Biografie i wyzwania

Myszka Miki, Kaczor Donald czy Pies Pluto. Któż z nas ich nie zna? Wszyscy też wiemy, że ich ojcem jest Walt Disney.

Ale już o nim samym wiemy niewiele. W dodatku często wierzymy w mity na jego temat. Chociażby w taki, że przed śmiercią kazał się zahibernować. Dobrze więc, że na naszym rynku ukazała się wnikliwa biografia twórcy Disneylandu „Walt Disney. Potęga marzeń".

Jak to możliwe, że jeden człowiek mógł zawładnąć wyobraźnią milionów ludzi na całym świecie? – zastanawia się we wstępie do niej Bob Thomas. Jak to się stało, że ten pochodzący z biednej rodziny, niczym niewyróżniający się w szkole chłopak i przeciętny rysownik stworzył największe na świecie imperium multimedialne? Imperium, którego przychody wynoszą dziś prawie tyle co połowa rocznego budżetu Polski. I pomyśleć, że z pierwszej pracy został wylany za brak wyobraźni i pomysłów, a pierwsze przedsięwzięcie filmowe doprowadziło go do bankructwa. Co ciekawe, jeszcze na początku lat 50. XX w., gdy był już sławny, jego majątek prezentował się raczej skromnie. Oczywiście jak na hollywoodzkie standardy. W czym więc tkwi tajemnica sukcesu Walta Disneya? I co sprawiło, że stał się on jedną z najważniejszych postaci XX w.? O tym już najlepiej dowiedzieć się z samej lektury. Warto dodać, że książka powstała na podstawie rozmów autora z krewnymi Disneya i jego współpracownikami, do których miał pełen dostęp. Tak jak i do rodzinnych archiwów. Żadnemu innemu biografowi się to nie udało.

A skoro już jesteśmy przy biografiach, sięgnijmy również po „Einsteina inwestowania" Joego Carlena. Jest to opowieść o Benjaminie Grahamie, który „pojawił się na świecie jako Benjamin Grossbaum, trzeci syn w rodzinie żydowskich importerów naczyń kuchennych, a opuścił go jako Benjamin Graham »Dziekan Wall Street«". Ten zaszczytny przydomek otrzymał dzięki swojej wiedzy i przenikliwości umysłu, które umożliwiły mu „stworzenie bardziej racjonalnych i wiarygodnych podstaw wyboru odpowiednich akcji". Wielu znanych inwestorów, np. Warren Buffett, Charles Brandes czy Irving Kahn, swoje sukcesy zawdzięcza właśnie Grahamowi i założonej przez niego szkole inwestowania wartościowego. Ale Carlen skupia się nie tylko na tym. Pisze także o dramatach osobistych autora „Inteligentnego inwestora" (to od kilkudziesięciu lat najlepiej sprzedający się tytuł biznesowy), jego niezwykłej hojności, a nawet nieposkromionym apetycie seksualnym. A wszystko to przedstawia na tle wydarzeń na Wall Street, dwóch wojen światowych, „ery jazzu", wielkiego kryzysu, boomu po II wojnie światowej oraz burzliwych lat 60. i 70. ub.w.

Równie wciągające co wspomniane biografie są wyznania Ryana Holidaya, którego zawodem jest, jak sam twierdzi... manipulowanie mediami. W książce „Zaufaj mi, jestem kłamcą" Holiday odsłania kulisy funkcjonowania dzisiejszych mediów informacyjnych. Bez ogródek pisze o tym, jak blogerzy przyjmują łapówki, a marketerzy i PR-owcy podsyłają dziennikarzom newsy, które ci później bezkrytycznie powielają. Wyjaśnia przy tym, czym tak naprawdę są nowoczesne środki przekazu, i opisuje mniej lub bardziej wyrafinowane techniki służące manipulacji oraz łatwemu zyskowi. Zwraca też uwagę na niebezpieczne konsekwencje działania obecnego systemu medialnego, który potrafi nawet największego hochsztaplera wynieść na piedestał, a zniszczyć najwartościowszego człowieka. „Wszyscy [...] żyjemy w świecie pełnym oszustów, a ty jesteś ich celem. Kant polega na tym, aby zrobić karierę i zbudować markę na cudzych plecach. Przedmiotami tej kradzieży są twoja uwaga i łatwowierność" – ostrzega Ryan Holiday. I chyba nie ma powodów, by mu nie wierzyć.