Dobroczynni

Rozdać fortunę, jak Warren Buffett 
czy Mark Zuckerberg. Ufundować uczelnię wyższą, jak John Leland Stanford, albo salę koncertową, jak Andrew Carnegie. Choć nad Wisłą milionerzy rzadko miewają takie gesty, to na cele społeczne przeznaczają coraz większe sumy. 
Kim są polscy filantropi, o co troszczą się szczególnie i czego (jeśli w ogóle) 
oczekują w zamian?

Andrzej Czernecki wyrok śmierci usłyszał dwukrotnie. Pierwszy raz w połowie lat 90. – Zachorowałem na chłoniaka, którego w Polsce nikt wtedy nie potrafił leczyć. Profesor z Getyngi miał dla mnie dwie wiadomości: złą, że to rak, i dobrą, że mam przed sobą 10 lat życia. Aby to sprawdzić, inny lekarz powtórzył biopsję i również powiedział, że ma dwie wiadomości: złą, bo będę żył nie dziesięć, lecz trzy lata, i dobrą: to odmiana, którą można spróbować wyleczyć – opowiadał w jednym z wywiadów, przeszło dekadę po tych diagnozach.

Od porsche po popielniczkę

Stan zdrowia sprawił, że Czernecki odszedł z polityki – przez kilka pierwszych lat polskiej demokracji zasiadał w Sejmie jako poseł Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, potem Unii Demokratycznej – i zajął się biznesem. Ironia losu, z tym drugim szło jak po maśle: założona na początku lat 80. firma High Tech Lab, zajmująca się produkcją sprzętu laboratoryjnego, trafiła na żyłę złota – produkcję nakłuwaczy i lancetów dla diabetyków. Już jako HTL–Strefa dostarczała supercienkie igły światowym gigantom, jak Roche Diagnostics, Bayer, Becton Dickinson. W dniu debiutu na giełdzie, w 2006 r., 
wartość firmy wzrosła dwukrotnie, dobijając do 1,5 mld zł.

W 2009 r. Czernecki usłyszał drugi wyrok. Tym razem zmiany nowotworowe były nieodwracalne, milionerowi pozostały trzy lata życia. W te kilkadziesiąt miesięcy Czernecki postanowił wybudować pomnik. Z dobra. Pod młotek poszły aktywa, dom, wymarzone Porsche 911, kolekcje sztuki i książek. Ba, podobno nawet popielniczka. Jeszcze w 2011 r. tygodnik „Wprost" umieścił Czerneckiego na liście stu najbogatszych Polaków, rok później cały jego majątek stanowił własność Edukacyjnej Fundacji im. prof. Romana Czerneckiego – ojca Andrzeja.

Idea Fundacji zasadza się na tworzeniu szans dla biednych, ale wyjątkowo uzdolnionych dzieci. – Otwieramy drzwi do najlepszych szkół w Polsce i za granicą. Opłacamy internat, podręczniki, organizujemy korepetycje, kursy językowe, zapewniamy wsparcie psychologów i wszystko, co jest potrzebne, aby zdolna młodzież mogła wyrwać się z kręgu biedy i rozpocząć naukę w wymarzonej szkole albo na studiach – opowiadał Igor Czernecki, syn twórcy HTL–Strefy. Założyciel Fundacji zadbał o to, by zasiedli w niej sprawni menedżerowie i prawnicy. Majątek organizacji pozwala na fundowanie kolejnych stypendiów, częściowo jest ona też wspierana przez innych darczyńców.

Dlaczego edukacja, a nie np. badania naukowe? – Dla ojca edukacja i oświata zawsze były bardzo ważne. To wynikało oczywiście z wychowania i z domu, z którego pochodził. Jego ojciec, nasz dziadek, był profesorem polonistyki i filozofii. Prowadził tajne komplety w czasie okupacji. Po wojnie był rektorem uniwersytetu w Gdańsku. Potem uczył filozofii na politechnice w Warszawie – tłumaczył Igor Czernecki. – Ojciec uważał, że edukacja otwiera drzwi na świat. Zawsze inwestował w edukację: swoją i naszą. Dlatego było to zupełnie naturalne, żeby dać szansę innym.

