Biurowe wampiry

Na pierwszy rzut oka – kolega z pracy. Poświęca nam dużo uwagi. W zamian podziwiamy go za sukcesy zawodowe lub współczujemy osobistych porażek. I tak powoli wpadamy w sidła tego biurowego wampira, który wysysa z nas entuzjazm i energię do działania. 
Jak go rozpoznać i jak się przed nim bronić? Zanim będzie za późno...

– Pracowałam w firmie dwa miesiące, gdy przyjęli nową koleżankę do naszego działu – wspomina Anita, specjalista ds. obsługi prawnej. – Kasia miała promienny uśmiech i lekko zagubione spojrzenie. Od razu się polubiłyśmy. Mimo że nie należało to do moich obowiązków, pomogłam się jej zaaklimatyzować. Wytłumaczyłam, kto za co odpowiada, na kogo uważać i dlaczego warto unikać zapiekanego makaronu w pracowniczej stołówce.

Kasia miała kłopot z obsługą urządzeń biurowych. Bardzo często zacinał się jej papier w drukarce lub skaner odmawiał posłuszeństwa. Po kilku miesiącach kolega żartem zwrócił Anicie uwagę, że zawsze to ona biega po wydruki koleżanki albo kseruje dla niej dokumenty. – Nie zdawałam sobie z tego sprawy – przyznaje. – Kiedy któregoś dnia odmówiłam pomocy przy drukowaniu, skończyło się awanturą. Kasia się obraziła i usłyszałam, że nie może na mnie liczyć. Tłumaczyła mi, że skoro ma niewygodne buty na wysokim obcasie, to nie da rady cały dzień w nich chodzić. I najdziwniejsze jest to, że wpędziła mnie w poczucie winy...

Choć cztery ściany biurowca nie są idealnym miejscem do szukania przyjaźni, mimowolnie każdy potrzebuje w pracy bratniej duszy. Po co? By wspierać się w trudnych chwilach, dzielić obowiązkami, wspólnie szukać rozwiązania problemu – na tym polega praca zespołowa. Ale w najlepszym nawet zespole może pojawić się ktoś, kto ma zupełnie inne zamiary...

Amerykański psycholog i trener biznesu dr Albert J. Bernstein przez lata obserwował problemy w relacjach międzyludzkich. To on stworzył pojęcie „wampirów emocjonalnych". W swoich książkach obnaża mechanizmy działania osób, które żerują na naiwności innych. Metafora okazała się na tyle trafna, że na stałe zagościła w słowniku coachów biznesu. Do walki z krwiopijcami zamiast czosnku i osikowego kołka rekomendują oni asertywność i umiejętność rozmowy o emocjach. Ale korpostrzygi niczym książkowy hrabia Drakula hipnotyzują urokiem osobistym i bez skrupułów wykorzystują swoje ofiary. Aby z takiego starcia wyjść bez szwanku, potrzeba sprytu.

– Pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, są rosnące wymagania. Taka osoba zazwyczaj na początku jest miła i nawet odwdzięcza się za drobne przysługi. Ale tylko na początku – mówi Agnieszka Kowalczykowska, coach i trener biznesu. I podkreśla, że osoby wykorzystywane przez wampiry często po spotkaniach z nimi czują psychiczne zmęczenie.

Dlaczego tak się dzieje? – W procesie wychowania ani rodzice, ani nauczyciele w szkołach nie uczą nas asertywnego budowania relacji – tłumaczy Andrzej Śmiech, doradca personalny i psycholog biznesu. – Oznacza to, że nawet gdy czujemy się wykorzystywani, nie potrafimy o tym mówić głośno. Boimy się zranić drugą osobę. Wierzymy, że koleżeństwo oznacza także wyrzeczenia i poświęcanie swojego czasu innym. I tak jest. Pod warunkiem że relacje są symetryczne. Że jeśli coś daję, to otrzymuję coś w zamian.

