Córka za ladą

Magdalena Pazgan-Wacławek, przewodnicząca Rady Nadzorczej, Grupa Konspol

– Posadzono mnie naprzeciwko wiekowego Japończyka, właściciela sieci 50 restauracji, do których dostarczamy skrzydełka kurczaka – bardzo wymagający klient. Przez dwie godziny patrzył na mnie z niedowierzaniem. Bo nie dość, że do reprezentowania polskiej firmy przysłali kobietę, to w dodatku tak młodą. Musiał wypić trzy buteleczki sake, zanim był w stanie ze mną w ogóle rozmawiać. Na szczęście w Polsce czy Europie nie miałam nigdy takich sytuacji – śmieje się Magdalena Pazgan–Wacławek, wspominając jeden ze swoich wyjazdów, na który pojechała już samodzielnie reprezentować firmy Grupy Konspol. O to, żeby mogła być traktowana poważnie, zadbał jej ojciec Kazimierz Pazgan, założyciel przedsiębiorstwa specjalizującego się w produkcji i przetwórstwie drobiu, jednego z największych w Europie. Od początku przekonywał syna i córkę, że w przyszłości to oni, ramię w ramię, będą dbać o dalszy rozwój biznesu, i pilnował przygotowania dzieci do późniejszych zadań. Na teorii się nie skończyło. Młoda kobieta do dziś wspomina wakacje w liceum, podczas których terminowała na poszczególnych odcinkach przedsiębiorstwa, łącznie z produkcją. Do firmy nie chciała jednak przejść od razu. Zanim związała się na dobre z zakładami w Nowym Sączu, postanowiła skończyć w Warszawie studia prawnicze i aplikację adwokacką. Dziś ocenia, że było to doskonałe posunięcie. – Duża część załogi pracuje z nami od 30 lat. Ludzie znają mnie i mojego brata od dziecka. Dzięki temu, że dołączyłam już jako profesjonalistka, nie patrzą na mnie tylko jak na córeczkę tatusia – przekonuje. Dziś dalej dba o to, by oceniano ją nie ze względu na miejsce w rodzinie, ale umiejętności. Dlatego skupia się na zdobywaniu doświadczenia w zarządzaniu. Karierę w Konspolu zaczęła w 2003 r. od asystentki prezesa, z czasem podejmując się coraz bardziej odpowiedzialnych zadań. – Pierwszym projektem, jaki objęłam samodzielnie po przyjściu do firmy, była współpraca z siecią Lotos, na różnych płaszczyznach – zakupu paliw, stacji franczyzowej i współpracy flotowej – wspomina.

Kiedy wpadła na pomysł stworzenia sieci sklepów Kurnik, brat nie zostawił na nim suchej nitki. – Był przeciwnikiem tego projektu, od nazwy po ideę i produkty. Tata również nie był do końca przekonany, ale w końcu zgodzili się na mój eksperyment – mówi. Żeby się upewnić, że pomysł wypali, osobiście stała przez dwa tygodnie za ladą i pilnowała kasy. – To było świetne doświadczenie, które dużo mnie nauczyło.