Chios - raj utracony

Pachnąca migdałami, jaśminem i mastyksem wyspa Chios niepodobna jest do żadnej innej z greckich wysp. To raj dla tych, którzy szukają miejsc niezadeptanych. Kusi średniowiecznymi miasteczkami, malowniczymi klifami, przytulnymi zatoczkami i dzikimi plażami.
Atmosferę Chios zapowiada już sama podróż promem. Nie biegają po nim opętani manierą fotografowania turyści. Na wyspę płyną głównie Grecy. Odwiedzić bliskich, przedstawić rodzinie wybrankę lub wybranka serca, pomóc w większych porządkach, odpocząć od kontynentalnego zgiełku.

Okolice Karfas na wschodnim wybrzeżu Chios. Krystalicznie czyste morze opływające wyspę to jej atut.
Podróż z Aten trwa prawie osiem godzin. Dla zabicia czasu gra się tu w karty, biesiaduje i gawędzi. Tym, którzy z Aten wypływają po południu, towarzyszy romantyczny zachód.

Mityczni kochankowie

To właśnie promienie zachodzącego słońca miały niegdyś przywrócić wzrok pewnemu młodzieńcowi zakochanemu w córce władcy Chios.
Dwa z czterech stojących na przedmieściach stolicy Chios starych młynów.
Jak podaje starożytny mit, obdarzony niezwykłą urodą i siłą Orion, syn Posejdona i Euriale, był wspaniałym myśliwym. Jego strzałom nie uszła żadna zwierzyna, na którą się zamierzył. Przypadek sprawił, że Orion znalazł się na wyspie Chios, której królem był wówczas syn Ariadny i Dionizosa Ojnopion. Ten ostatni słynął z okrucieństwa, ale i z pięknej córki Merope, w której Orion zakochał się bez pamięci.

 
Ojnopion obiecał Orionowi rękę Merope, jeśli ten zabije wszystkie zwierzęta czyniące szkody na wyspie. Gdy jednak myśliwy wywiązał się z zadania, król wycofał się z obietnicy. Zrozpaczony Orion chciał uprowadzić Merope siłą, lecz wściekły Ojnopion go oślepił.
Nic dziwnego w tym, że Chios zaistniała w mitach starożytnej Grecji. To wyspa niezwykła, niepodobna do żadnej innej z greckich wysp.
Mieszkańcy żyją tu swoim rytmem. I tylko pod dwoma względami Chios przypomina resztę greckiej krainy. To zamiłowanie mieszkańców do picia kawy i jazdy jednośladami
Chijos, bo tak wymawiają jej nazwę Grecy, to piąta co do wielkości ich wyspa, a jednocześnie jedna z najmniej znanych. I to jest jej olbrzymi atut. Niezadeptana jeszcze przez turystów, pozwala zażyć prawdziwego greckiego życia. A jest ono tak odmienne od tego, które widzi przeciętny turysta na standardowych greckich wakacjach, że niektórym może się wydawać, iż wcale nie trafili do Grecji. Tu nie ma nic na pokaz. Mieszkańcy żyją swoim życiem, a krewetki w sosie pomidorowo-serowym nie udają ich turystycznej namiastki. I właściwie tylko pod dwoma względami Chios przypomina resztę greckiej krainy – to zamiłowanie mieszkańców do picia kawy i jazdy jednośladami.

Kraina mastyksu i nie tylko

Chios jest jedynym miejscem w całej Europie, gdzie z powodzeniem uprawia się drzewa mastyksowe, a właściwie drzewa pistacji kleistej.
W tradycyjnym stroju Greczynek dominuje czerń, czym zdecydowanie wyróżniają się na uliczkach spośród turystów.
Mastyks, nazywany też „łzami Chios”, to zastygła, oczyszczona żywica wypływająca z nacinanej kory drzew. By ją uzyskać, korę nacina się na głębokość 2–4 mm. Z nacięć zaczyna wypływać żywica, która po ok. 15 dniach zastyga i nadaje się do zbierania. A pierwsze zbiory odbywają się w połowie sierpnia, kolejne i zarazem ostatnie są w połowie września. Mozolna, ręczna praca wymaga wiele wysiłku, ale Grecy z Chios należą do ludzi wytrwałych. Poza tym cena tak pozyskanego surowca jest też odpowiednio wysoka.
Pachnący czymś pomiędzy żywicą a anyżkiem mastyks używany jest m.in. w produkcji gumy do żucia, jako składnik wysokiej jakości lakierów i werniksów, w produkcji perfum, a także mocniejszych trunków i wielu medykamentów. Wierzy się, że mastyks obniża cholesterol, pobudza system immunologiczny, a także… wpływa na potencję.
Mastyksowe zagłębie to południowa część wyspy. Mesta, Olympoi, Kalamoti, Armolia, Kallimasia, Nenita czy Vessa to tylko niektóre z mastyksowych miasteczek i wiosek. Najbardziej niezwykłym z nich jest jednak Pyrgion. To ze względu na charakterystyczne biało-czarne wzory pokrywające tutejsze domy.
Wzory te powstają w prosty, choć dość żmudny sposób. Dom pokrywa się najpierw warstwą grafitowego tynku (powstałego z domieszki piasku i wulkanicznego pyłu z nieodległej plaży Mavra Volia), a następnie warstwą tynku jasnego (z domieszką piaskowca). Wtedy „wystarczy” już tylko zdrapywać jaśniejszą warstwę do spodniej, ciemnej i tworzyć wzory, jakie tylko artyście przyjdą do głowy. Najczęściej są to jednak wzory geometryczne.