Gradowe chmury

Odrębną kategorią są wieczni maruderzy. Przychodzimy do pracy w doskonałym nastroju i... Najczęściej już w windzie zderzamy się z biurowym marudą. Zawsze znajdzie się powód do lamentowania – zła pogoda, kiepskie samopoczucie, problemy w domu albo z szefem czy smak kawy... Naturalnym odruchem jest próba pocieszenia. Tracimy czas i energię, a po takim spotkaniu sami jesteśmy wyczerpani. Oczywiście, każdy ma prawo mieć gorszy dzień. Problem pojawia się wówczas, gdy wampir ma codziennie zły humor i konsekwentnie obarcza nas swoimi problemami. – Na początku możemy uważać, że jest to forma przyjaźni, a zwierzenia są dowodem na obdarzanie nas zaufaniem, jednak na dłuższą metę taka relacja jest nie do zniesienia – podkreśla Agnieszka Kowalczykowska.

– Czy obarczanie kogoś swoimi negatywnymi emocjami jest faktycznie koleżeńskie? Czasami warto przegadać problem. Ale jeśli sytuacja jest nagminna, druga strona nie zawsze jest w stanie unieść jej ciężar – dodaje Andrzej Śmiech. Jak zareagować, gdy czujemy się ofiarą? To trudne, ale w takiej sytuacji najlepiej jasno powiedzieć: „nie czuję się komfortowo, gdy mi o tym opowiadasz". Szczególnie jeśli faktycznie nie jesteśmy w stanie pomóc naszemu rozmówcy.

Zespołowi krwiopijcy

Marcin, specjalista ds. programowania, swojego wampira spotkał kilka miesięcy temu. – Pracowałem w zespole, który przygotowywał projekt portalu dla klienta. Zamówienie nie było typowe i wymagało wielu niekonwencjonalnych rozwiązań 
– wspomina. – W tworzenie portalu zaangażowanych było łącznie osiem osób. Jeden z naszych programistów, Tomek, podczas przerw na kawę często dopytywał, jak nam idzie, co już zrobiliśmy. Po zakończeniu projektu, z którego klient był bardzo zadowolony, Tomek jako jedyny otrzymał premię. Dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem, po fakcie, bo w firmie obowiązuje zasada, że nie rozmawiamy o wynagrodzeniach. Podczas kolejnego projektu Tomek znów pytał, jak nam idzie. Zorientowaliśmy się, że regularnie raportuje do naszego przełożonego, przypisując sobie wykonanie także naszej części pracy.

– W pracy z klientami często słyszę komunikat: „miała miejsce taka sytuacja". Cóż, sytuacje nie dzieją się same. Są wynikiem działania. Jeśli tak jak w tym przypadku jeden z kolegów jest podejrzanie dociekliwy, warto z nim porozmawiać, np. w obecności całej grupy projektowej. Zapytać, w jakim celu pozyskuje te informacje. Można powiedzieć, że mamy intuicję, że dzieje się coś niedobrego. Warto takie przeczucia skonfrontować z rzeczywistością – podkreśla Andrzej Śmiech. Dodaje, że ludzie często, zamiast zareagować, budują w głowie różne scenariusze. Przypisują innym określone z góry intencje i zakładają, że druga osoba działa świadomie. Tymczasem może się okazać, że kolega, który biega do szefa i raportuje, nie ma świadomości, że robi coś niewłaściwego. Jeśli nie zareagujemy na samym początku, nieporozumienie może przekształcić się w konflikt i wywołać wiele negatywnych emocji. Dlatego warto rozwiązywać takie sprawy w zarodku.

Wampiry emocjonalne żywią się podziwem. To osoby narcystyczne, lubiące być w centrum uwagi. Dlatego tak chętnie zbierają pochwały, choćby za innych. – Jeśli już się zorientujemy, że mamy kogoś takiego w zespole, że nie jest to jednostkowa sytuacja, najlepiej od razu jasno postawić granice. Warto, nawet wspólnie, spisać podział zadań w grupie, żeby dla wszystkich było jasne, kto za co odpowiada – sugeruje Agnieszka Kowalczykowska. Zawsze można spróbować porozmawiać, ale wampiry to często osoby zadufane w sobie, które nie przyjmują słowa krytyki. Wówczas niezbędna jest ingerencja u przełożonego.