Dobroczynność sportowa

Oczywiście Andrzej Czernecki nie był w tym przekonaniu odosobniony. Studenci i doktoranci mieli szansę choćby na wsparcie Grażyny Kulczyk – 750 zł stypendium dla tych pierwszych i dwukrotnie więcej dla drugich. Na potrzebach edukacyjnych młodych ludzi skoncentrowana jest też rodzinna Fundacja Jolanty i Leszka Czarneckich, którzy do połowy 2014 r. mieli przekazać na jej działania ponad 56 mln zł (z czego lwią część do 2010 r.). Trzy kluczowe programy realizowane przez tę organizację – „Indeks Start2star", „Bądź samodzielny" i „Wspieramy wybitnie uzdolnionych" – to inicjatywy skierowane do młodych ludzi, którzy z powodu biedy lub niepełnosprawności mogą mieć kłopoty z kontynuowaniem edukacji lub osiągnięciem samodzielności. Wsparcie w ich ramach ma postać albo stypendiów, albo współfinansowania kosztów operacji, rehabilitacji, sprzętu.

Przez pewien czas również Ryszard Krauze finansował pracownie informatyczne i sprzęt komputerowy dla domów dziecka oraz niepełnosprawnych dzieci.

Gdyby zajrzeć jednak do opublikowanego pod koniec grudnia 2015 r. raportu Stowarzyszenia Klon/Jawor na temat polskich organizacji pozarządowych, okaże się, że działalność „edukacyjna i wychowawcza" nie jest nad Wisłą najpopularniejszą dziedziną działań filantropijnych. – Sport, sport i jeszcze raz sport – kwitują osoby zaangażowane w działalność NGO.

Ten trend widać też wśród najbogatszych Polaków, którzy stosunkowo chętnie angażują się we wsparcie dla klubów sportowych. O dusze krakowskich kibiców rywalizują Wisła (mecenat właściciela Tele–Foniki Kable SA Bogusława Cupiała) i Cracovia (wsparcie twórcy firmy Comarch Janusza Filipiaka). Józef Wojciechowski, twórca J.W. Construction, do pewnego momentu wspomagał warszawską Polonię. Współwłaściciel Grupy Atlas Andrzej Walczak zasłynął ze sponsorowania tenisisty Jerzego Janowicza i rajdowca z Krakowa Macieja Steinhofa. Dla Ryszarda Karkosika kluczowym polem działalności filantropijnej był żużel, pasją Dariusza Miłka było kolarstwo – najpierw rozwijał własną karierę, teraz wspomaga innych. Jerzy Starak wspierał pomorskich koszykarzy, Zygmunt Solorz–Żak – siatkarzy (a także kolarzy i piłkarzy ze Śląska Wrocław). Jan Kulczyk miał podejście holistyczne: był jednym z kluczowych darczyńców Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Sport to pewniak: pozwala połączyć osobiste zainteresowania sponsora, zbudować społeczność osób wiedzących o jego hojności, popularyzuje markę i nazwisko. Trudno się zatem dziwić, że zainteresowanie kulturą i badaniami naukowymi jest znacznie mniejsze. Choć i ono się zdarza: dobrodziejem kultury był zwłaszcza Jan Kulczyk, który nie tylko dokładał do tworzenia Muzeum Historii Żydów Polskich, ale też sponsorował Teatr Wielki – Operę Narodową, popularny Teatr Studio, Teatr Polski im. A. Szyfmana czy Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Własną kartę w dziejach kultury próbuje też zapisać Andrzej Walczak: Atlas Sztuki to nie tylko galeria, ale i system wsparcia dla artystów i inicjatyw kulturalnych.

Z kolei nauka stała się domeną Jerzego Staraka. Jego Naukowa Fundacja Polpharmy sponsoruje wybrane projekty badawcze, a obiecującym młodym naukowcom funduje stypendia i nagrody. Tu aktywny jest też Zygmunt Solorz–Żak, który kilka lat temu zasłynął z wyjątkowej jak na polskie realia darowizny: miał przekazać 100 mln euro Uniwersytetowi Ludwika Maksymiliana w Monachium, na budowę i sprzęt dla tamtejszego Instytutu Badawczego Udarów Mózgu i Demencji.

Zaprzepaszczona tradycja

A jednak... czegoś brak. Warren Buffett zapowiedział przekazanie na cele charytatywne 99 proc. swojego majątku. Fundacja założona przez Billa Gatesa już dziś obraca 37 mld dol. jego majątku. „Rozdanie" zgromadzonych fortun zapowiadają tak rozmaite postacie, jak medialny magnat Ted Turner, najbogatszy członek saudyjskiej rodziny królewskiej książę Al Waleed Ben Talal, rosyjski oligarcha Władimir Potanin, ciesząca się statusem celebrytki gospodyni programów kulinarnych Nigella Lawson czy posiadający „zaledwie" 300 mln dol. majątku basista popularnej niegdyś grupy rockowej Kiss Gene Simmons. Zgodnie z wyliczeniami portalu The Chronicle of Philantrophy w 2015 r. największa darowizna w USA – z rąk mało znanego na świecie biznesmena – sięgnęła 605 mln dol. Za nią uplasował się inny potentat, który przekazał na cele dobroczynne 400 mln dol. To i tak, według specjalistów portalu, spadek. W 2012 r. łączna wysokość przekazanych na filantropię sum sięgnęła 7,4 mld dol.

