Cudotwórcy

Tworzone nad Wisłą aplikacje mobilne szturmują zagraniczne rynki. Ich autorzy nie projektują już rozwiązań dostosowanych tylko do jednego kraju. 
Myślą globalnie i dokonują rzeczy niemożliwych. 
Nic dziwnego, że ich rozwiązania podbijają Amerykę.

Aplikacja, która pozwala przymierzyć mebel do urządzanego wnętrza bez wynoszenia go ze sklepu? Albo sprawdzić, czy faktura i kolor zagrają z resztą pomieszczenia... Na taki pomysł wpadł Michał Stachowski. Wystarczy wyjąć smartfona czy tablet i spojrzeć przez niego w miejsce, w którym chcielibyśmy postawić stół. Albo sofę, krzesło, łóżko. Słowem – cokolwiek. Aplikacja wykorzystuje grafikę 3D i tzw. technologię rozszerzonej rzeczywistości. Dzięki znacznikowi, który określa pozycję urządzenia względem reszty pomieszczenia, wybrany mebel z wirtualnego katalogu zostanie precyzyjnie dopasowany do obrazu z kamery.

Takie rozwiązanie podsunęło Stachowskiemu życie. Rok temu urządzał z żoną mieszkanie. I szybko się przekonał, jak żmudne jest to zajęcie, ile czasu zajmuje wymierzenie każdego mebla. Kropką nad i był... okrągły stół, nad którego kupnem zastanawiali się przez kilka tygodni. Nie potrafili sobie wyobrazić, czy na pewno będzie pasował i czy zmieści się w miejscu przeznaczonym na jadalnię. Właśnie wtedy młody biznesmen wpadł na pomysł stworzenia aplikacji Intiaro, która ułatwi życie wszystkim ludziom w podobnej sytuacji. – Niekończące się wycieczki do sklepów z miarką i ołówkiem w dłoni. Fotografowanie kanap i stołów, by zobaczyć, jaki kolor będzie najlepiej pasował do mieszkania. Z takich wypraw człowiek wracał zmęczony i bez gwarancji, że jego trud się opłaci – opowiada prezes firmy Agitive.

W katalogu Intario dostępnych jest ponad tysiąc mebli, polskich i zagranicznych marek. Michał Stachowski marzy jednak, by docelowo powstał największy wirtualny katalog na świecie zawierający tysiące mebli i dodatków od dużych producentów, znanych designerów i młodych projektantów. W niedalekiej przyszłości aplikacja będzie również pomagała się uporać z meblami modułowymi. Premiera tej wersji już jesienią.

Bo na razie klient przychodzący do salonu meblowego widzi zwykle tylko jeden wzór. Elementy, z których może składać się sofa, ogląda w katalogu, a inne kolory – na wzornikach. I myśli, zastanawia się, ocenia, próbując wzbić swoją wyobraźnię plastyczną na wyżyny. – A teraz wyobraźmy sobie, że nie musi rysować swojego wymarzonego mebla na kartce. Nie musi się głowić, jak będzie wyglądał w kolorze czerwonym i np. z gazetnikiem. Po prostu go zobaczy. W dokładnej, zaplanowanej przez siebie wersji. I, co najważniejsze, może to zrobić u siebie w domu. Czyli tam, gdzie docelowo trafi mebel – zachwala swój pomysł Stachowski.

Zainteresowanie Intiaro rośnie z miesiąca na miesiąc. Do końca roku w katalogu pojawią się meble firm niemieckich i tureckich. W przyszłym roku Agitive ze swoją aplikacją wejdzie na rynek amerykański. Czy jest trema? Tak, ale pod kontrolą. Bo Michał Stachowski spędził w USA dziesięć lat. Najpierw studiował tam grafikę i informatykę, a później pracował dla firm tworzących aplikacje. Coraz częściej jednak myślał o rozkręceniu własnego biznesu. Zrealizował to marzenie w Polsce i nie żałuje tej decyzji.

