Architekt marzeń

10 grudnia 2008 r. Zbigniew Pszczulny z innymi architektami pracowni JSK układa przed kierownictwem Narodowego Centrum Sportu 360 segregatorów z projektem Stadionu Narodowego. wie, że rozpoczyna się trudny i ważny moment w jego życiu. Nie tylko zawodowym. Dotychczas tworzone przez jego biuro obiekty stały głównie za granicą. Tym razem ma okazję zrobić coś wyjątkowego w kraju, który opuścił trzy dekady temu.

Do czasu rozstrzygnięcia przetargu na realizację warszawskiego Stadionu Narodowego polskie media nie miały pojęcia o istnieniu Zbigniewa Pszczulnego. Tymczasem w Niemczech jego nazwisko było już doskonale znane. Pszczulny należy bowiem do wąskiego grona polskich emigrantów z przełomu lat 70. i 80., którzy na Zachodzie osiągnęli ogromny sukces.

Z tego właśnie powodu stał się jednym z bohaterów kręconego właśnie przez niemiecką telewizję publiczną WDR filmu „Dzień dobry Polsko", gdzie – obok m.in. piłkarza Eugena Polanskiego – opowiada o życiu na obczyźnie, która szybko stała się jego domem. Film ma być emitowany tuż przed Euro 2012. – Wyjechałem do Niemiec w 1981 r. jako 27-letni absolwent architektury w Gdańsku – opowiada Zbigniew Pszczulny. – Miałem zostać tylko kilka miesięcy, ale stan wojenny pokrzyżował te plany.

Na otwartym sercu

Miał dużo szczęścia. Od początku w Niemczech pracował w zawodzie – w biurze HPP prowadzonym przez prof. Helmuta Hentricha. Najpierw jako praktykant, a od 1982 r. jako projektant. Na swoje poszedł sześć lat później, zakładając z Helmutem Joosem, Jurkiem Slapą oraz Helmutem Ober- holzem biuro architektoniczne JSK Düsseldorf. Po kilku latach Pszczulny był wspólnikiem także w innych oddziałach firmy – we Frankfurcie nad Menem, w Berlinie oraz w Holdingu JSK.

– Pierwszym olbrzymim projektem, który prowadziłem, było lotnisko w Düsseldorfie – wspomina Pszczulny. – Miałem już nieco doświadczenia, bo wcześniej byłem jednym z projektantów Terminalu II we Frankfurcie, a później głównym projektantem Terminalu Münster-Osnabrück.

Tamten projekt był wyjątkowo trudny, bo lotnisko w trakcie przebudowy musiało cały czas funkcjonować. Przypominało to operację na otwartym sercu. – To obiekt o wiele większy niż lotnisko w Warszawie. Większość odbiorów czy testów odbywała się w nocy, by w dzień można było utrzymać olbrzymi ruch pasażerski – wspomina Pszczulny.

Kilka lat później z okazji zbliżającego się mundialu projektował stadion Esprit Arena w Düsseldorfie. Biuro systematycznie się rozrastało, bo w międzyczasie wykonywano także projekty biurowców, hoteli, stacji kolejowych, budynków mieszkalnych, centrów handlowych. Dziś pracownia w Düsseldorfie (dawne JSK) działa pod nazwiskami właścicieli Slapa Ober-holz Pszczulny i zatrudnia 60 architektów.

W polskich biurach funkcjonujących jako JSK (Warszawa, Wrocław, Sopot) i prowadzonych przez Zbigniewa Pszczulnego oraz Mariusza Rutza zatrudnionych jest 50 pracowników. Pierwszą siedzibę w Warszawie zakładano bez większego przekonania – taki warunek postawił zleceniodawca, który chciał budować tu biurowiec. Ostatecznie inwestor zbankrutował, jednak oddziału już nie zlikwidowano. Szybko posypały się duże zlecenia...

Marcin Chruśliński był pierwszym pracownikiem zatrudnionym w warszawskim biurze JSK. Dziś jako associate architect kieruje największymi zleceniami. – Projektowania takich obiektów uczyłem się w Niemczech, gdzie pracowałem przy koncepcji i budowie stadionu w Düsseldorfie – opowiada. Był tam członkiem zespołu projektowego, któremu przewodził Pszczulny. – Miałem szczęście od początku pracować przy międzynarodowych projektach, gdzie szczególny nacisk kładzie się na wysoką jakość detalu architektonicznego i architektonicznej idei.

Krótko po ukończeniu niemieckiego obiektu sam stanął na czele zespołu pracującego przy stadionie – tym razem Legii Warszawa, nazwanego później Pepsi Areną. To był pierwszy w Polsce stadion z prawdziwego zdarzenia. – Inwestor zdał się na naszą wizję i zachwycił efektem końcowym – architekturą, sposobem funkcjonowania stadionu, pomysłem na loże biznesowe czy zaplecze biurowe – dodaje Marcin Chruśliński.