Tymczasem nad Wisłą... W raporcie „Filantropia w Polsce" odpytywani milionerzy przyznali, że do akcji społecznych dokładają ok. 2 mln zł rocznie. Najgłośniejsze darowizny ostatnich lat sięgają kilkudziesięciu milionów złotych – 20 mln zł na Muzeum Historii Żydów Polskich oraz 30 mln na PKOl wyłożył Jan Kulczyk, 15 mln zł na Sanktuarium Maryjne w Łagiewnikach – Roman Kluska, założyciel Optimusa. Proporcje darowizn do majątków są krańcowo różne – kręcą nosem malkontenci.

– Polska nie dorobiła się jeszcze swojego Billa Gatesa ani George'a Sorosa, czyli filantropów dobrze wiedzących, jaki efekt chcą osiągnąć, przeznaczając pieniądze ze swojego majątku – mówi Mirella Panek–Owsiańska, prezes Forum Odpowiedzialnego Biznesu. – Na to, by znaleźli się polscy sygnatariusze takich inicjatyw jak The Giving Pledge, będziemy potrzebować jeszcze co najmniej jednego pokolenia. Zabrakło czasu na powstawanie i dziedziczenie wielkich fortun, choć filantropia była doskonale znana w czasach Wedla, Scheiblera czy Kronenberga.

– Siłą, która w USA zbudowała tradycje dobroczynne, są fundusze wieczyste – przekonuje z kolei Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce. – Również u nas mieliśmy bogatą tradycję takich funduszy. Tylko w Warszawie było ich zarejestrowane ponad 300. Fundusz im. Marii Sienkiewiczowej założył choćby Henryk Sienkiewicz, a korzystali z niego Przerwa–Tetmajer czy Konopnicka. Niestety, na początku lat 50., w czasach stalinowskich, upaństwowiono wszystkie fundacje, poza Kościuszkowską. Przetrwała tylko dlatego, że jej kapitał żelazny był ulokowany w Stanach Zjednoczonych.

Strategia filantropii

Z czasem zmieniały się też cele działalności dobroczynnej: przed wojną wielu darczyńców przeznaczało majątki, np. na wsparcie biednych panien, które dzięki ich funduszom mogły pozwolić sobie na posag, a więc i małżeństwo. Z kolei po transformacji ustrojowej w Polsce rozkwitały metropolie, za to mniejsze ośrodki znalazły się w opałach. Stąd popularność – i gwałtowna potrzeba – wspierania placówek medycznych, szkół czy lokalnych wspólnot (np. Fundacja Zielony Jamnik Solange i Krzysztofa Olszewskich, właścicieli firmy Solaris, koncentruje się na wsparciu lokalnych społeczności w okolicach Poznania).

Ale i to powoli się zmienia. Najbogatsi, poza doraźną pomocą czy jednorazową darowizną, coraz częściej szukają sposobów na to, by realnie zmienić świat. – Nie ma na to jednej recepty. Jednak na świecie, zwłaszcza w USA, powstało wiele modeli takich działań – mówi Mirella Panek–Owsiańska. 
– Uczestniczyłam w kursie na Uniwersytecie Stanforda, podczas którego uczono, jakie kryteria stosować przy podejmowaniu decyzji o własnej indywidualnej filantropii. Jak rozpoznawać obszary i organizacje warte wsparcia. W Polsce nie ma jeszcze instrumentów, które pomogłyby ocenić wiarygodność organizacji pomocowych. Bo lektura samego sprawozdania finansowego często nie wystarczy.

Skoro nie ma jednego schematu, można samemu tworzyć fundacje dobroczynne, można też pójść tropem Billa Gatesa (jego fundacja adaptuje filozofię firm venture capital na potrzeby działań charytatywnych). Można w końcu skorzystać z przykładu Marka Zuckerberga, którego Chan–Zuckerberg Initiative jest niczym innym jak spółką mogącą zarabiać, lobbować i