy „Doing business" – mogą uśpić czujność, ale tylko tych, którzy nie są skazani na mitręgę prowadzenia interesów w Polsce. Badania dotyczące powodów podjęcia decyzji o opuszczeniu Polski przez dobrze wykształconych młodych ludzi jednoznacznie pokazują brak wiary w równe szanse, brak reguł gry i kompletną utratę wiary w to, że „tutaj coś można". Polscy politycy bardzo lubią powtarzać zaklęcia o działaniach na rzecz rozwoju biznesu. Deregulacja, jedno okienko, przyjazne państwo – haseł było wiele. A jakie są rezultaty?

Warto sięgnąć do doświadczeń i ducha burzliwego roku 1989. Również dlatego, że wciąż zdecydowana większość liderów współczesnej polskiej sceny politycznej zaczynała swoje kariery właśnie wtedy. Dziś – tak jak wówczas – potrzebni są i nowy Wilczek, i nowy Balcerowicz, ale także nowy Mazowiecki i nowy Paga. Im szybciej, tym lepiej.