Strach w dawnej Polsce. Zły wzrok i zdejmowanie uroków

Ludzie oprzyroczeni (pod wpływem złego uroku) momentalnie zaczynali źle się czuć - miewali zawroty głowy, tracili orientację w terenie, pocili się.

Czarownice, jak i niektóre zwykłe osoby, miały tak zwany "zły wzrok". Osoba taka, patrząc na człowieka lub zwierzę, rzucała urok. Ludzie oprzyroczeni (pod wpływem złego uroku) momentalnie zaczynali źle się czuć - miewali zawroty głowy, tracili orientację w terenie, pocili się. Zdarzało się nawet, że tracili przytomność. Ochroną przed złym wzrokiem dla małych dzieci miała być czerwona wstążeczka, która zwracała uwagę i tym samym przyciągała pierwsze spojrzenie na siebie, nie na dziecko. Czar złych oczu działał również na zwierzęta, na przykład kury czy konie, jak opisuje informatorka:

Po wizycie jednej z sąsiadek, młode kurczaki z kwoką zaczęły się dziobać. Nie zwyczajnie - aż do krwi. Gdyby sytuacja potrwała dłużej, na pewno zadziobałyby się na śmierć. Nie można było ich nijak uspokoić. Konie natomiast pociły się i nie chciały się ruszać. Niektóre aż się przewracały. Z pysków leciała im piana. Na szczęście starsi ludzie już w czasach mojego dzieciństwa uczyli, jak ściągać uroki. Po odprawieniu odpowiednich czynności, zachowanie zwierząt jak i złe samopoczucie człowieka od razu wracało do normy." 

Sposoby ścigania uroków były trzy: oddzielne dla ludzi, dla zwierząt gospodarczych i dla koni. Ciekawostką jest, że jedyne zwierzę domowe, na które nie działa urok złych oczu, to koza, swoją drogą w wielu wierzeniach przeznaczona ze swej natury szatanowi.

Z ludzi urok ściąga się za pomocą białej chusteczki bądź noszonej skarpety lub spoconej koszuli. Na jeden z przedmiotów należy napluć, potem splunąć na ziemię i przecierać twarz trzy razy od czoła do szyi, nie w innym kierunku. Potem tkaninę należy strząsnąć tak, jakby zrzucając z niej kurz.

Do ściągania uroku ze zwierząt gospodarczych należało użyć pomyj, w których namaczano miotłę z witek brzozy i skropić pomyjami zwierzęta trzy razy. Po skropieniu pomyjami kur, były one nie do poznania. Młode kurczęta zrobiły się bardzo mokre, szare, a ich dzioby były zakrzywione tak jak dzioby wron. Były wycieńczone i padły na ziemię. Po kilku godzinach jednak wróciły do swojej poprzedniej postaci.  

Aby zdjąć urok z koni, gospodarz musiał wyciągnąć z buta onucę – była to szmatka, którą owijało się skarpetę, aby noga nie pociła się latem, a zimą dawała ciepło. Należało zrobić z onucą tak, jak przy oprzyroczeniu człowieka, tylko na koniu. Po obrzędzie zwierzę wracało do zdrowia.


Autor: Mila Koss