Zmiana branży zmiana siebie

Praca w  dziedzinie związanej z naszym wykształceniem, przynosząca niezłe wynagrodzenie i satysfakcję to ideał… Rzeczywistość pokazuje jednak, że ponad połowie z  nas to się nie udaje. Wówczas pozostaje zmiana tożsamości zawodowej i ścieżki kariery. W  wielu przypadkach – decyzja najlepsza z możliwych.

Magdalena Kuc w zeszłym roku została panią geomorfolog z piątką na dyplomie. Mimo to nie wykonuje wyuczonego zawodu. Mija siedem miesięcy, od kiedy pracuje jako młodsza księgowa, a od miesiąca dokształca się, uczęszczając na kurs księgowy. – Jak to się stało? Można powiedzieć, że złapałam szansę, którą podsunął los i teraz gonię za nią, odnajdując powoli satysfakcję i zaczynając widzieć swoją przyszłość właśnie w księgowości – opowiada.

Z badania Millward Brown przeprowadzonego na zlecenie agencji Work Service wynika, że aż 53 proc. Polaków pracuje na stanowiskach, które nie są zgodne z ich wykształceniem. Dlaczego? Powody mogą być różne: od rozczarowania dotychczasową pracą, poprzez zmianę zainteresowań, po trudności ze znalezieniem zatrudnienia w wyuczonym zawodzie.

– Szkoła ciągle w niedoskonały sposób przygotowuje nas do wyboru przyszłej drogi życiowej. Zbyt mało czasu poświęca się refleksji związanej z odkrywaniem siebie, swoich predyspozycji, pasji i tego, co jest dla nas w życiu ważne. Inna sprawa, że te wartości zmieniają się i często trudno je przewidzieć w bardzo młodym wieku, gdy stajemy przed wyborem profilu edukacyjnego – mówi Justyna Ciećwierz, coach kariery. To dlatego, jej zdaniem, decyzja o wyborze szkoły czy kierunku studiów często bywa nieprzemyślana, podyktowana niewłaściwymi kwestiami, takimi jak przekonania rodziców czy wybory rówieśników. – Poza tym, niestety, studia słabo przygotowują do konkretnej pracy lub choćby do jej poszukiwania. Wielu absolwentów jest zagubionych, nie potrafi znaleźć zatrudnienia zgodnego z wyuczonym profilem. A jeśli ów profil został wybrany przypadkowo, to brakuje im również motywacji – dodaje.

Chleb z masłem

Wielu młodych ludzi zwyczajnie nie wie, czym chcieliby się zajmować. Do takich osób należała Barbara Ławska. – Nigdy nie miałam pasji, która dałaby mi pomysł na to, co chcę robić w przyszłości. W związku z tym pod koniec liceum wraz z mamą zaczęłyśmy zastanawiać się, jakie studia powinnam wybrać. Któregoś dnia mama przyszła do domu i zapytała, czy brałam pod uwagę technologię żywności i żywienie człowieka, ponieważ córka jej znajomej wybrała ten kierunek i jest bardzo zadowolona – wspomina. Uznała, że to rozsądny pomysł: przecież jedzenie zawsze będzie potrzebne, wobec czego taki zawód powinien być pożądany. Złożyła dokumenty i dostała się na studia. Uczęszczanie na zajęcia dawało jej przyjemność. – Było ciekawie, często przyrządzaliśmy różne smakowite rzeczy. W ramach nauki niejednokrotnie mieliśmy okazję zjeść pyszne śniadanko, na przykład domowy chleb z samodzielnie zrobionym masłem.

Jednak przyjemne studia nie zawsze stanowią wstęp do pasjonującej pracy. – Po pięciu latach nauki dość szybko zdobyłam posadę w zakładzie przetwórczym. Wydawało mi się, że zostanę tam aż do emerytury. Po jakimś czasie praca przestała być jednak ekscytująca – opowiada. Każdy dzień przypominał poprzedni, a w dodatku atmosfera między pracownikami pozostawiała wiele do życzenia. Kiedy więc nadarzyła się okazja do zmiany, Barbara bez wahania rzuciła wszystko i wyjechała do większego miasta, by zamieszkać ze swoim chłopakiem. Przez kilka miesięcy wertowała oferty, aż natknęła się na ogłoszenie o pracę na zastępstwo w Urzędzie Morskim. Pomyślnie przeszła rekrutację i objęła stanowisko w jednym z sekretariatów. – Bardzo mi się tam spodobało. Od zawsze lubiłam szybkie tempo pracy. Byłam w swoim żywiole: dużo telefonów, e–maili, spotkań. Czułam się jak ryba w wodzie i żałowałam, że to jedynie praca na zastępstwo – opowiada. Jednak los uśmiechnął się do niej i pewnego dnia zaproponowano jej posadę inspektora do spraw finansowych, zwalnianą przez pracownika odchodzącego na emerytur. – Zawsze lubiłam zajmować się cyferkami. W dodatku atmosfera w mojej obecnej pracy jest bardzo dobra, a ludzie przemili. Już nawet nie rozglądam się za ofertami zatrudnienia w zawodzie – kwituje.

