Przystojny koreańczyk

Jest duży, mocny, a w dodatku nieźle wygląda. Z Hyundaiem santa fe naprawdę można się pokazać.

W tym miesiącu będzie naprawdę pozytywnie. Zarówno hyundai santa fe, jak i opisywany obok lexus LS 600h to samochody, które można testować w nieskończoność.

Zacznijmy od tego, że santa fe naprawdę dobrze wygląda. Do masywnego koreańczyka ze sporą ilością chromu wsiada się z przyjemnością, żeby nie powiedzieć – z dumą. Został wymyślony – jak mówią w Hyundaiu – zgodnie z językiem projektowania fluidic sculpture (co znaczy: opływowa rzeźba). Dzięki temu auto zyskało silny i dynamiczny wygląd. Santa fe nowej generacji prezentuje się agresywnie i jeszcze bardziej niż jego poprzednik odzwierciedla charakter SUV-a. Linię okien styliści poprowadzili tu dość wysoko i dodatkowo unieśli ją na samym końcu. To jeszcze dodaje mu drapieżności, choć 
– trzeba przyznać – niestety dość mocno ogranicza widoki pasażerom tylnego siedzenia.

Wnętrze też nie zawodzi. Design najnowszego santa fe
w porównaniu z wcześniejszymi wersjami zdecydowanie zbliża 
go do klasy premium. Widać to gołym okiem przy porównywaniu go nawet z dotychczasowymi przedstawicielami tego segmentu.

Wysoko osadzone siedzenie kierowcy – dzięki czemu czujemy, kto tu rządzi – delikatnie odsuwa się po wyłączeniu zapłonu i pomaga swobodnie wysiąść z samochodu. Po naciśnięciu przycisku „start" podjeżdża natomiast z kierowcą do przodu i zapamiętuje wcześniejsze ustawienie.

Komputer pokładowy nie dość, że rozmawia z nami po polsku, to jeszcze bez zbędnych udziwnień technologicznego bełkotu. Intuicyjne włączanie i wyłączanie funkcji w tym samochodzie to kolejny jego plus.

W czasie jazdy przystojnemu koreańczykowi również niewiele można zarzucić. Testowana przez nas wysokoprężna jednostka 2.2 CRDi ze 197 KM i automatyczną sześciobiegową skrzynią bez krzty lenistwa reaguje na wciśnięcie pedału gazu. Samochód przyzwoicie sprawdza się w mieście, w parkowaniu pomagają liczne kamery. Na trasie również mało kto może się z nim równać, nawet na krętych drogach polskich Tatr.

Niestety, na papierze santa fe pali nieco mniej paliwa niż w rzeczywistości. Bez oszczędzania auta na trasie liczącej ponad 400 km średnie spalanie wahało się między 9,1, a 8,8 l na 100 km.

Cena tego modelu – ok. 200 tys. zł.