Chorzy z narzekania

Ale dziś brzydka pogoda... Znowu każą mi robić to nudne zadanie! Dlaczego to jest takie drogie? Narzekamy od zawsze i nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli przestać. W przyrodzie jesteśmy 
więc wyjątkami, bo na własne życzenie 
zatruwamy sobie życie. A w końcu tak łatwo powiedzieć: dość!

– Słyszałam kiedyś bajkę o psie, który leżał na gwoździu – mówi 
coach, Kamila Rowińska. – Skamlał przez całe popołudnie, że ostry kawał metalu wbija mu się w podbrzusze. Kiedy ktoś wreszcie zaproponował, by położył się gdzieś indziej, pies odpowiedział: „kiedy mi się nie chce".

Wiele osób zachowuje się właśnie tak jak wspomniany zwierz 
– narzeka dla samej sztuki. I, co ciekawe, narzekanie u takich ludzi może być już mocno zakorzenionym nawykiem, którego trudno się pozbyć. Steven Parton, autor książek i badacz ludzkiej natury, wyjaśnia, że marudzenie zmienia nasz mózg na gorsze, co może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego. – W naszym mózgu znajdują się synapsy oddzielone pustą przestrzenią zwaną szczeliną synaptyczną – mówi Parton. – Kiedy mamy jakąś myśl, impuls nerwowy zostaje przeniesiony z jednej komórki na drugą. Powstaje most, przez który może przejść sygnał elektryczny, niosąc ze sobą informację – tłumaczy. Za każdym razem, gdy ten ładunek jest uruchamiany, synapsy rosną bliżej siebie. Wszystko po to, by skrócić dystans, jaki będzie on miał do pokonania następnym razem.

Upraszczając: im częściej mamy daną myśl, tym łatwiej mieć ją ponownie. Wchodzi nam ona w nawyk. A to nie jest dobra wiadomość dla wiecznych malkontentów lub osób, które chcą traktować narzekanie jak swojego rodzaju wentyl bezpieczeństwa dla psychiki.

– Czasami zdarza mi się ponarzekać. Ale jako osoba od lat związana ze sprzedażą zdecydowanie unikam dzielenia się takimi negatywnymi myślami z otoczeniem i moim zespołem – przyznaje Michał Dębkowski, członek zarządu Buena Cloud, największego polskiego partnera Google'a w zakresie Google Apps dla firm. Wie, że narzekanie jest demotywujące dla innych. Działa trochę tak jak samospełniająca się przepowiednia, której efekty mogą być katastrofalne. – Spadek energii, frustracja i poczucie braku mocy sprawczej w stosunku do codziennych zadań – wylicza.

Z kim przEstajesz...

– Prowadzę szkolenia otwarte, trafiają na nie osoby, które same podjęły decyzję o poznaniu tematu. Zainwestowały, więc oczekują zmiany i efektów. Ale po szkoleniu... Cóż, wygrywa lenistwo 
– mówi Joanna Ceplin, trener komunikacji i założycielka Akademii Smart Brand. Tłumaczy, że 80 proc. osób nawet nie próbuje wdrożyć czy wypróbować poznanych zasad. Pozostaje im ucieczka od odpowiedzialności za własne wyniki i wtedy zaczynają narzekać. – To próba usprawiedliwienia siebie. Lepiej się poczujemy, gdy ponarzekamy i jeszcze druga osoba nam przytaknie – tłumaczy Ceplin, zwracając przy tym uwagę, że niektórym więcej czasu zabiera narzekanie na brak czasu niż wykonanie wyznaczonego zadania.

Być może przechodzimy przez trudne momenty w życiu – każdy ma swoje problemy i wyzwania i czasami przekazanie negatywnych emocji jest uzasadnione. – Ale czym innym jest już codzienne i wielokrotne powtarzanie: „ale w tym mieście są korki", gdy mieszka się w stolicy kraju i jedzie w godzinach szczytu na spotkanie – zauważa Kamila Rowińska. – Albo gdy pojedziemy w towarzystwie na wakacje i pogoda nie odpisze. Wtedy możemy znaleźć alternatywne zajęcie, a nie narzekać, że pada deszcz, że pieniądze wyrzucone w błoto, że nici z siatkówki plażowej.

Jadwiga Korzeniewska, trener i prowadząca Laboratorium Zmieniacza, gdzie uczy, jak zmieniać nawyki w działaniu i myśleniu, przekonuje, że na nasze narzekanie duży wpływ ma... powierzchownie rozumiana religijność. A konkretniej powszechny motyw „niesienia swojego krzyża", umartwiania się i znoszenia losu z pokorą. Do tego, jak dodaje psychoterapeuta Barbara Michno–Wiecheć, łatwiej nam dzielić się porażkami, niż przyznawać do sukcesów. – Już samo stwierdzenie „nie chwalę się, żeby nie zapeszyć", jest dość wymowne – podkreśla.