Gdy trzeba sprawę przegadać

Czy można wyprzedzić rzeczywistość? A może raczej uprzedzić wymagania klientów, przewidzieć ich oczekiwania? Jeszcze kilka lat temu odpowiedź na te pytania wymagałaby umiejętności wróżbiarskich. Teraz wystarczy dobrze przemyślana aplikacja, która pozwala na prowadzenie rozmów między producentami a klientami odwiedzającymi stronę firmy w internecie. Dzięki takiemu czatowi obie strony mogą się szybko porozumieć co do ostatecznej wersji produktu. W praktyce wygląda to tak, że w prawym dolnym rogu ekranu internauty, który przykładowo od kilkunastu sekund ogląda konkretny model telefonu komórkowego, pojawia się okienko. A w nim... konsultant, który na bieżąco opowiada o zaletach urządzenia lub abonamentu, w którym dostępny jest aparat.

Prace nad LiveChatem Mariusz Ciepły, założyciel i prezes LiveChat Software, rozpoczął w 2002 r. Studiował informatykę na Politechnice Wrocławskiej. Początkowo próbował dotrzeć do klientów, którzy za kilkadziesiąt tysięcy złotych otrzymywali licencję na dostosowany do ich potrzeb firmowy czat. Ten model nie zdał jednak egzaminu, bo negocjacje ciągnęły się miesiącami. Dlatego w 2010 r. postanowił udostępniać program za pomocą popularnego w Dolinie Krzemowej sposobu dystrybucji software as a service (SaaS). Polega na udostępnianiu produktu w zamian za niewielki miesięczny abonament. Dziś za korzystanie z oprogramowania klienci płacą 36 dol. miesięcznie od każdego sprzedawcy. Usługę wykupiło już ponad 10 tys. klientów, m.in. Samsung, LG, Philips, Steinway, AirAsia, Bosch i Departament Stanu USA. Z LiveChata korzystają również najlepsze amerykańskie uczelnie, takie jak Stanford i UCLA (Uniwersytet Kalifornijski). – Ponad 99 proc. naszego oprogramowania sprzedajemy za granicą, głównie w Stanach Zjednoczonych – tłumaczy Mariusz Ciepły. W Polsce kontrahentami firmy są m.in. Polkomtel, mBank. Spółka od 2007 r. notowana jest na giełdzie, a jej wartość rynkowa wynosi ponad 800 mln zł.

Nie taki Goliat straszny

Do niedawna, jeśli marzył nam się inteligentny dom, czyli taki, którym da się sterować za pomocą komputera lub telefonu, trzeba było wyłożyć od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Polski start–up pozwala osiągnąć to samo za ułamek tej kwoty. – Niemal każde urządzenie można dziś zmienić w inteligentne, nadając mu nowe funkcje. To dlatego najwięksi producenci z kilku kontynentów zdecydowali się skorzystać z naszej technologii, a takie firmy jak IBM czy Orange pracują z nami nad rozwojem nowych usług i produktów – mówi Radek Tadajewski, prezes OORT, a także kilku innych spółek, które co roku generują ponad 200 mln zł przychodu.

Na razie jednak OORT większość swoich produktów oferuje na rynku amerykańskim. Firma działa w sektorze tzw. internetu rzeczy. Ma też własne urządzenia. Na przykład inteligentny breloczek, który pozwala odnaleźć zaginione klucze, inteligentne gniazdko, w którym można zdalnie włączać i wyłączać dopływ prądu, albo energooszczędną żarówkę świecącą na tysiące kolorów.

OORT to system, który opiera się na technologii Bluetooth i pozwala sterować urządzeniami znajdującymi się w biurze lub domu za pomocą aplikacji mobilnej lub platformy w chmurze. Firma działa globalnie. Ma dwa biura – we Wrocławiu i w Dolinie Krzemowej. Niedługo otwiera następne: w Londynie i Tokio. W tym roku twórcy OORT zostali docenieni na CES – największych targach elektroniki odbywających się w Las Vegas. Wrócili do domu z prestiżową nagrodą Envisioneering Innovation & Design Award. Są też finalistami Bluetooth Breakthrough Awards, gdzie wybrano ich spośród 24 tys. firm, a w gronie laureatów znaleźli się tacy giganci jak Procter & Gamble czy Microsoft.

Samo życie

Pomysł, by nowe technologie pomagały ludziom i poprawiały bezpieczeństwo, narodził się w głowie Sebastiana Szajtera. Tak powstała m.in. alkoholowa blokada samochodu. – Inspiracją do stworzenia systemu ilteQ były policyjne statystyki, a konkretnie – kolejne rekordy zatrzymań pijanych kierowców, podbijane co weekend. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że bogate firmy z zapleczem technologicznym nie są w stanie wdrożyć systemu, który zminimalizuje to zjawisko. Myślałem, jak sprawić, by kierowcy nie sięgali po alkohol, wiedząc, że na drugi dzień mają gdzieś jechać – opowiada prezes Noidss, który jest też tatą dziewięciomiesięcznej Klary oraz pięciokrotnym ojcem chrzestnym. I to myśl o dzieciach sprawiła, że postanowił działać.

