Bourne wiecznie żywy

Choć z rzeczywistą postacią nie ma nic wspólnego, podobnie jak James Bond funkcjonuje w ludzkich umysłach od lat, od lat też zdobywa coraz to nowe pokolenia fanów.

Serca czytelników podbił w latach 80., gdy twórca serii Robert Ludlum publikował oryginalną trylogię powieściową o przygodach agenta CIA. W 1988 r. na ekrany trafił miniserial telewizyjny z Richardem Chamberlainem w roli tytułowej. Później na początku XX w. seria zyskała nowe życie za sprawą znakomitych filmowych ekranizacji z Mattem Damonem w roli głównej. Próba wymiany popularnego aktora w czwartym z serii filmie „Dziedzictwo Bourne'a" (2012) na Jeremy'ego Rennera skończyła się klapą i rozczarowaniem. Dlatego producenci przekonali Damona wysoką gażą, by po raz kolejny zagrał słynną postać. W związku z tym już pod koniec lipca do kin wchodzi najnowszy, piąty film z serii zatytułowany po prostu „Jason Bourne".

Ale nie tylko na ekranie Bourne powraca co kilka lat. Pomimo śmierci Ludluma w 2001 r. stworzony przez niego bohater powraca również regularnie na kartach książek. Autorem kolejnych powieści jest Eric van Lustbader – amerykański pisarz, którego spadkobiercy Ludluma wybrali spośród wielu ubiegających się o to zadanie autorów, tzw. ghostwriterów. Van Lustbader ma już na koncie 10 bourne'owskich powieści. Ostatnia z nich – „The Bourne Enigma" ukazała się 21 czerwca w USA. Polscy czytelnicy są trochę do tyłu z powieściowymi sequelami, ale wydawcy nadrabiają zaległości. W lipcu ukazuje się w polskim przekładzie ósma książka – „Odwet Bourne'a". Oczywiście pozostaje pytanie, czy warto po te kontynuacje sięgać.

Tym, którzy nie załapali się na żadną wersję przygód tajnego agenta, warto przypomnieć, jak rozpoczęły się przygody tej postaci. Na początku pierwszej powieści Ludluma z 1980 r. na Morzu Śródziemnym zostaje wyłowiony mężczyzna z objawami amnezji. Nie pamięta, kim jest, ale szybko orientuje się, że na pewno nie jest zwykłym obywatelem. Choćby dlatego, że ma nietypowe umiejętności, a na dodatek kilka osób próbuje go zabić. Z czasem dowiaduje się o sobie coraz więcej. Okazuje się, że jest agentem CIA, który niegdyś służył na Dalekim Wschodzie, a później wdał się w konflikt z agencją. W kolejnych powieściach odkrywamy coraz więcej białych plam z jego życiorysu.

„Odwet Bourne'a", który właśnie ukazuje się po polsku, opowiada historię dużo późniejszą niż akcja pierwszych powieści. Bourne wiedzie spokojny żywot pracownika uniwersyteckiego. Ale przeszłość szpiegowska się o niego upomina. Na prośbę przyjaciela z Mosadu angażuje się w walkę z międzynarodowymi handlarzami narkotyków. Akcja skacze pomiędzy USA, Chinami, Rosją, Meksykiem oraz Izraelem, a na drodze bohatera pojawiają się kolejne czarne charaktery.

Najnowsze książki Van Lustbadera mają już niewiele wspólnego z oryginalną trylogią z lat 80. Podobnie jak w przypadku przygód Jamesa Bonda, które dzisiaj – czy to w książkach, czy na ekranie – bardzo już odbiegły od oryginalnych powieści Iana Fleminga.

Mamy także polski przykład pośmiertnej literackiej franczyzy. To przygody Pana Samochodzika, pisane oryginalnie przez Zbigniewa Nienackiego. Spadkobiercy pisarza zgodzili się na publikowanie kolejnych powieści z serii i od lat 90. czynili to m.in. Jerzy Ignaciuk, Sebastian Mierzyński i najbardziej z nich znany Andrzej Pilipiuk.

Głośnym przypadkiem kontynuacji serii po śmierci jej twórcy był ostatnio czwarty tom szwedzkiej sagi „Millennium". W powieści „Co nas nie zabije" Davidowi Lagercrantzowi udało się zachować klimat i poziom wcześniejszych części głośnego cyklu kryminalnego o dziennikarzu Mikaelu Blomkviście autorstwa Stiega Larssona. To jednak rzadki przypadek, gdy ghostwriter dorównuje poziomem zmarłemu twórcy.

Jeśli jednak ktoś nie jest zbyt przywiązany do oryginału lub nie obawia się ewentualnego rozczarowania, może spróbować po taką twórczość sięgnąć. Przygody Bourne'a – lekkie, łatwe i pozwalające oddać się bezwysiłkowej intelektualnie lekturze – mogą być na wakacje dobrym wyborem.

„Odwet Bourne'a", Robert Ludlum, Eric van Lustbader