Czerwone suszone pomidory

Na biało-czarnych murach Pyrgionu pięknie prezentują się sznury pomidorków koktajlowych. Te ostatnie uprawia się na Chios bez wody, a gdy dojrzeją, zbiera się i związuje w kiście, które wiesza się na zewnątrz domu, by schły na słońcu. Usycha tylko skórka, miąższ w środku pozostaje soczysty.
Grecy, bez względu na wiek, uwielbiają wspólne biesiadowanie, czym zarażają odwiedzających ich turystów.
Podobnie postępuje się z czerwonymi papryczkami. Mieszkańcy Chios nie bez powodu stosują taką formę przechowywania warzyw. Wyspa jest bowiem jednym z najbardziej słonecznych miejsc w całym basenie Morza Śródziemnego.
Podczas gdy lata nie są zbyt upalne, wiosną i jesienią jest przyjemnie ciepło, a zimą temperatura nie spada poniżej zera. Dostatek słońca sprawia, że wyspa obfituje w gaje oliwne, migdałowe i mandarynkowe sady, a rosnące tu dzikie tulipany i maki mają wyjątkowo ciemną barwę.
Uprawiania roli i produkcji wina miał ponoć nauczyć pierwszych osadników na Chios sam Ojnopion, którego istnienie potwierdzają najnowsze odkrycia archeologiczne na wyspie. Dowodzą też one bez żadnego wątpienia, że życie na Chios trwało nieprzerwanie od 4 tys. lat przed naszą erą.

Historia, która wstrząsnęła światem

O niezwykle bogatej historii wyspy opowiada muzeum Filipposa Argentisa. Jego założyciel, urodzony pod koniec XIX w.  w Marsylii, poświęcił jej całe dorosłe życie. Ale miał też co badać.
Zachód słońca widziany z promu płynącego na Chios.
Chios była niegdyś morską potęgą, jej mieszkańcy należeli do najbogatszych w całej starożytnej Grecji, a wino i mastyks z Chios cieszyły się sławą na całym świecie. To, rzecz jasna, przyciągało na wyspę nie tylko kupców, ale i niezliczone rzesze najeźdźców. Mimo że nieraz znajdowali się pod obcą okupacją, to na przestrzeni tych tysięcy i setek lat mieszkańcy wyspy przegrali tylko raz. Sromotnie. I to właściwie na własną prośbę.
Był marzec 1822 r. Powstanie Greków przeciwko władzy osmańskiej trwało już od kilku miesięcy, ale na Chios nie było żadnych walk. Te rozpoczęły się, dopiero gdy z sąsiedniej wyspy Samos przybyli uzbrojeni powstańcy. Patrzący do tej pory łaskawym okiem na zajętych pracą mieszkańców Chios Turcy, przypuścili atak na wyspę i rozpoczęli bezlitosną rzeź ludności. W masakrze zginęło blisko 20 tys. osób, drugie tyle wzięto do niewoli. Wydarzenia na Chios wstrząsnęły całą ówczesną Europą i znalazły swoje odzwierciedlenie w sztuce. Rzeź na Chios upamiętnił na swoim obrazie „Masakra na Chios” Eugène Delacroix (obraz można obejrzeć w Luwrze), a Victor Hugo w cyklu Poematy Wschodnie napisał wiersz „Dziecko z Chios”.

Egejska ojczyzna Homera i przystań Kolumba

Z natury optymistyczni mieszkańcy Chios znacznie chętniej mówią o jaśniejszej stronie swojej historii. Są tacy, którzy wierzą, że właśnie na ich wyspie urodził się Homer, a swoje nauki dotyczące historii przodków i etyki wygłaszał w malowniczym Vrontados, gdzie dziś jeszcze dotknąć można Daskalopetry, kamienia, z którego zwykł przemawiać do swoich uczniów. Ile prawdy jest w tych doniesieniach, trudno stwierdzić.
Śladami Homera. Charakterystyczny niewielki kościółek Panagia Myrtidiotissa niedaleko Daskalopetry, czyli miejsca, gdzie – jak wierzą mieszkańcy tamtych okolic – miał nauczać historii i etyki sam Homer.
Co innego sprawa miejsca urodzenia Krzysztofa Kolumba. Choć nie ma niezbitych dowodów na to, że faktycznie urodził się na Chios, istnieją dokumenty świadczące o tym, że Kolumb pojawił się na wyspie około 1474 r., w trakcie swojej podróży na Wschód. Wielu historyków utrzymuje, że Kolumb przybył na Chios po mapy morskie.
Z miłości do... Ludzi, których urzekła ta wyspa, nie brakowało w historii. Filippos Argentis, bogaty florentczyk, zakochał się w Chios bez pamięci. Nie bez powodu więc mieszkańcy wyspy wystawili mu pomnik.
Najprawdopodobniej z wyspy zabrał też miejscowych żeglarzy, którzy zostali członkami jego załogi. Wiele źródeł wydaje się potwierdzać ponad wszelką wątpliwość, że wielki podróżnik, żeglarz i odkrywca na Chios był przynajmniej przez jakiś czas i że zdążył poznać właściwości mastyksu oraz styl życia mieszkańców wyspy.

Wyspa ludzi szczęśliwych

Chiosi? Chioci? Nie wiadomo, jak powinno się mówić o mieszkańcach Chios, których mieszka obecnie na wyspie blisko 54 tys. (z czego więcej niż połowa w stolicy – Chios).
Bez słów. Czaszki w kaplicy św. Krzyża przy klasztorze Nea Moni to dowód masakry z Wielkiego Piątku 1822 r. Turcy wymordowali tu blisko 600 mnichów i 3,5 tys. kobiet z dziećmi.
Wiadomo na pewno, że są to ludzie odważni i weseli. Potwornie doświadczeni przez historię, wykształcili w sobie wolę przetrwania i cieszenia się tym, co przynosi każdy dzień. Nie boją się ciężkiej pracy, nie stronią od