Björkofilia

Muzyczna szamanka z Islandii zawsze lubiła szokować. Ale teraz przekracza granicę, której przed nią nie udało się pokonać żadnemu artyście. Wydaje płytę, która jest zbiorem internetowych aplikacji, gier wideo i albumem CD w jednym. I to od ciebie, słuchaczu, będzie zależało, czy wybierzesz tylko krążek z nagraniem muzyki, czy... postawisz na cały muzyczny wszechświat.
Według słów samej Björk, „Biophilia” wskazuje miejsce, gdzie technologia spotyka się z naturą i muzyką.

Fot. Materiały prasowe Universal Music
W praktyce jest to 10 piosenek i 10 aplikacji przygotowanych na iPada. Do tego instalacje w przestrzeni i show na żywo. Standardową płytę CD będzie można zamówić na stronie artystki. Ale chyba tylko bogaci fani zechcą wydać, bagatela, 500 funtów na luksusową wersję płyty, zamkniętą w pudełku ze szlifowanego dębowego drewna. Reszta na pewno zechce poznać niewiarygodne możliwości aplikacji „Biophilii”, które pozwolą nie tylko rozebrać utwory na czynniki pierwsze i zajrzeć im do brzucha, ale także samemu współtworzyć kompozycje.
Jednym z autorów tych aplikacji jest Scott Snibbe, artysta multimedialny, reżyser i performer. Tak mówi o tym projekcie: – Björk patrzy na muzykę jak na różnorodne tunele, które prowadzą do świata dźwięków. Te aplikacje pozwolą wam też tak patrzeć na jej album.
Islandka tłumaczy: – Przyczyna, dla której „Biophilia” ma być tak technologicznie zaawansowanym projektem, jest prosta: nie potrafię opowiedzieć o świecie dźwięków, rytmu i skalach bez myślenia również o systemie słonecznym, planetach i atomach. Dla mnie to w pewnym sensie ten sam świat.
Celem Björk jest pokazanie, jak dźwięk powstaje w naturalnych okolicznościach. Za pomocą „Biophilii” artystka chce zbadać nieskończoność Kosmosu, począwszy od systemów planetarnych po strukturę atomu. – Dla mnie to kontynuacja „Volty” – mówi Islandka, nawiązując do swojej płyty sprzed czterech lat. – Ale tamto było projektem o nas, ludziach, podczas gdy „Biophilia” pozbawiona jest odniesień do człowieka. To jak wyglądanie na zewnątrz świata, ale także zaglądanie do jego wnętrza, do środka atomu. W ten sposób estetycznie odczuwam dźwięk – jego strukturę, to, jak się porusza, jak pojedyncze dźwięki zachowują się w pokoju, między przedmiotami, jak odskakują od ścian. To właściwie bardzo podobne do tego, jak poruszają się planety i mikroskopijne struktury.
Na pewno nie jest to tylko czyste wariactwo ekscentrycznej Islandki. Björk od zawsze wykraczała poza standardowe wyczyny wielu gwiazd popu. Potrafiła krzyżować różnorodne gatunki, nie na zasadzie miszmaszu stylistycznego, ale ewolucji. Tą drogą intuicyjnie próbowała przejść od jazzu (gdy miała 15 lat) do trip-hopu (jak na płycie „Post”), od inteligentnego techno i chaotycznej elektroniki („Homogenic”) do neotonalności, muzyki konkretnej i intuicyjnych prób ekspresji głosu (jej najlepsza jak dotąd płyta „Verspertine”, przy której Björk wsparli Thomas Knak, duet Matmos i harfistka Zeena Parkins), od muzyki generowanej komputerowo („Medúlla”) do fascynacji Dalekim Wschodem („Volta”), a jeszcze wcześniej – inspirowanej musicalem lat 50. i odgłosami codzienności muzyki do filmu Larsa von Triera „Tańcząc w ciemnościach”.