Według Justyny Ciećwierz, coacha kariery, nie wszystkim zmiana branży przychodzi z taką łatwością. – Trzeba dobrze poznać siebie i swoje predyspozycje. Nie każda osoba może odnieść sukces w każdym zawodzie. Jesteśmy wewnętrznie ukształtowani do wykonywania pracy o różnych parametrach: wysoce kreatywnej lub powtarzalnej, z licznymi kontaktami z ludźmi lub w dużej części sam na sam z dokumentami czy komputerem – wylicza. Dodaje też, że predyspozycje to nie wszystko. Potrzebujemy bowiem znaleźć takie role zawodowe, w których będziemy odczuwali największą motywację i które dadzą nam odpowiednie warunki, by rozkwitnąć i wykorzystać swój potencjał. Ważne jest również samozaparcie. – Do tego dochodzi potrzeba mądrości i wytrwałości w realizowaniu naszego planu związanego ze zmianą. Na tym etapie sporo osób rezygnuje, bo brakuje im wsparcia otoczenia. Trudności sprawiają, że wracamy na stare tory myślenia – ostrzega ekspert.

Co potem? Nieważne!

Dr Magda Drzewiecka–Sarosiek z Uniwersytetu SWPS, właścicielka firmy MotoKariera, wskazuje na problem „studiowania dla samego studiowania". – Rozmawiając z młodymi ludźmi, można odnieść wrażenie, że idąc na wyższą uczelnię, nie wybierają swojej profesji, a jedynie pragną poszerzyć horyzonty w tematach, które ich interesują – przekonuje. Według niej zmiana wyuczonego zawodu nie jest problemem. Trudności pojawiają się jednak, gdy trzeba zmienić swoje doświadczenie i podążyć nową ścieżką. – Często po kilku latach pracy w sprzedaży pracownicy zaczynają marzyć o tym, by przejść do marketingu lub pracując w działach administracyjnych, myślą o „pierwszej linii frontu" i pracy w bezpośrednim kontakcie z klientem. Bywa to trudne, ponieważ rekruterzy patrzą na nich przez pryzmat piastowanego stanowiska oraz specyficznych umiejętności, które posiadają. Rzadziej zastanawiają się nad predyspozycjami osobowościowymi czy szeroko rozumianymi umiejętnościami, takimi jak łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi czy zdolności analityczne.

Magdalena Kuc była przekonana, że jej wybór kierunku kształcenia jest naturalny. – Pochodzę z rodziny geologów. Od najmłodszych lat nasiąkałam pasją bliskich, wędrując z nimi po górach, schroniskach, muzeach. W liceum byłam przekonana, że jest to droga, którą wciąż chcę podążać. Wobec tego nie zastanawiając się, wybrałam studia geograficzne – wspomina. Przez pięć lat nauki była zadowolona z tej decyzji: zdobyła mnóstwo wiedzy na tematy, które ją interesowały, zobaczyła wiele pięknych miejsc i czuła nieustające zainteresowanie tym, czym się zajmowała. Niestety, okazało się, że nawet praca magisterska napisana i obroniona na piątkę nie daje gwarancji dalszych sukcesów. Mijały kolejne dni nieowocnych poszukiwań zajęcia, a Magdalena systematycznie obniżała swoje wymagania. Zaczęła od polowania na „pracę marzeń", w międzyczasie przestawiła się na „jakąkolwiek związaną z zawodem", by w końcu dać za wygraną i poszerzyć kryteria, przestając skupiać się na geografii. Po pół roku bezowocnych, przygnębiających poszukiwań odezwała się do niej koleżanka, która dała jej namiar na dużą, znaną markę poszukującą osoby do pracy biurowej. – Spodobałam się i dostałam pracę jako księgowa. Na początku ten temat bardzo mnie przerażał. Nie byłam pewna, czy dam radę. Okazało się jednak, że wykształcenie kierunkowe nie jest konieczne – dużo ważniejsze jest doświadczenie i staż pracy. Aby zdobyć potrzebne uprawnienia, rozpoczęłam kurs. To dopiero początek, ale dostrzegam, że to jest coś, co może dać mi stabilizację i satysfakcję. Chcę się uczyć i nie zraża mnie brak połączenia mojego wykształcenia z wykonywaną pracą. Mogę wręcz powiedzieć, że jestem z niego dumna. Nie poszłam na kierunek, dzięki któremu miałabym pewną pracę i kilka zer na koncie, a postawiłam na coś, co przez pięć lat było moją pasją i pozwoliło obudzić w sobie jeszcze większą ciekawość świata. Zaś dzięki „praktycznej" pracy jestem w stanie zarobić na siebie i odłożyć na podróże, o których marzę – mówi.