W narzekaniu istotny jest umiar, bo inaczej łatwo stracić znajomych. Jeśli porozmawiamy z osobą, która dała upust swojemu niezadowoleniu, możemy zacząć odczuwać spadek energii i przytłoczenie cudzymi problemami, emocjami i uczuciami. – Kiedy widzimy, że ktoś przeżywa dane emocje, takie jak złość, smutek, ale też radość i szczęście, nasz mózg „wypróbowuje" te same emocje, aby sobie wyobrazić, co przeżywa druga strona – tłumaczy naukowiec Steven Parton. Stąd przysłowie: kto z kim przystaje, takim się staje.

Zasada pięciu szympansów

Narzekanie ma niekorzystny wpływ nie tylko na naszą psychikę, ale też zdrowie fizyczne. – Osłabiamy swój system odpornościowy, podnosimy ciśnienie krwi, zwiększamy ryzyko wystąpienia chorób serca, otyłości i cukrzycy – wylicza Steven Parton. Sprawcą tego wszystkiego jest kortyzol – hormon stresu. Negatywne zachowania i narzekanie mogą go wyzwalać, dlatego naukowiec zaleca, aby zamiast narzekania praktykować wdzięczność. Ta ostatnia ma szansę również przeistoczyć się w nawyk i mieć duży wpływ na nasz mózg. Skutki uboczne nie będą jednak katastrofalne.

Jeśli chcemy przestać narzekać, możemy skorzystać z zasady pięciu szympansów. To teoria stosowana w... zoologii. Okazuje się, że można przewidzieć nastrój i zachowania szympansa, jeśli przyjrzymy się wzorcom zachowań i nastrojom pięciu szympansów, z którymi ten przebywa najczęściej. W relacjach międzyludzkich jest podobnie. – Czy jesteśmy średnią pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu? Potwierdzam, moi przyjaciele to ludzie często doświadczeni przez życie, ale jednak otwarci i uśmiechnięci – mówi Joanna Ceplin. Zapewnia, że najbliższe otoczenie ma na nas ogromny wpływ. Dlatego warto wybrać swoje „szympansy" starannie.

– Dzięki temu, że mamy wokół siebie życiowych optymistów, sami też staramy się myśleć pozytywnie. Więcej nam się chce, mamy inne nastawienie do życia – wtóruje Michał Dębkowski. A co z osobami, które dużo narzekają, ale są w gronie naszych znajomych i przyjaciół? – Nie jest tak, że zrywamy z kimś znajomość po tym, gdy trochę ponarzekał. Ale podświadomie unikamy spotkań, po których się źle czujemy – mówi Joanna Ceplin.

ja, moje, mnie

Warto zacząć od autorefleksji. Jaka jest przyczyna naszego narzekania? Czy to wzorzec wyniesiony z domu? A może winne są niskie poczucie własnej wartości i problemy z dostrzeżeniem swoich mocnych stron?

Barbara Michno–Wiecheć zwraca uwagę, żeby bacznie obserwować okoliczności, w których funkcjonujemy. – Czy jesteśmy pod presją innych, czy mamy przekonanie, że narzekanie jest naszą integralną częścią? – pyta. I zaraz dodaje, że nie ma sytuacji bez wyjścia. 
– Okoliczności są obiektywne i wyłącznie od nas zależy, w jaki sposób je zinterpretujemy.

A ze spraw bardziej przyziemnych, choć równie istotnych... – Róbmy to, co sprawia nam przyjemność. Dzięki temu negatywne myśli przestaną się kumulować i same zejdą na dalszy plan – radzi Michał Dębkowski. – Każdy z nas powinien chociaż raz w tygodniu dać upust emocjom. Jak? Choćby fundując sobie wycisk na siłowni czy boisku. W ten sposób dosłownie wyrzucimy z siebie złe emocje i napełnimy organizm endorfinami.

Jak zmienić złe nawyki

Do słoika będziemy wrzucali 20 czy 50 zł przy każdej okazji, gdy zdarzy nam się ponarzekać. Ważne, by nie była to mała kwota. Trzeba też ustalić, na co przeznaczymy te pieniądze. Warto, aby był to cel, na który bardzo nie chcielibyśmy przeznaczyć pieniędzy, np. ugrupowanie polityczne, którego nie wspieramy. Najpóźniej po czwartym „przelewie" powinniśmy zauważyć zmiany we własnym postępowaniu!

Przestań narzekać!

– Najprościej zacząć 
od małych kroków 
– mówi Joanna Ceplin, założycielka Akademii Smart Brand. I radzi, by zmieniać w swojej głowie pytania z reaktywnych 
na proaktywne. 
Oto przykłady...

1. Wydaje ci się, że wszystko wiesz i już to gdzieś słyszałeś? Zamiast narzekać, zmień pytanie: Jak może mi to pomóc w biznesie i życiu? Usłyszenie czegoś drugi czy trzeci raz nie oznacza, że to coś złego – to raczej potwierdzenie, że dana zasada rzeczywiście istnieje i warto ją wdrożyć.

2. Zamiast „muszę" wybierajmy „chcę to zrobić". Zamiast: „już tak jest", pomyślmy: „OK, popatrzę na to z innej perspektywy". Jest to psychomotoryka – słowa „chcę" i „muszę" trafiają do różnych półkul mózgowych i są inaczej odbierane przez naszą podświadomość. Jeżeli zmienimy myślenie, nasz organizm zacznie działać, a nie sabotować samą myśl o działaniu.