– Ciągle pokutuje w nas przekonanie, że rozmowa z przełożonym to forma donosicielstwa. Tymczasem w zachodnich korporacjach mediatorzy w sytuacjach konfliktowych są standardem. Proszenie o pomoc w rozwiązaniu problemu z przełożonym w dziale HR jest na porządku dziennym. W Polsce wciąż się tego uczymy. Osoba niezaangażowana emocjonalnie w konflikt lepiej oceni źródła problemu i podpowie rozwiązanie – tłumaczy Andrzej Śmiech.

Łowcy demonów

Agnieszka, copywriterka w agencji reklamowej, przyznaje, że sama przyczynia się do swoich problemów w pracy. Zawsze była bardzo pilna i z chęcią podejmowała się realizacji nowych projektów. Nadgodziny w tygodniu, weekendy w domu przed komputerem nie stanowią dla niej problemu. I właśnie ta sumienność kolejny raz wpędziła ją w pracy w problemy. Poprzedni szef powierzał jej większość zadań, które realizował w ciągu roku cały dział. Koleżanki piły kawę i rozmawiały o serialach, kiedy ona dwoiła się i troiła, aby dotrzymać wszystkich terminów. Im więcej pracowała, tym więcej miała pracy. Kiedy próbowała rozmawiać z przełożonym, stwierdził, że na niej może polegać i dlatego tak chętnie powierza jej kolejne zadania. Nie potrafiła odmówić, więc jedynym wyjściem okazała się zmiana pracy. Niestety, w nowym miejscu znów dała się poznać jako pracoholik. Wystarczyło kilka miesięcy i kłopoty wróciły.

– Zdarza się, że rzetelni pracownicy padają ofiarą pozostałych osób w zespole, które nie wywiązują się ze swoich obowiązków. Jedynym rozwiązaniem jest podjęcie mediacji z szefem. Warto powiedzieć dokładnie, ile i jakich zadań obecnie realizujemy, i poprosić o nadanie im priorytetów lub oddelegowanie części z nich innym pracownikom. Jeśli to nie pomoże albo jeśli szef też jest wampirem, jedynym wyjściem może być zmiana pracy. Ale tylko pod warunkiem, że w nowym miejscu już na starcie postawimy granice i nie popełnimy tych samych błędów – podpowiada Agnieszka Kowalczykowska.

Lepsze od osikowego kołka

– Kiedy prowadzę programy rozwojowe dla kadry zarządzającej, zawsze podkreślam, że w pracy ważniejszy jest szacunek niż to, czy jesteśmy lubiani. Zabieganie o czyjąś akceptacje lub sympatię bywa zwodnicze. Łatwo popaść w niełaskę. Możemy być zwodzeni przez innych ludzi, szantażowani, że jeśli podejmiemy określoną decyzję, to przestaną nas lubić. Natomiast relacje budowane na szacunku i wzajemnym wspieraniu się wytrzymują próbę czasu – opowiada Andrzej Śmiech.

Jak sobie radzić z wampirami? Przede wszystkim warto być uważnym i obserwować, jacy ludzie nas otaczają i jak się zachowują. A kiedy już zdiagnozujemy potencjalnego wampira, pozostaje asertywność i zimna krew. Najgorsze, co możemy zrobić, to dać się wyprowadzić z równowagi. Ważna jest także konsekwencja w działaniu. Jeśli będziemy odmawiać kolejnych „przysług", proszący w końcu się znudzi i poszuka innej ofiary. – Przestrzegam przed rozpoczynaniem gry. Nie odgrywajmy się i sami nie prośmy o przysługę, nie obarczajmy kogoś swoimi problemami. Szkoda czasu i naszych emocji. Wampir najprawdopodobniej nie zrozumie, o czym mówimy, a utrzymywanie takiej toksycznej relacji nie poprawi nam samopoczucia – mówi Agnieszka Kowalczykowska.

– Człowiek jest istotą bardziej emocjonalną niż racjonalną. Choć chcielibyśmy wdrażać racjonalne rozwiązania, zawsze może pojawić się moment, w którym emocje wezmą górę. Dlatego powinniśmy poświęcać czas nie na walkę z innymi, tylko na uczenie się zarządzania sobą w emocjach. To najlepsza broń, która zaprocentuje nie tylko w życiu zawodowym, ale też prywatnym – dodaje Andrzej Śmiech.