Inteligentne brzmienia

W tym kontekście najnowsze dzieło Björk nie odstaje od poszukiwań, które od ponad 15 lat systematycznie windują ją na szczyt muzycznej hierarchii.
Fot. Carsten Windhorst/Universal Music
Tym, co może spowodować przełom w świecie muzyki, nie będą raczej same kompozycje: pierwsza ich odsłona podczas festiwalu w Manchesterze pokazała, że bardzo trudno połączyć walor edukacyjny z artystycznym, a minimalistycznym utworom z płyty brak typowej dla piosenek Björk melodyki. Jeśli więc nie muzyka, to może technologia? Pytanie tylko,  co z jednorodnością tego projektu.
Paweł Kostrzewa, krytyk muzyczny i szef redakcji muzycznej Onet.pl, mówi: – Płyta CD będzie pewnie dodatkiem dla starszej i konserwatywnej w poglądach na nośniki muzyczne publiczności.
Tylko że w większości fani Björk kochają ją właśnie za muzykę, której słuchali na CD. Czy jej wersja interaktywna może sprawić, że jednoczesne słuchanie, czucie, patrzenie na muzykę i tworzenie jej staną się standardem dla użytkowników i innych wykonawców?
Na „Biophilii” każda z dziesięciu aplikacji na iPada odpowiada jednej piosence na albumie, a wszystkie są zgrupowane w jednej aplikacji-matce, zaprojektowanej przez Scotta Snibbe’a. Użytkownik iPada ma wpływ na kształt wizualny teledysków i gier, a także muzyki. Na przykład aplikacja do utworu „Virus” jest grą, w której użytkownik musi powstrzymać wirusa przed zniszczeniem kolejnej komórki w ciele. Ale jest w tym pułapka: jeśli wygrasz z wirusem, nie usłyszysz całej piosenki. Musisz pozwolić, by komórka zginęła, żeby usłyszeć utwór w całości.
Nie potrafię myśleć o dźwiękach bez myślenia o planetach i atomach. Dla mnie to w pewnym sensie jest ten sam świat
Björk
Snibbe stwierdza: – Björk wyprzedziła innych artystów o lata świetlne, mówiąc: „Wydamy album i aplikacje w tym samym czasie, bo wszystkie są częścią tej samej historii”. Aplikacja jest dla niej wyrazem muzyki, przedstawia ideę całego projektu. „Crystalline” pokazuje, jak Björk widzi muzykę we własnej głowie. Myślę, że jest obdarzona pewnym typem synestezji (czyli umiejętnością widzenia barw i struktur muzyki) i kiedy słucha muzyki, jak sama mówi, widzi takie tunele jak w aplikacji. Liczba ścian tunelu zmienia się, zależnie od rytmu i melodii. Interakcja w formie gry ma „przesuwać” dźwięki przez struktury.
Snibbe od dawna projektuje aplikacje na iPhone’a i Maca, m.in. bardzo podobną do tej z „Biophilii” „Bubble Harp” (1997), rysującą wielokąty wokół każdego punktu, na który kliknie myszą użytkownik. Struktury te, umownie nazywane diagramem Woronoja, opisują wiele naturalnych kształtów, włączając w nie strukturę bąbli, komórek, plastrów miodu, rybich łusek, wysychanie pustynnych piasków, dominacyjne znaczenie terenu przez zwierzęta czy grawitacyjny wpływ gwiazd na człowieka. Podobnie jak w „Crystalline” Björk, aplikacja „Bubble Harp” Snibbe’a używa diagramów Woronoja jako sposobu odniesienia do gestu. Tak długo, jak przytrzymuje się mysz na punkcie, aplikacja rejestruje jej dokładny ruch w czasie i przestrzeni. Gdy odejmie się dłoń od myszy, punkty same powtarzają ten ruch w nieskończoność. Gdy pojawią się dodatkowe punkty zaznaczone myszą diagram Woronoja dynamicznie obudowuje się wokół nich. A ponieważ czas odtwarzania ruchu wokół kolejnych punktów się różni, cykl całego systemu staje się ogromny – podobnie jak w „Virusie”, „Cosmogony” czy „Crystalline”.
Mówiąc prościej – marzeniem Björk było pozwolić słuchaczom i użytkownikom aplikacji dotknąć świata niematerialnego, który ma złożoną strukturę i przewidywalne reakcje. A tym samym pokazać nieskończoną różnorodność natury. Pozwolić ludziom wejść w sam środek wszechrzeczy, rozciąć błonkę świata i zajrzeć do niego od spodu, łamiąc tym samym barierę między narzędziem a dziełem sztuki, czyli między muzyką a instrumentami powołanymi do jej stworzenia i użytkowania – to na pewno się powiodło.
– „Biophilia” jest reformatorska i na wskroś nowoczesna z jednej strony, a z drugiej odwołuje się do historii muzyki i nadawania dźwięku oraz do historii życia – mówi Paweł Kostrzewa. – Islandka wyprzedza Radiohead i Gorillaz. Szykuje się przełom wydawniczy, bo ze zwykłą nową płytą kolejnego wykonawcy nie ma to wiele wspólnego – dodaje.
Możliwe, że wyprzedzi, ale artyści, którzy przed Björk próbowali tego samego, nie odnieśli wielkiego sukcesu w świecie nowych mediów. Może dlatego, że większość aplikacji to, za przeproszeniem, śmieci zawalające nasze telefony i komputery. Brytyjska firma software’owa Localytics opublikowała badania, z których wynika, że prawie 30 proc. wszystkich aplikacji telefonicznych otwieramy tylko raz. Po włączeniu aparatu. Niestety, to samo czeka wiele spośród aplikacji muzycznych, bez których niedługo będzie trudno sobie wyobrazić promowanie płyty.
Nic dziwnego, że część artystów wykorzystuje je tylko do wyciągania kasy z kieszeni fanów (jak Robbie Williams za sprawą aplikacji „Racing Game”) albo do obowiązkowego uatrakcyjniania wersji mobilnych swoich stron. Innowacyjnych i inteligentnych projektów internetowych, będących dodatkiem do muzyki, jest niewiele, trzeba do nich zaliczyć aplikację „Islands” i „Crystalized” Brytyjczyków z The XX (pozwala na odtworzenie koncertu z udziałem różnych graczy na trzech iPhone’ach) i aplikację Mike’a Skinnera z The Streets (fani dostawali prezenty, jeśli zeskanowali wskazane kody na stronie).