Przy współpracy instytutów naukowych opracował system składający się z testera z ustnikiem. Dmucha się w niego – niczym w alkomat – zaraz po wejściu do samochodu. Urządzenie zintegrowane jest z modułem sterującym. Gdy wykryje procenty w wydychanym powietrzu, unieruchamia auto. I aby nie było wątpliwości, włącza czerwone światło i sygnał dźwiękowy.

Urządzenie, aby mogło trafić nie tylko na rynek polski, ale i zagraniczny, musiało przejść serię testów. Sebastiana Szajtera przekonuje, że najlepsze pomysły na aplikacje dostarcza mu samo życia. Wystarczy być uważnym obserwatorem. Tak było również w przypadku kolejnej aplikacji. – Siedziba naszej firmy mieściła się kiedyś w jednej z dzielnic Katowic. Każdego dnia szedłem do biura tą samą trasą. Pamiętam, jak pewnego dnia zauważyłem na ulicy starszego mężczyznę. Szedł ostrożnie, opukując chodnik białą laską dla niewidomych. Pokonywał przeszkody, latarnię, krawężnik, na które inni zwykle nie zwracają uwagi. Ta sytuacja powtórzyła się następnego dnia. To wtedy wpadłem na pomysł stworzenia nawigacji informującej osoby niewidome czy niedowidzące o wszystkich szczegółach w najbliższym otoczeniu – mówi Szajter.

Powstał system, który za pomocą transmisji audiowizualnej między użytkownikiem a osobą naprowadzającą staje się niejako oczami. Niewidomy za pomocą smartfona wyposażonego w aplikację 4naviS łączy się z przeszkolonym dyspozytorem–wolontariuszem, znajomym lub członkiem rodziny mającym dostęp do komputera z internetem. Wysyła ze smartfona skompresowany obraz i dźwięk. – Dzięki temu przewodnik nawiguje taką osobę podczas wykonywania codziennych czynności – mówi Bartłomiej Czernecki, dyrektor zarządzający firmy Noidss. W praktyce 4naviS informuje o przeszkodach na drodze, schodach, a nawet kałużach. Umożliwia sprawne załatwianie urzędowych formalności, pomaga skorzystać z bankomatu czy zrobić zakupy.

– Jestem takim trochę szwędaczem i podróżnikiem. Pojechałem w 2012 r. do Czarnogóry. Popłynąłem tam w cudowny rejs, ale gdy dobiliśmy do portu, okazało się, że pewna starsza osoba zasłabła. W tym momencie w mojej głowie zrodził się pomysł stworzenia czegoś, co błyskawicznie pomoże i dostarczy wiedzy lokalnym lekarzom – wspomina Sebastian Szajter. Tak zrodził się MinHolder, osobista międzynarodowa e–kartoteka medyczna, której nośnikiem jest silikonowa bransoletka. Trafiają do niej wszystkie niezbędne dla zdrowia fakty: historie przebytych i aktualnych chorób, lekarstwa, jakie się przyjmuje, informacje o alergiach, wyniki badań. A nawet zdarzenia, które wydają się mniej istotne, ale mogą być kluczowe przy stawianiu diagnozy. Jak choćby to, że tydzień temu ugryzł nas kleszcz. Dane przechowywane są na platformie online MinHolderNet. Aplikacja daje możliwość pobrania e–kartoteki na urządzenia mobilne oparte na systemach operacyjnych iOS oraz Android. System odczytuje informacje w dziewięciu językach.

Pomysł doceniono za oceanem. Polacy znaleźli się w wąskim gronie 50 firm, które zaproszono do Nowego Jorku na konferencję AlwaysOn, gdzie prezentowane są najnowsze technologie medyczne. Ten sukces pozwala snuć coraz bardziej ambitne plany. Pod koniec tego roku przy współpracy z California Space Center oraz APINI (The American Polish Institute of New Initiatives) spółka planuje otworzyć swój oddział. Oczywiście – w Dolinie Krzemowej.