BMW i8 powrót do przyszłości

W reklamach pojawiają się szare samochody z pretensjonalnie nazwaną linią stylistyczną, za którymi wszyscy się oglądają. W prawdziwym świecie nikt się nie obejrzy za pudłem w kolorze stardust mica. A i8 zwraca uwagę i to w pozytywnym sensie.

W podstawówce moi rówieśnicy i ja marzyliśmy o autach, które miały napis „turbo". To oznaczało moc. Dziś połowa nowych samochodów na rynku ma turbodoładowanie, więc fani tzw. prawdziwej motoryzacji wzdychają do wymierających silników wolnossących o liczbie cylindrów przekraczającej cztery. A ja marzę o tym, żeby mój następny samochód był elektryczny lub hybrydowy.

Na przykład taki jak BMW i8, hybryda typu plug–in. Z przodu motor elektryczny o mocy 131 KM, w miejscu wału akumulatory, a za przedziałem pasażerskim, ale przed tylną osią, silnik spalinowy, turbodoładowany, o pojemności zaledwie 1,5 litra. Trzycylindrowy. Za to o mocy aż 261 KM. W sumie to daje 362 KM i czas od zera do setki w 4,4 sekundy (o 0,1 sekundy dłużej niż nowe, turbodoładowane BMW M3).

Zasięg w trybie elektrycznym to ok. 30 kilometrów. Potem samochód zaczyna działać jak klasyczna hybryda, gdzie silnik spalinowy jest wspomagany przez motor elektryczny. No i jeszcze napęd na cztery koła, bo prąd napędza przednią oś, a benzyna tylną. Potem można podładować akumulatory z gniazdka 230V. Niestety, na polskich ulicach jest ich jak na lekarstwo i zwykle parkują przy nich zwykłe samochody. Gdyby doładowywać akumulatory przy każdej nadarzającej się okazji, i8 powinno zużywać 2,1 litra na setkę. W trasie realnie jest to 6–7 litrów.

Po tym, co widać na zewnątrz, po wślizgnięciu się do kokpitu przez unoszone niczym skrzydła drzwi, wnętrze jest rozczarowujące. Tak mogłoby wyglądać zwykłe BMW. Z tyłu nie ma miejsca dla ludzi, a w bagażniku nie ma miejsca na bagaż. Zmieści się jedna walizka kabinowa. Typowy samochód sportowy.

Brzmi także jak samochód sportowy. Ale tylko wewnątrz. Z zewnątrz ledwo słychać silnik. Dźwięk jest sztucznie generowany i płynie z głośników. Ale w trybie sportowym mógłbym przysiąc, że prowadzę M3. Zawieszenie jest twarde, a nadwozie z włókien węglowych sztywne. Prowadząc i8, z jednej strony mam wrażenie, że steruję konsolą do gier, ale z drugiej strony jest to bardzo dobra i droga konsola. Ta droga konsola kosztuje ok. 600 000 zł, tyle co Porsche 911 S.

Znają państwo te reklamy szarych samochodów z pretensjonalnie nazwaną linią stylistyczną? Tam wszyscy się za nimi oglądają, bo czterodrzwiowe pudło w kolorze stardust mica to obiekt pożądania ojców rodzin. W prawdziwym świecie nikt się nie obejrzy za waszym Hyundaiem (z całym szacunkiem dla tej marki). A i8 zwraca uwagę, i to w pozytywnym sensie. Nawet (a może zwłaszcza) kiedy sunie bezszelestnie, napędzane tylko motorem elektrycznym, ludzie odwracają głowy i na ich twarzach widać mieszaninę zachwytu i zdziwienia. Nie wiedzą, na co właśnie patrzą. To nie Porsche, nie Ferrari, nie Aston Martin. To jest właśnie przyszłość. I jeśli samochody sportowe przyszłości będą takie jak i8, to nie chcę wolnossącej V8. Chcę, żeby mój następny samochód był hybrydowy.