Pasja gra pierwsze skrzypce

Często decydujemy się pójście do szkoły wyższej automatycznie, „ponieważ wszyscy to robią". Tymczasem wieloletnia edukacja nie daje gwarancji, że będziemy pożądani na rynku pracy. Karolina Chlewicka skończyła studia, jednak na życie zarabia czymś, co dla wielu okazuje się znacznie cenniejsze niż wykształcenie – pasją oraz talentem. – Nie miałam pojęcia, na jakie studia chcę iść – kompletnie nie byłam ukierunkowana. Ostatecznie wybrałam gospodarkę przestrzenną na Uniwersytecie Ekonomicznym i ją ukończyłam – opowiada. Niestety, kierunek ten nie dał jej zbyt dużych perspektyw na zatrudnienie w zawodzie. Po studiach pracowała w hotelowej recepcji, we wspólnocie mieszkaniowej, a później jako zarządca nieruchomości. W międzyczasie ukończyła studia podyplomowe na kierunku zarządzanie nieruchomościami. Była pewna, że to jej wymarzony zawód i kierunek dalszej kariery. – Jednocześnie oddawałam się „niewinnemu" hobby: decoupage. W wolnym czasie „dziubałam" sobie drewniane pudełeczka. Wielką frajdę sprawiało mi to, że można w zwykły przedmiot tchnąć drugie życie, zmienić go w małe dzieło – wspomina. Założyła fanpage na Facebooku i prezentowała na nim swoje prace. Profil cieszył się rosnącym zainteresowaniem, a ona otrzymywała coraz więcej zamówień, związanych głównie z tematyką ślubną. Po pracy w biurze wracała do domu i realizowała zamówienia. – Po dobrych kilkunastu tygodniach, zdałam sobie sprawę, że nie mam życia. Wracam z pracy do pracy. Pracuję od 7 rano do 22 wieczorem, a tak się nie da. Zaczęłam coraz intensywniej myśleć nad prowadzeniem własnej firmy z rękodziełem. Oczywiście, bałam się, czy dam radę się z tego utrzymać. Długo zbierałam się w sobie. W końcu zdobyłam się na odwagę i zwolniłam z pracy. Tym sposobem od marca utrzymuję się wyłącznie z prowadzonej działalności. Jestem szczęśliwa, bo robię to, co kocham i mogę uszczęśliwiać inne osoby, wykonując dla nich zamówienia na ten jedyny, najpiękniejszy dzień w życiu, jakim jest ślub – cieszy się.

Czy porzucenie dotychczasowej ścieżki kariery, by zarabiać na swojej pasji, jest dobrym pomysłem? Z pewnością warto go rozważyć. W pracy spędzamy dużą część życia. Ważne jest więc, by lubić to, co się robi. – Niestety, o sukcesie często decyduje łut szczęścia – mówi psycholog Magda Drzewiecka–Sarosiek. – Istotne są otaczające nas osoby o szerokich horyzontach, ale również, oczywiście, my sami. A konkretnie? Umiejętność spojrzenia na siebie z dystansu, otwartość, pewność siebie i własnych przekonań oraz świadomość, jak można wykorzystać dotychczasowe doświadczenie w nowej dziedzinie.