Wirtualny świat artystów

Ale to dopiero początek.
Aplikacja do piosenki „Virus”. Fot. Materiały prasowe
Czym innym jest próba komponowania płyty na iPadzie (jak Gorillaz na dość słabym albumie „The Fall”) czy wrzucanie ich w całości do Internetu, fanom pozostawiając decyzję co do kwoty, jaką chcą zapłacić za album (jak Radiohead z płytami „In Rainbows” i „King of The Limbs”), oraz komponowanie w zamkniętym gronie wybitnych muzyków utworów które następnie trafiają za darmo do Internetu (jak Beck i Trent Reznor) – a czym innym prezentowanie projektu, który angażuje muzykę, sztuki wizualne, naukę, technologię, animację, gry komputerowe, a w dodatku przetwarza istniejące instrumenty w zupełnie nowe.
Dwa przykłady aplikacji „Racing”, wypuszczonej przez Robbie’ego Williamsa. Fot. Materiały prasowe
Damon Albarn napisał „The Fall” na iPadzie podczas trasy, używając głównie iElectribe’a firmy Korg, czyli wirtualnego analogowego beatboksu, który jest uproszczoną wersją na iPada samplera do produkcji muzyki. I jak to określił złośliwie krytyk Alexis Petridis, ta płyta brzmi, „jakby ktoś brzdąkał z nudów na iPadzie, siedząc w nocy w pokoju hotelowym”.
Za to kolejne aplikacje wypuszczane przez Gorillaz na iPada i iPhone’a wzbudziły słuszny entuzjazm. Niedawno Albarn ogłosił premierę aplikacji iElectribe Korga, wyposażonej już w próbki utworów z płyty – to nie tylko świetne narzędzie do remiksów, ale także mnóstwo oryginalnego materiału do własnych przeróbek. Gorillaz przebudowali całą tę aplikację od podszewki, nadając jej animowaną estetykę zespołu. Nie tylko oferuje bezpośrednią łączność między fanami a artystami, ale i wygląda dokł