Datę 7 sierpnia 2010 r. pamięta zapewne każdy wierny kibic stołecznego klubu. Wówczas nastąpiło oficjalne otwarcie stadionu, który wyznaczył w Polsce nowe standardy w swojej kategorii. To już nie była murawa otoczona rzędami krzesełek, lecz wielofunkcyjny obiekt, całkowicie zadaszony, z siecią punktów gastronomicznych, muzeum i sklepem kibica, a także centrum fitness i kliniką rehabilitacyjną. Trybuny zaprojektowano na 30 tys. miejsc, w tym tysiąc w strefie biznesowej, zaś zadaszony parking – na 750 tys. aut.

Szkło zamiast stali

Efekt spodobał się na tyle, że w biurze JSK rozdzwoniły się telefony. Zbigniew Pszczulny wraz z zespołem zdobywał kolejne zlecenia na budowę lotnisk we Wrocławiu i w Gdańsku, stadionu we Wrocławiu i w końcu – Stadionu Narodowego. Niektóre rozwiązania budziły jednak wątpliwości i zdziwienie. – Podczas budowy stadionu we Wrocławiu, który jest obiektem ligowym, zaproponowaliśmy podział na sektory za pomocą wysokich płotów stalowych o wysokości 2,5 metra. Takie zabezpieczenia stosowane są w całej Europie, wykonaliśmy je także dla Legii. Wszędzie w zupełności wystarczają. Jednak policja wrocławska zażyczyła sobie podwójnych płotów, co nas bardzo zadziwiło. Jestem zwolennikiem teorii, że nadmierne zabezpieczenia wywołują agresję – opowiada Pszczulny.

Dlatego – gdzie tylko to jest możliwe – stara się robić przegrody ze szkła. I tak właśnie wyglądać będzie barierka ochronna oddzielająca murawę od widzów podczas rozgrywek Euro 2012 na Stadionie Narodowym. Ukończony już Narodowy to najmłodsze dziecko JSK i jednocześnie jeden z największych jego projektów. – Zaangażowaliśmy do niego w sumie sto osób ze wszystkich naszych biur, także niemieckich, bo tempo prac było zawrotne, a budowla ogromna – wspomina Marcin Chruśliński, który przewodził jego powstaniu. – Zleceniodawca, Narodowe Centrum Sportu, dał nam jedynie 12 miesięcy na wymyślenie koncepcji od zera aż do złożenia projektu.

Pod koniec listopada 2007 r. ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki poinformował, że wygrała koncepcja polsko-niemieckiego konsorcjum JSK Architekci pod przewodnictwem głównych projektantów stadionu Zbigniewa Pszczulnego i Mariusza Rutza wraz z Gerkan, Marg und Partner International oraz Schlaich Bergmann & Partner odpowiedzialnymi za konstrukcję dachu. Od tego momentu kolejne 12 miesięcy upłynęło na dopracowywaniu projektu – pół roku na projekt budowlany i kolejne pół na część wykonawczą. W efekcie, pod koniec 2008 r., NCS otrzymało kilkaset segregatorów dokumentacji. Bo Narodowy to tak naprawdę kilka obiektów w jednym. Oprócz stadionu piłkarskiego z miejscami dla ponad 58 tys. kibiców i 69 luksusowych lóż biznesowych ma także biura, powierzchnie handlowe, największe w Warszawie centrum konferencyjne dla 1600 osób, cztery restauracje, fitness club, podziemny dwupoziomowy parking pod płytą boiska. Kubatura Stadionu Narodowego liczy milion metrów sześciennych. Jego powierzchnia całkowita to 204 metry kwadratowe, czyli niemal tyle, co cztery stadiony Legii.

Norma. Jaka norma?

Jakieś problemy? Oczywiście, bo od samego początku nie było łatwo. Tym bardziej że stadion powstawał pod presją opinii publicznej. – Zaproponowaliśmy, by nowy Stadion Narodowy stał w niecce dawnego Stadionu Dziesięciolecia, kontynuując założenia architektoniczne z lat 50., a nie obok niego, jak pierwotnie zakładano w Ministerstwie Sportu – opowiada Zbigniew Pszczulny. Podjęcie tej decyzji było jednak bardzo ryzykowne. Stadion Dziesięciolecia wybudowano bowiem na gruzach prawobrzeżnej Warszawy. W nasypach mogły znajdować się niewybuchy lub szczątki ludzkie. – Wykonaliśmy badania podłoża, ale nawet one nie dawały stuprocentowej pewności. Na szczęście na obawach się skończyło.

Trzeba było też uzyskać zgodę UEFA na inne położenie obiektu. Stadiony europejskie stoją na osi północ–południe. Tutaj – chcąc zachować dawny układ portali wejściowych, tunelu i trybuny dla VIP-ów – trzeba było odejść od tej normy o około 30 stopni. UEFA jednak zgodę wydała. Innym elementem nawiązania do dawnych czasów i dawnego stadionu jest rzeźba „Sztafeta" wykonana przez Adama Romana i odsłonięta w 1955 r. Przedstawia trzech mężczyzn, którzy w biegu przekazują sobie pałeczkę. – Dla mnie „Sztafeta" jest także metaforą naszej działalności – przekonuje Pszczulny. – Uczestniczymy w sztafecie pokoleń. Dołożyliśmy cegiełkę do Stadionu Dziesięciolecia i wybudowaliśmy Stadion Narodowy. Z pewnością po nas będą następni, którzy coś z tym miejscem zrobią.