Prawnik, elegant, gawędziarz, imprezowicz

Jedni go uwielbiają, inni nie znoszą. ale wszyscy szanują. Jeden z najlepszych i najlepiej zarabiających polskich prawników i jedyny regularnie ścigany przez paparazzich. Jego przyjaciele i wrogowie zgadzają się w jednym – Lejb Fogelman to najbardziej kolorowa postać polskiej palestry.

Widać go z daleka – zawsze w eleganckim nakryciu głowy, zawsze w doskonale skrojonym garniturze z idealnie dobranymi dodatkami. Zawsze mówi. Dużo i na różne tematy. Zawsze słuchany z uwagą.

Gdy spotykam Lejba w jego ulubionej restauracji w centrum Warszawy albo gdzieś na przyjęciu, nigdy nie wiem, czego wysłucham. Lejb opowiada zawsze o tym, co w tej chwili go kręci – to może być jego własna produkcja teatralna, nowo odkryta restauracja albo przemiany polityczne w Birmie.

Rzadko, albo wręcz nigdy, nie opowiada jednak o swej pracy. Jeden z najbogatszych ludzi w Polsce powiedział mi niedawno, że „jeśli na spotkaniu biznesowym jest Lońka (tak mówią o nim przyjaciele – przyp. red.), to znaczy, że będą negocjowane jedne z największych w tym roku fuzji czy przejęć". Fogelman i jego kancelaria prawna rzeczywiście brali udział w jednych z największych fuzji ostatnich lat, ale sam Fogelman po prostu o tym nie mówi.

Za to bardzo chętnie opowiada o życiu – o polityce, filozofii, religii. Kiedyś w Soho Factory, bardzo modnym punkcie na mapie kulturalnej Pragi w Warszawie, przez dwie godziny słuchałem jego analizy przemian społecznych w Rosji końca XIX w. Z tych przemian Lejb wyciągnął następnie wnioski dla przemian we współczesnych Chinach i przepowiedział kryzys polityczny w tym kraju – jego umiejętność syntezy różnych wątków w jedną tezę tłumaczącą świat jest wprost fenomenalna.

Sam o sobie mówi, że nie jest ani Polakiem (choć tu się urodził), ani Amerykaninem (choć tam się wykształcił), lecz Żydem. Jest bez wątpienia obywatelem świata, który równie dobrze odnajduje się wśród nastolatków, jak i głów państwa, bo i tym, i tamtym ma coś ciekawego do powiedzenia.

Chcą się z nim przyjaźnić wszyscy, bo w Warszawie mało kto umie się tak dobrze bawić. Rzeczywiście, zna wszystkich wartych poznania – od polityków, przez celebrytów, po profesorów i pisarzy. Ale tylko jedna osoba ma nad nim totalną kontrolę – jego córka. Biznesmeni zabiegają o jego przychylność, bo podąża za nim aura sukcesu. Prawnicy zazdroszczą mu rozgłosu i koneksji. A ja go cenię za niekończące się pokłady pozytywnej energii i życiową mądrość, która kilka razy po prostu mi uratowała skórę.

Z Lejbem można się zgadzać lub nie, ale zawsze warto z nim dyskutować, bo zmusza do wzniesienia się na wyżyny własnych zdolności intelektualnych.

Dziś publikujemy tekst, w którym Fogelman twierdzi, że Polska nie jest jeszcze w pełni państwem prawa. Mamy nadzieję, że zachęci Państwa do rozważań na ten temat, jeden z kluczowych dla powodzenia polskiej transformacji i dalszego rozwoju naszego kraju.

Prosimy o listy i e-maile. Ciekawi jesteśmy zdania biznesmenów na temat tego, czy i oni uważają, że niewydolny system sądowy jest dziś główną przeszkodą cywilizacyjną Polski.